Fidżi - Wyspa Mana - Viti Levu - tsunami - Pacyfik - ocean Spokojny - fala - tropikalna wyspa

Fala tsunami. Największe tsunami nadchodzi. [Relacja]

Fala tsunami na Pacyfiku – SMS nad ranem

Zaczęło się o 4 w nocy. Spaliśmy sobie w namiocie przy plaży na maleńkiej wysepce na środku Pacyfiku. Przyszedł sms z Polski, jeden z tych, które trzeba przeczytać kilka razy, żeby uwierzyć. W naszą stronę pędzi z ogromną szybkością… fala tsunami!

Fala tsunami 27 lutego 2010 r.

Było bardzo silne trzęsienie ziemiChile i fala tsunami biegnie teraz przez Pacyfik w kierunku Fidżi i Japonii. Dotrą tu za kilka godzin. Mamy trzymać się z dala od plaży.

No tak, tylko że my właściwie jesteśmy na plaży – śpimy kilka metrów od oceanu. Poprzedniego wieczora chcieliśmy nawet przenieść namiot na samą plażę, ale jakoś zaniechaliśmy tego pomysłu.

Smsy przynosiły nowe informacje. Fala tsunami ma mieć 2-3 metry i uderzyć między godziną  9 a 10.

Alarm tsunami na Pacyfiku

Po 6 nie mogliśmy już spać i wyszliśmy z namiotu. Powoli zaczęli pojawiać się ludzie, tak jak my obudzeni przez smsy. Po jakimś czasie ktoś włączył fidżijskie radio. Cały czas nadawali komunikaty o ewakuacji. Fala tsunami dotarła już do Polinezji Francuskiej i jest oczekiwana w Suvie o 10:15. Na ekranach telefonów komórkowych pojawił się tsunami-alert.

Fala tsunami – alarm na Pacyfiku (Fidżi, Japonia i 50 innych państw)

Ocean Spokojny – na razie spokojny

Kierownik naszego hostelu stał oparty o barierki i wpatrywał się w morze. Było spokojne, trwał przepiękny wschód słońca. Pewnie myślał o tym, co będzie – wszyscy uciekną, ale wszystko co ma, zostanie zniszczone. Dziewczyna z obsługi również wpatrywała się w ocean. Mówiła, że nigdy nie mieli tu tsunami – mieli tylko jedno ostrzeżenie rok wcześniej.

Fala tsunami? A jadłeś śniadanie?

O godzinie 8, podano jakby nigdy nic śniadanie. Byliśmy już spakowani i gotowi do przeniesienia się na pobliską górę. Na szczęście nasza wyspa nie była płaską łachą piachu, jakich wiele w tym archipelagu. Tamte wystają na metr ponad poziom wody – na każdej znajduje się tylko hotel, kilka palm i dużo piasku.

Fidżi, Wyspa Mana

Nasza wyspa miała kilka porządnych wzgórz, które górowały nad oceanem na dobre kilkadziesiąt metrów. Tam nie groziło nam nic, oczywiście poza odcięciem od świata. Po długim namyśle postanowiliśmy zostawić prawie wszystkie rzeczy na dole, a wziąć tylko to, co najpotrzebniejsze – bardzo dużo wody, jedzenie, filtr do wody, krem przeciwsłoneczny, nóż, komórki i lekarstwa.

Wioska na Fidżi

Tuż za naszym hostelem, właściwie tuż przy plaży, rozpościerała się fidżijska wioska. Był niedzielny poranek, przed domami nie krzątał się nikt i właściwie fala tsunami tubylców nie obchodziła. Słyszeli o alarmie, ale nigdy nie doświadczyli tsunami i nie wiedzieli, co może się wydarzyć.

Spotkaliśmy tylko małego chłopczyka, który miał ubrany swój mały niebieski plecaczek i nie bardzo wiedział co robić. Obejrzeliśmy się w górę pod słońce i zobaczyliśmy kolumnę ludzi, wolno wspinającą się po trawiastym zboczu. Wszyscy zdążali już na położone wyżej wzgórza.

