Gap Year

Gap year – czy warto? Wady i zalety

Gap year – rok przerwy w pracy

Gap year to jedna z najlepszych rzeczy, jakie odkryłem w życiu. Roczna podróż dookoła świata – rok przerwy od pracy, studiów i zwykłego życia. Dlaczego warto? Jakie są wady i zalety gap year? Czy pojechałbym jeszcze raz?

W tym artykule zajmuję się nie tyle podróżowaniem, co samą koncepcją podróżniczego gap year i tym, jaki ma wpływ na życie. Jeśli chcesz poczytać więcej o tym, jak tanio podróżować po dalekich krajach, zapraszam Cię do przeczytania także poniższych artykułów:

Kiedy zrobić sobie gap year?

Gap year robi się w Polsce coraz popularniejszy – ale na Zachodzie jest już popularny od lat. Jest kilka typowych momentów życia, w których ludzie decydują się na gap year:

  • zmiana pracy – między jedną pracą a drugą,
  • po studiach – jak w moim przypadku,
  • po maturze – a przed studiami,
  • dziekanka w czasie studiów.

Gap year niekoniecznie trwa dokładnie rok – choć w moim przypadku akurat tak było. Pojechałem w podróż dookoła świata:

  • zaraz po studiach,
  • między jedną pracą a drugą (przeprowadziłem się do innego miasta w Polsce, więc musiałem zmienić pracę),
  • a jednocześnie była to długa podróż poślubna (dwanaście miesięcy miodowych :) ).

Młodość sprzyja gap year

Moim zdaniem – im jesteś młodszy, tym łatwiej zrobić sobie przerwę. Dlaczego?

  1. Nie masz kredytu, domu do utrzymania,
  2. Nie masz dzieci (podróżowanie z dziećmi jest oczywiście możliwe, ale tu mówimy o zupełnie innym typie podróży),
  3. Nie masz jeszcze stałej pracy lub własnego biznesu – więc nie masz potrzeby „śledzenia rynku”, „ciągłości kariery”, itp.
  4. Nie masz zobowiązań – np. Twoi rodzice nie potrzebują jeszcze stałej opieki, nie musisz doglądać różnych spraw biznesowych,
  5. Nie przeszkadza Ci brak komfortu – brak łazienki, długie godziny spędzone w autobusach, ciężki plecak, oszczędzanie każdego dolara. Możesz podróżować autostopem i spać w namiocie i sprawia Ci to frajdę.

Nie mam doświadczenia w długim podróżowaniu zaraz po maturze (w wieku 18-19 lat), ale spotkałem wiele osób z Anglii czy Australii, które podróżowały właśnie w tym wieku. Moim zdaniem to trochę za wcześnie, bo:

  • Jesteś zbyt młody, zbyt naiwny, za mało samodzielny, za bardzo tkwisz jeszcze w szkole, za mało wiesz o życiu, nie jesteś partnerem dla ludzi spotykanych w świecie, łatwo Cię oszukać. Oczywiście w podróży możesz się tego nauczyć, ale moim zdaniem lepszą metodą na usamodzielnienie się zaraz po maturze jest studiowanie i mieszkanie w innym mieście, z dala od rodziców. A potem, w trakcie studiów – wyjazd na Erasmusa.
  • Fajnie jest samemu zarobić na gap year (np. podczas studiów) – taka podróż zupełnie inaczej smakuje,
  • Chyba więcej jesteś w stanie wynieść z podróży będąc trochę starszym.

Ale, ale!!!

Gdy masz 22-27 lat – to teraz jest dla Ciebie idealny czas na długą, daleką podróż w formie gap year! Mówiąc szczerze – później może Ci się już nie chcieć. :) Poważnie. Priorytety zasadniczo się zmieniają w momencie, gdy powiększasz rodzinę, uczysz się, zbierasz doświadczenie i polepszasz swoją sytuację zawodową.

Z perspektywy kilku lat widzę, że im jesteś starszy, tym ważniejszy staje się komfort podróżowania – lepszy standard, hotele, wycieczki, restauracje, wypożyczenie samochodu. Gdy jesteś młody – to tego nie potrzebujesz.

Ile kosztuje gap year?

To zależy.

