Tybet - Chiny - kolej tybetanska - pociag do Lhasy - dworzec

Kolej tybetańska – wycieczka do Tybetu najwyżej położoną koleją świata

 Kolej tybetańska

Kolej tybetańska została otwarta w 2006r. Kolej do Tybetu to arcydzieło sztuki inżynierskiej, duma komunistycznych Chin i najwyżej położona kolej na świecie.

Ogromnym wyzwaniem była budowa 1142 km odcinka Golmud – Lhasa. Tory biegną tam przez górskie przełęcze, a 70% trasy położone jest powyżej 4500m n.p.m. W najwyższym punkcie (5072m n.p.m.) trasa przebiega przez przełęcz Tanggula. To tam bierze swój początek Jangcy – trzecia rzeka świata.

Warto wspomnieć, że wcześniej najwyżej położoną była andyjska kolej w Peru, zaprojektowana przez Polaka – Ernesta Malinowskiego.

Kolej do Tybetu – budowa

W latach 50. na rozkaz przewodniczącego Mao Zedonga zbudowano pierwszą utwardzaną drogę z centralnych Chin do Tybetu. Pochłonęła wtedy tysiące ofiar.

Kolej tybetańską budowało ok. 200 tysięcy robotników. Nękał ich brak tlenu, ostre mrozy, burze i tornada. Osuwała się ziemia, a na obozowiska spadały kamienne lawiny. Władze chińskie podają, że nikt nie zginął – nieoficjalnie mówi się o co najmniej 100 zabitych.

Budowa trwała 5 lat i została ukończona rok przed czasem. Kosztowała prawie 5 miliardów dolarów – ale teraz wycieczka do Tybetu jest tańsza niż kiedykolwiek.

Kolej tybetańska – wieczna zmarzlina

Większa część trasy biegnie na wysokości powyżej 4000m n.p.m., a ponad 550km – po wiecznej zmarzlinie. Tu pojawia się problem – bo tarcie kół pociągu o szyny powoduje ogrzewanie się podłoża i topnienie zmarzliny. Wtedy grunt osiada, a razem z nim cała konstrukcją, nawet potężne fundamenty.

Dlatego niezbędny jest zaawansowany system ochładzający glebę. W wielu miejscach zastosowano specjalne rury z płynnym azotem lub amoniakiem, które wysysają ciepło z gruntu i oddają je w powietrze.

Kolej tybetańska – wiadukty i tunele

Na bardzo długich odcinkach tory poprowadzone są na wysokich wiaduktach lub zbudowanych z kamieni nasypach. U podstawy nasypu znajdują się puste rury – tak jak w wielu tradycyjnych budowlach tybetańskich. Dzięki temu tory oddzielone są od powierzchni, a znajdujące się między nimi powietrze pełni rolę izolatora. Podpory wiaduktów są wkopane w ziemię na głębokość 20 metrów.

Jeszcze większym wyzwaniem było drążenie tuneli w wiecznej zmarzlinie. Żeby zapewnić stabilność konstrukcji, temperatura wewnątrz musiała być zawsze ujemna – mimo wielkiej energii wydzielanej przez maszyny drążące. Stosowano wielkie wentylatory, które nawiewały mroźne powietrze z zewnątrz i odprowadzały ciepło. Z kolei wiązanie betonu wymagało temperatury dodatniej – i dlatego był on sztucznie podgrzewany.

Kolej tybetańska została też przygotowana na trzęsienia ziemi – w końcu Tybet to obszar bardzo aktywny sejsmicznie.

Choroba wysokościowa

Droższe i szybsze pociągi składają się ze specjalnie skonstruowanych wagonów, które pomagają pasażerom przetrwać na tak dużych wysokościach.

Do przedziałów wpuszczana jest specjalna mieszanka tlenu, która upodabnia powietrze pod względem składu i ciśnienia do tego z nizin. Do dyspozycji są indywidualne maski tlenowe, a w każdym wagonie jedzie lekarz i pielęgniarka.

Okna pociągu nie otwierają się, żeby nie wpuszczać rozrzedzonego górskiego powietrza z zewnątrz. Mają podwójne szyby, które chronią przed promieniowaniem ultrafioletowym – znacznie wyższym niż na nizinach.

Tańsze pociągi nie mają już takich luksusów – każdy musi radzić sobie sam i tak naprawdę wycieczka do Tybetu może okazać się straszną męczarnią.

