Chiny - Guanghzou - dzieci w chińskiej szkole

Chiny – Ciekawostki o szkole i edukacji

Chiny – Ciekawostki

Dwa spojrzenia na Chiny – Ciekawostki o szkole i systemie edukacji w Chinach – oczami 2 osób:

  • Wolontariuszki, która pracowała w chińskiej szkole.
  • Wykładowcy niemieckiego uniwersytetu, która na co dzień pracuje z Chińczykami.

1. Praca w Chinach

Marta Świątek

W Chinach pracowałam jako nauczycielka języka angielskiego w centrum edukacyjnym. Nasz kurs miał wzbudzać w uczniach zainteresowanie i zapał do nauki języków obcych.

Mike – nauczyciel koordynujący naszą pracę – chciał żebyśmy na zajęcia wymyślały gry i zabawy, poprzez które dzieciaki uczyłyby się języka.

Czego uczyć chińskie dzieci?

Do pracy zabrałyśmy się z entuzjazmem i zapałem, który zgasł już po pierwszej lekcji. Niektóre zabawy były zbyt łatwe, inne zbyt trudne – ciężko było wypośrodkować poziom gier. Co więcej, uczniowie nie wykazywali żadnych chęci do konwersacji w języku angielskim. Nawet z nami rozmawiały po chińsku. Z lekcji na lekcję było coraz gorzej.

Zaczynało brakować nam pomysłów, a zabawa, mimo iż przyjemna, nie wnosiła niczego pożytecznego. A my naprawdę chciałyśmy te dzieciaki czegoś nauczyć! Dlatego nie zważając na polecenia Mike’a, postanowiłyśmy wprowadzić ćwiczenia praktyczne.

Pierwsza Arabka w Chinach

Zaplanowałyśmy pracę w grupach polegającą na opisywaniu obrazków. Za materiały posłużyły nam zdjęcia powyrywane z magazynu podróżniczego, kupionego jeszcze na lotnisku w Polsce.

Pierwsza lekcja – czas zacząć ćwiczenie. Tłumaczymy, na czym polega zadanie i dla przykładu opisujemy jedno ze zdjęć. Pokazujemy ujęcie Arabki w tradycyjnym stroju – zakrytą od stóp do głów, widać tylko oczy. Dzieciaki z zaciekawieniem wlepiają wzrok w obrazek.

Szkoła w Chinach

Zaczynam prezentację:
– Na pierwszym planie widzimy kobietę

Po sali przebiega pomruk zdumienia.
– Kobieta? Skąd wiem, że to kobieta? Przecież tego nie widać!
– Czemu jest tak ubrana? – Spojrzałyśmy na siebie z Justyną. Właśnie wkroczyłyśmy na bardzo grząski grunt. Być nauczycielem w Chinach i mówić o obcych religiach… ryzyko było ogromne.

Odkrywanie świata po chińsku

Nie chciałyśmy jednak pozostać głuche na te pytania i lekcja angielskiego szybko przerodziła się w nauczanie o kulturze. Mówiłyśmy o buddyzmie, islamie i chrześcijaństwie. W zestawie miałyśmy też zdjęcia wiosek afrykańskich i fotografie Hindusów podróżujących na dachach pociągów.

Opowiadałyśmy o ubóstwie w Indiach i obrzędach afrykańskich. Nawet Mike z zaciekawieniem słuchał naszych opowieści dopytując z niedowierzaniem – oni naprawdę tak się ubierają? Oni naprawdę podróżują w taki sposób? Naprawdę!

Świat przyjechał do Guangzhou

Kurs obrał teraz inny tor. W lekcje języka angielskiego wplatałyśmy elementy wiedzy o kulturze. Nauczyłyśmy ich tańczyć Zorbę, pokazałyśmy taniec irlandzki, opowiedziałyśmy legendę o Królu Arturze. Mówiłyśmy o ekologii, klimacie krajów skandynawskich i kuchni polskiej. Wszystko było dla nich nowe i zachwycające!

Nasza wiedza o świecie ich zadziwiała – skąd my tyle wiemy? A przecież opierałyśmy ją głównie na tym, co udało nam się przeczytać w prasie, usłyszeć w radiu lub obejrzeć w telewizji. W Europie już dziecko wie takie rzeczy!

Cenzura w Chinach

Niestety w Chinach nawet dorośli nie mają szans zdobycia wiedzy na temat świata zewnętrznego. Wiadomości dotyczące religii, kultur i sytuacji politycznej są przefiltrowane. Internet jest cenzurowany, a dostęp do obiektywnych źródeł informacji bardzo ograniczony.

Kolejną barierą są języki obce. Poziom ich znajomości jest bardzo niski, a zapotrzebowanie na lektorów ogromne. Gdyby Chińczycy znali język angielski na poziomie chociażby komunikatywnym, mogliby uszczknąć wiedzy z zagranicznych serwisów informacyjnych – bez cenzury, bez ubarwień, bez tajemnic.

A tak rzeczywistość Państwa Środka kreowana jest przez rządzących.

2. Edukacja w Chinach – różnice kulturowe

Dorota P.-D., PhD.

Pracuję na uniwersytecie w Niemczech – głównie ze studentami z Afryki, Azji i Ameryki Południowej. Uczę ich niemieckiego oraz europejskich zagadnień społeczno-kulturowych. Codziennie dzięki nim sama się uczę – różnorodności kulturowej. Ale nie spodziewałam się, jaki wpływ na moje zajęcia będzie miała edukacja w Chinach.

Chińczycy

Pewnego dnia w sali wykładowej czekali na mnie sami Chińczycy. Studenci mieli pracować w grupkach – i prowadzić krótkie rozmowy na zadany temat.