Moja roczna podróż dookoła świata kosztowała  22 tys. zł za osobę (a podróżowaliśmy we dwójkę).

Uważam, że to ekstremalnie tanio (choć rekordziści wydają jeszcze mniej). Jedliśmy tanio i mało (schudłem 15 kg) :), podróżowaliśmy najtańszymi autobusami, autostopem, spaliśmy na CouchSurfing, w namiocie, a jeśli już nie było innej opcji – w najtańszych hostelach. Wydanie dodatkowych 2 zł zawsze było ważną, strategiczną decyzją. Dzisiaj już bym tak nie potrafił, ale wtedy to była dla nas jedyna możliwość – tyle mogłem wydać. :)

Kilka dużych wydatków (w 2009/2010 r):

  • bilety lotnicze dookoła świata (RTW) – ok 8,5 tys zł.
  • dodatkowe bilety lotnicze (do/z Londynu i 3 odcinki w Azji) – ok 1,5 tys. zł.
  • wizy – ok 1 tys. zł.
  • ośmiodniowa wycieczka po Tybecie (jedyny luksus, na jaki mogliśmy sobie pozwolić) – 2 tys zł.

Odejmując powyższe wydatki – przeżyliśmy rok w podróży za 9 tys zł. Budżet dzienny na osobę wynosił… 25 zł i musiał pokryć:

  • spanie,
  • jedzenie,
  • transport naziemny,
  • atrakcje i bilety wstępu.

Było super. :)
Oczywiście bywało też bardzo trudno – więcej o tym przeczytasz tutaj: Tanie podróżowanie jest trudne

Dodatkowe uwagi:

  • Tuż przed skończeniem studiów warto wyrobić sobie karty studenckie ISIC / Euro26 – w niektórych krajach (głównie tych rozwiniętych) daje to zniżki studenckie.
  • Pozwolenia na pracę typu Working Holiday Scheme czy Working Holiday dotyczą najczęściej ludzi do 26 lat (czasami 30).

Zarabianie w podróży

Podczas naszej rocznej podróży dookoła świata spędziliśmy 3 miesiące na Nowej Zelandii, a przez 6 tygodni pracowaliśmy tam zbierając czereśnie. Zarobiliśmy po 7 tys. zł – więc z tych wydanych 22 tys zł na osobę zrobiło się 15 tys zł – i to jest ostateczny koszt naszego gap year. Policzcie sobie, ile kosztuje życie w Polsce – nie wydaliśmy wcale więcej.

Więcej o pracy w podróży: Praca w Nowej Zelandii

Podróż życia?

Wyjeżdżając na gap year zaraz po studiach myślałem, że jadę w jednorazową podróż życia. Nie wiem dlaczego, ale założyłem, że gap year można sobie zrobić tylko raz.

Teraz widzę, że to oczywiście bzdura. Gap year można sobie zrobić 2, 3, 10 razy w ciągu życia – każdorazowo na innym jego etapie. Co więcej – można je zorganizować w zupełnie odmienny sposób.

Kilka pomysłów:

  • podróż dookoła świata,
  • dokładne poznanie 1 kraju,
  • życie i praca za granicą,
  • życie i praca w innym mieście,
  • praca w innym zawodzie,
  • wolontariat,
  • rok przeznaczony na własną twórczość, eksperymentowanie, pisanie książki,
  • rok na uczenie się nowych rzeczy i poznawanie nowych ludzi,
  • gap year w Polsce.

Pomysłów jest mnóstwo, trzeba po prostu zadbać o odpowiednie warunki:

  • elastyczne myślenie – czasami ciężko wpaść na to, że nie musisz robić wyłącznie tego, co robiłeś dotąd,
  • poduszka finansowa – taka ilość zaoszczędzonych pieniędzy,  która pozwoli Ci spokojnie nie zarabiać przez jakiś czas,
  • termin – dla wielu osób ustalenie, że eksperyment „gap year” będzie trwał określoną ilość czasu (np. pół roku, rok) jest uwalniające – nie muszą dokonywać radykalnej zmiany w życiu i od razu rzucać się na głęboką wodę.

Obserwując innych – gap year to całkiem niezły sposób na:

  • kryzys wieku średniego,
  • wypalenie zawodowe.