Fala tsunami już za kilka minut

Wkrótce dotarliśmy na jeden z kilku szczytów. Na wszystkich zbierało się coraz więcej ludzi. Potworny upał wzmagał się z każdą minutą, a wzgórza były całkowicie pozbawione jakiegokolwiek cienia. Rozwieszano więc ubrania, które mogły dać choć trochę schronienia przed słońcem.

Początkowo wydawało się, że na górę przyszli tylko znajdujący się na wyspie Europejczycy, a rdzenni mieszkańcy zbagatelizowali sprawę. Szybko spostrzegliśmy jednak, że wysłali na wzgórza wszystkie dzieci znajdujące się w wiosce.

Rajska wyspa na Fidżi

Dookoła rozpościerał się wspaniały widok. Piękna tropikalna wyspa widziana z perspektywy ptaka. Dookoła idealnie błękitne morze, dalej inne wyspy. Na niebie prawie żadnej chmurki, w pewnej odległości od wyspy podwodna rafa.

Radio Fidżi

Rozciągnięto prowizoryczną antenę i znowu zaczęliśmy się wsłuchiwać w komunikaty. Jak dobrze, że w tym kraju mówi się po angielsku. Fala powinna nadejść z południowego wschodu. Tsunami nawiedziło już Samoa, na Marianach fala miała 4 metry, w innych miejscach mniej.

Fala tsunami ma 10 metrów

Ktoś usłyszał, że będzie 10 metrów, ktoś inny, że 15. Podobno Japończycy z luksusowego hotelu po drugiej stronie wyspy ewakuowali się już helikopterem. Plotki szerzyły się szybko, ale tak naprawdę było spokojnie i upalnie. Jeżeli fala nadejdzie, będziemy mieli niesamowity widok. Po horyzont ciągnie się tylko ocean, błękit i wyspy.

Fala tsunami? Przecież jest niedziela

W tym samym czasie trwała ewakuacja na wszystkich innych wyspach archipelagu Fidżi. W Viseisei, maleńkiej wiosce na głównej wyspie Viti Levu, gdzie mieszkaliśmy przez poprzednie dni, ludzie opuścili swoje chaty i przenieśli się na tereny położone wyżej. Niektórzy jednak zostali i poszli do kościoła. Była przecież niedziela.

Czekamy na tsunami

Minęła godzina 9, 10, a potem 10:15, kiedy fala miała uderzyć w Suvę. U nas powinna być kilkanaście minut później. Słyszeliśmy przez radio, jak uderza w kolejne wyspy i wpatrywaliśmy się w morze.

Godzina zero

Mijały minuty, wpatrywaliśmy się w horyzont, ale fala nie nadeszła. Radio podało, że fala tsunami przeszła przez Fidżi i kieruje się do Australii. Jednocześnie powtarzano, że każde tsunami to nie tylko jedna fala, tylko kilka następujących po sobie, a pierwsza wcale nie musi być największa. Ale nie nadeszła, ani ta ani następne.

Szczęśliwe Fidżi

Dno oceaniczne przy Fidżi jest jakoś tak ukształtowane, że nie pozwala na rozwinięcie się dużego tsunami.  Rok wcześniej, kiedy fale zabiły setki osób na Tonga, Samoa i Vanuatu, tutaj fale nie dotarły, chociaż Fidżi leży dokładnie pośrodku pomiędzy tymi wyspami. Tak było i tym razem.

Osłonięci przez dużą wyspę

Fale były ledwo zauważalne na wschodnich wyspach, a Wyspa Mana jest jeszcze dodatkowo osłonięta dużą wyspą Viti Levu – akurat od strony, skąd nadchodziła fala tsunami. Chilijskie trzęsienie ziemi spowodowało niewielkie powodzie nawet w Japonii, prawie po drugiej stronie świata. Tsunami dotknęło cały rejon Pacyfiku, alarm ogłoszono w niemal 50 krajach. Na szczęście zginęło tylko kilka osób, a straty nie były duże. Wszyscy obawiali się powtórki sytuacji z 2004r., kiedy w drugi dzień Bożego Narodzenia tsunami na Oceanie Indyjskim zabiło prawie 300tys. osób.

Udostępnij i Komentuj