Ale hmmm… siedzieli i patrzyli się na siebie. Prosiłam, wyjaśniałam – ale reakcją było 1 pytanie i 1 zdanie odpowiedzi – temat „wyczerpany”.

Latynosi czy Hiszpanie potrafią prowadzić mini-dialogi przez 90 minut, ale w przypadku Chińczyków następowała cisza, wzrok na panią profesor, ręce na stole i twarz mówiąca: zadanie wykonane.

Nauka chińskiego

No nic – myślę sobie – bywają i takie małomówne grupy. Może mieli zły dzień, egzamin z innego przedmiotu, a może to ja im nie podchodzę. Na następne zajęcia postanowiłam być super kreatywna – przygotować materiały audiowizualne, podcasty, sytuacje do odegrania na role itd. No nie może im się nie spodobać!

Na moje nieszczęście, nie zdając sobie jeszcze wtedy z tego sprawy – wybrałam jako temat przewodni: small talk – rozmowę towarzyską. Temat wypróbowany już z innymi grupami – zachęcający do integracji i kreatywności.

Zajęcia kończą się fiaskiem. Studenci w ogóle nie są w stanie pojąć, o co chodzi z tą niezobowiązującą rozmową. Produkuję się jak mogę, przedstawiam teksty, sama symuluję sytuację i proszę o odegranie w grupkach. NIC. Studenci patrzą na mnie i na siebie bezradnie. Coś tam szepczą po chińsku.

Chińczycy i Latynosi

Ale akurat tego dnia do grupy dołącza jeden Chilijczyk. Jako jedyny rozumie temat i potrafi odegrać ze mną sytuację small talk. W tym momencie mnie oświeca – to różnice kulturowe!

Edukacja w Chinach wyklucza takie „gadanie o pogodzie” – a dodatku z panią profesor. To po prostu nie należy do dobrego tonu i nikt nie odważy się zagadnąć niepytany.

Poza tym – wymyślanie sytuacji na poczekaniu, odgrywanie ról z kolegami, spontaniczny luz – co to ma wspólnego z nauką języka? Nauka to przecież czytanie, robienie zdań przykładowych i uczenie się na pamięć. Odzywanie się niepytanym nie wchodzi w rachubę.

Różnice kulturowe

Minęły 4 lata, a ja spotykam się z podobnymi sytuacjami codziennie. Mam teraz grupy, w których w jednej sali znajduje się nawet 15 różnych narodowości. A każda zachowuje się w odmienny sposób.

Chińczycy na przykład są doskonali pod względem gramatyki (do pięt dorastają im jedynie Rosjanie). Przyjeżdżając do Niemiec mają opanowaną do perfekcji prawie całą gramatykę – praktycznie nie robią błędów. Kiedy sprawdzam ich prace pisemne, rozpływam się nad ich poprawnością.

Ale nawet najlepsi Chińczycy nie są w stanie odnaleźć się w najprostszych sytuacjach komunikacyjnych. Jest to schemat, który powtarza się co semestr.

Edukacja w Chinach

Miałam kiedyś studentkę, która pisemnie zawsze uzyskiwała pełną ilość punktów. Wydawało mi się, że język ma opanowany idealnie, dopóki nie poprosiłam ją o wypowiedź ustną. Dziewczyna nie była w stanie rozmawiać. A język pisemny miała opanowany na poziomie zaawansowanym!

Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że jest to typowe dla Chińczyków i wynika to z ich systemu edukacji – gdzie przez większość czasu się milczy i uczy na pamięć. Jest bardzo mało egzaminów ustnych i mało miejsca na kreatywność.

Zobacz też: Szkoła w Chinach

Kurs chińskiego

Dla nauczyciela powstaje problem – jak ocenić taką osobę? Zajęcia w Niemczech polegają przecież głównie na komunikacji między studentami i ich aktywności. A ta ostatnia w przypadku Chińczyków czy Indonezyjczyków jest właściwie równa zeru. Oni się nie zgłaszają – nawet jeśli znają na 100% poprawną odpowiedź. Odpowiadają tylko i wyłącznie bezpośrednio zapytani.

Nauczyłam się, że trzeba być elastycznym – nie da się wymusić na nich zachowań, do których przyzwyczajeni są europejscy studenci i które nam wydają się być powszechne. Ale trwało to trochę, bo niemiecki system edukacji wymaga reguł, oceniania i bardzo bezpośredniej krytyki.

Chińczycy w Europie

Jak dotąd pomaga demonstracja europejskich metod uczenia i reagowania na zajęciach. U nas jest tak a tak można, a nawet należy się zgłaszać, bo to świadczy o tym a o tym. Niemieccy studenci robią to tak a tak. Dla nas znaczy to to.

Chińczycy słuchają, potakują, uśmiechają się. Po pewnym czasie niektórzy pozwalają sobie na odstępstwo od tego, co widzieli przez 20 lat życia w Chinach. Obserwuję nieśmiałe zgłoszenia, krótkie i sztywne (ale zawsze) pytania – a co najbardziej mnie cieszy – chińscy studenci przychodzą na moje dyżury. Wtedy, na osobności, słyszę pierwsze kilkuzdaniowe wypowiedzi ustne.

Udostępnij i Komentuj
  • Pingback: W gościach « W poszukiwaniu…()

  • killer

    Wow! Dzięki za wiadomości, także wybieram się na wolontariat do Chin i nie miałam pojęcia, że uczenie tam angielskiego może być tak trudne! :O I już wiem żeby dobrze przygotować się z zagadnień kulturowych ;)