Można odpocząć, nabrać dystansu, delektować się życiem – a potem wrócić do pracy (starej lub nowej) z nowymi siłami albo nowym pomysłem na życie – i dalej się delektować.

Zalety gap year

  • Odmiana, odświeżenie, zerwanie z rutyną – zazwyczaj  świetnie wpływa na samopoczucie,
  • Szkoła życia i samodzielności,
  • Po powrocie ma się zupełnie inny obraz świata,
  • Nabywa się przekonania, że (prawie) wszystko jest możliwe,
  • Nauka oszczędnego trybu życia,
  • Przewartościowanie – aktualizacja wartości, które są dla Ciebie ważne w życiu,
  • Nowe doświadczenia – np. życie w innym kraju,
  • To może być tylko test – po prostu przerwa, a nie radykalna zmiana . Nie musisz palić za sobą mostów, chociaż możesz,
  • Można zorganizować gap year naprawdę tanio.

Wady gap year

  • Niektórzy mają problem z adaptacją w Polsce po powrocie.
  • Na niektórych stanowiskach wymagana jest ciągłość pracy. Tak samo prowadzenie własnego biznesu może utrudniać spokojne gap year.
  • Gap year nie jest lekarstwem na wszystkie problemy (choć może być ucieczką).
  • Długie podróżowanie też potrafi się znudzić – dzisiaj pojechałbym na krócej niż rok.

Gap year – czy warto?

To bardzo subiektywne pytanie i ciężko dać jednoznaczną odpowiedź. Wszystko zależy od Twojej osobowości, sposobu myślenia, wartości, marzeń. Znam mnóstwo ludzi, dla których to strata czasu.

Dla mnie była to fantastyczna lekcja życia, coś co bardzo wpłynęło na wszystkie moje późniejsze decyzje. Punkt odniesienia. Motywacja, by robić rzeczy z pasją.

Gap year nie jest dla każdego, nie jest możliwy w każdych warunkach – ale jeśli teraz to czytasz, to pewnie chciałbyś spróbować. Moim zdaniem warto.

A jako bonus – mały poradnik. Jeśli już podróżować – to samemu czy w grupie?

W ile osób podróżować? Samemu czy w grupie?

„Jadę do Azji. Zbieram ekipę.” – Jeśli zajrzałeś kiedyś na forum podróżnicze, to na pewno widziałeś takie ogłoszenia. Kiedyś wydawało mi się oczywiste, że jadąc gdzieś daleko potrzebujemy wsparcia – musimy podróżować w grupie. Grupa zawsze coś wymyśli, jakoś sobie poradzi, ktoś będzie znał język, no i nie będzie nudno.

Podróżowałem w wielu konfiguracjach – w piątkę, w trójkę, dużą grupą, czasami samotnie, najczęściej we dwójkę. Teraz wiem, że podróżuje mi się najlepiej samemu lub z jedną, bardzo bliską osobą.

Opowiem Wam dlaczego:

Podróżowanie w grupie

  • Wyjazd grupy musi być ściśle zaplanowany od początku do końca. Nie ma miejsca na improwizacje, a założonego planu często i tak nie udaje się zrealizować.
  • Ciągle się na kogoś czeka. Trzeba się umawiać, robić zbiórki, a zawsze ktoś i tak się spóźni. Czekanie może zajmować nawet 2 godziny dziennie.
  • Wycieczka z grupą jest droga – nie ma jak wypośrodkować oczekiwań, co do wydatków.
  • Każdy ma inne oczekiwania wobec standardu noclegu, jedzenia, transportu – i zawsze część grupy jest niezadowolona.
  • Nie można jechać na długo – dwa tygodnie to już dużo.
  • Zawsze znajdą się 2 osoby, które nas irytują oraz ktoś, kto mógłby się już nie odzywać.
  • Grupa turystyczna jest hermetyczna – rozmawia się we własnym gronie, a kontakt z tubylcami ogranicza się do handlu.
  • Nad ambicjami podróżniczymi i ciekawością świata zwycięża w końcu impreza. Tylko po co jechać na inny kontynent, żeby pójść na piwo i posłuchać europejskiej muzyki?

5 osób = wyrzeczenia

  • To też grupa i dotyczą jej prawie wszystkie powyższe punkty.
  • Mimo to można już od biedy zaakceptować taką ilość osób w dalekich podróżach (ale lepiej tego nie robić).
  • Siłą takiej mini-grupy jest możliwość dzielenia kosztów, np. przy wynajmie jeepa, przewodnika czy organizacji wycieczki.
  • 5 osób to nadal za dużo, by wynająć taksówkę, albo skorzystać z podwiezienia zwykłym samochodem.
  • Wycieczka z grupą 5-osobową jest bardzo mało elastyczna – nadal trzeba planować wszystko z dużym wyprzedzeniem.
  • Główny organizator musi stale zastanawiać się: „Czy na pewno wszystkim się podoba?” Codziennie ktoś z grupy ma gorszy dzień i codziennie trzeba pracować nad atmosferą w grupie.
  • Podróż to stałe wypracowywanie kompromisu oraz wyrzeczenia. Ktoś zawsze jest niezadowolony.
  • Po kilku tygodniach członkowie grupy zaczynają działać sobie na nerwy.
  • Bardzo ciężko jest znaleźć nocleg na CouchSurfing. Kiedyś udało mi się zapewnić noclegi dla 5 osób w 2-miesięcznej podróży, ale wymagało to mnóstwa wysiłu i planowania na wiele miesięcy przed podróżą.

4 osoby = 2 pary

  • Taka grupa ma skłonność do dzielenia się na 2 pary. To niekoniecznie musi być złe, ale pary muszą się naprawdę lubić, żeby uniknąć sytuacji patowych.
  • Łatwo wynająć samochód – 4 osoby mieszczą się z bagażami, a jednocześnie jest najtaniej.
  • Śpi się wygodnie w 2 namiotach.

3 osoby – o 1 za dużo

  • Podział grupy jest gorszy niż w przypadku dwóch par, bo ktoś zawsze zostaje sam – a bez szans na sojusznika każdy konflikt ciężej znieść.
  • Taka konfiguracja jest dobra jako czasowa odmiana dla pary, która podróżuje już od jakiegoś czasu. Pojawiają się nowe tematy rozmów, świeże spojrzenie.
  • Problemem jest spanie w namiocie – dwa są niby niepotrzebne, ale w jedym ciężko się zmieścić z plecakami.
  • Jest bezpieczniej niż w dwójkę – maleje szansa uprowadzenia czy napadu.

2 osoby – idealnie

  • To najlepsza konfiguracja.
  • Jest jeden warunek – trzeba się bardzo dobrze znać, bardzo lubić, mieć wspólne cele i móc na sobie polegać. Zdarzało mi się spotkać podróżujących dwójkami, którzy po jakimś czasie patrzeć już na siebie nie mogli i tylko wyczekiwali końca podróży.
  • Jest tanio – wiele wydatków można podzielić na 2 (noclegi, transport lokalny, przekąski, przewodnik). Gdyby podróżowało się samemu, płaciłoby się prawie tyle, co 2 osoby razem. Zresztą turystyka indywidualna z reguły jest tańsza niż turystyka zorganizowana.
  • Pokoje w hostelach są zazwyczaj dwuosobowe, podobnie jak riksze.
  • Jest się mobilnym – wystarczy zgoda 1 osoby i już można zmienić plany.
  • Jedna osoba może pilnować bagażu, a druga w tym czasie coś załatwiać, np szukać noclegu.
  • W konfiguracji „dziewczyna – chłopak” można łatwo i bezpiecznie poruszać się autostopem.
  • Możliwe jest wygodne spanie w samochodzie osobowym.
  • Łatwo jest znaleźć nocleg na CouchSurfing.
  • Można mieć ze sobą tylko 1 namiot i dzielić się ciężarem sprzętu – kuchenki, filtrów do wody, apteczki, itp.
  • Mimo wszystko taka wyprawa jest bezpieczniejsza niż samotna podróż.

Samotne podróżowanie

  • Samotna podróż to świetna sprawa, choć nie dla każdego. Trzeba mieć trochę sprytu, zaradności i być naprawdę ciekawym świata. Za to można wszystko przeżywać najpełniej.
  • Ma się świetny kontakt z tubylcami – nie jest się już turystą, któremu należy coś sprzedać, ale gościem, którym trzeba się zaopiekować. Można poznać ich życie codzienne i zobaczyć znacznie więcej, niż z grupą.
  • Nikt nie narzeka.
  • Można robić naprawdę dokładnie to, co się chce!
  • Ma się mnóstwo czasu dla siebie.
  • Nie rzuca się w oczy.
  • Jest się zmotywowanym do szybkiej nauki języków.
  • Podróżuje się znacznie szybciej.
  • Turystyka indywidualna to możliwość korzystania z różnych nadarzających się okazji – dla samotnego podróżnika zawsze znajdzie się dodatkowe miejsce na pace czy w samochodzie, albo kanapa na hotelowym zapleczu.
  • Jeśli ma się dużo czasu i jest się elastycznym, to można podróżować naprawdę tanio.
  • Pojedynczego człowieka mogą zawsze przepuścić poza kolejką, dopisać do listy, albo przymknąć na coś oko.
  • Czasowa samotność dobrze robi – można zatęsknić za innymi.Z drugiej strony nie ma sie z kim podzielić swoimi obserwacjami, radościami i problemami.
  • Podróż może przerodzić się w życie. Łatwo podjąć decyzję, że chce się gdzieś zostać na dłużej, a nawet na stałe. Łatwiej znaleźć pracę i nowy pomysł na życie.

 

Zapraszam do dyskusji o podróżowaniu i gap year w komentarzach:

Udostępnij i Komentuj
  • saper

    Jak najbardziej jestem za Gap Year, ale wg mnie lepiej to zrobic przed studiami.
    Po pierwsze studia to nie wyscig, jak skonczysz 1 rok po swoich znajomych, nic sie nie stanie. A ilosc osob, ktore poszly na studia od razu po maturze „bo trzeba isc na studia” i po 5 latach studiowania orientuja sie, ze w ogole nie chcieli tego studiowac jest akurat w Polsce duza.
    Tak samo jak ilosc osob, ktore rzuca studia po 1 roku i idzie na inne.
    Taka podroz da Ci odwage w podjeciu decyzji w jakim kierunku sie ksztalcic, jesli faktycznie chcesz studiowac. A nie na zasadzie „bo wszyscy poszli na marketing i zarzadzanie to ja tez”.

  • http://www.za-oceanem.blogspot.com/ Paulina K

    Bardzo inspirujący post! Uwielbiam podróżować i od dawna po glowie chodzi mi nawet nie tyle gap year, co podroz dookola świata, ale to jest caly czas tak, ze i bym chciala, i sie boje. Ale to chcienie rosnie i rosnie, wiec zobaczymy ;)

    • Wojciech Piestrak

      Dzięki Paulino!
      A czego się boisz?

  • Tomasz Raganowicz

    Świetny tekst, daje nowe spojrzenie, cel… czekam na więcej :)

  • http://lovelajf.pl/ LOVELAJF_by_MARTINA

    Bardzo przydatny wpis! Ja swój gap year zaczynam za dwa tygodnie więc to co piszesz jest bardzo pomocne, Dziękuję! Swoją podróż zaczynam od Filipin i tutaj będę opisywała swoje przygody:http://lovelajf.pl/ Zapraszam :)

  • Marta Kopińska

    Bardzo fajny i rzeczowy artykuł :) fajnie wyczerpany temat
    Idealnie dla mnie – wlasnie jestem w trakcie swojego pierwszego zyciowego „gap yeara” :D
    Ja robie go po zakonczeniu dotychczasowej pracy. Moje dotychczasowe refleksje sa takie, ze wcale nie tak latwo wyrwac sie z dotychczasowej rzeczywistosci – zakonczenie wszystkich dotychczasowych spraw i przygotowania do podrozy pochlaniaja ogrom czasu i energii.
    No i czasami ciezko w skrocie odpowiedziec na pytanie „czym sie zajmujesz?”, szczegolnie jesli rozmowca dotychczas nie slyszal o idei gap yeara ;)
    W kazdym razie tez uwazam ze warto :)

  • Kasia

    Witam. Też mam 30 lat i z mojej perspektywy, gdy spojrzę w tył, np taki tok przerwy nic takiego by nie zmienił, nic wcale by nie zaprzepaścił. Myślę tu o aspekcie pracy. Kiedyś bardzo się tego bałam, teraz wiem że to tylko złudzenie. To tylko rok.