Kolej tybetańska – trasa

Kolej transtybetańska wygina się w łuk długi na kilka tysięcy kilometrów – najpierw biegnie na północ, w kierunku Mongolii, potem zakręca na wschód, by w końcu mknąc prosto na południe dotrzeć do Lhasy. Co kilka godzin pociąg zatrzymuje się na 5 minut na jakiejś stacji, ale ogólnie przystanków jest mało.

Trasa z Pekinu do stolicy Tybetu ma 4065 km długości. Pociągi pokonują ponad 600 mostów i wiele tuneli – m.in. najwyżej położony tunel kolejowy świata (na wysokości 4905 m n.p.m. – ma 1338m długości). Osiągają tu prędkość 100-120 km/h, a wycieczka do Tybetu najszybszym pociągiem trwa 47 godzin i 28 minut. Bilety kosztują w przeliczeniu od 200 do 1000 zł.

Kolej transtybetańska

Chińczycy planują przedłużenie linii kolejowej do granicy. Za kilka lat kolej tybetańska przetnie Himalaje i połączy chińską sieć kolejową z indyjską.

 

Kolej na Dach świata

Tybet był zawsze dziką, tajemniczą krainą, ukrytą pośród gór. Podróż tam oznaczała mnóstwo niebezpieczeństw i wiele tygodni jazdy. Trzeba było pokonać niegościnne pustkowia i wytrzymać wysokość, do której nikt z nizin nie był przyzwyczajony.

W 1950 r. do Lhasy wtargnęły chińskie wojska. W 1959 r. krwawo zmasakrowano tybetańskie powstanie i od tej pory już nikt nie wątpił, że Chiny opanowały Tybet. Mnisi zostali zepchnięci do swoich klasztorów, Dalajlama został wygnany, pojawiły się chińskie władze. Ale gór i przestrzeni nie dawało się oszukać – kraj był nadal w pewnym stopniu izolowany.

W 2006 r. wszystko się zmieniło – ukończono jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie konstrukcji inżynierskich świata – powstała kolej tybetańska. Od tej pory pociągi przewiozły do Lhasy już kilkanaście milionów Chińczyków.

Najazd na Tybet

Największym problemem jest masowy napływ ludności Han na tereny tradycyjnie tybetańskie. Z jednej strony są to setki tysięcy turystów – bo na wycieczkę do Lhasy może sobie teraz pozwolić wielu Chińczyków. Z drugiej strony to zaplanowana, systematyczna imigracja.

Dla przeciętnego Chińczyka przeprowadzka na Dach Świata po prostu się opłaca. Chiński rząd gwarantuje wszystkim 2 / 3-krotnie wyższe pensje, różne dodatki i przywileje. Poza tym nie trzeba wyjeżdżać na stałe – czasami działa to na zasadzie kilkuletniego kontraktu, po którym można wrócić na niziny i nadal korzystać z gratyfikacji.

Napływ chińskich osadników oznacza dla Tybetańczyków koniec ich własnej kultury i rozmycie tożsamości narodowej.

To już nie Wasz Tybet, mnisi

Plan rządu wydaje się być prosty – zmarginalizować rdzennych mieszkańców Tybetu, przytłoczyć ich ekonomicznie i liczebnie. Już teraz Chińczyków jest tam więcej niż Tybetańczyków – Lhasa pęka w szwach i ciągle budowane są nowe dzielnice – oczywiście chińskie.

Osadnicy Han są właścicielami większości biznesów – sklepów, firm, restauracji – i to oni czerpią zyski ze zwiększonego ruchu. Te sklepy i restauracje są tylko dla Chińczyków – niby nieoficjalnie, ale w praktyce Tybetańczycy są niemile widziani. Dach Świata staje się chiński.

Etaty także są głównie dla swoich – rdzenni mieszkańcy są powoli wypychani z rynku pracy. Ceny idą w górę. Tymczasem średni dochód w tybetańskich wioskach nie przekracza 30 dolarów miesięcznie.

Chińska propaganda

Oczywiście chińskie władze podkreślają coś zupełnie innego. Wg nich kolej przyczyni się do gospodarczego rozwoju zacofanego Tybetu. Podają, że dzięki chińskiej technologii już teraz Tybet jest najszybciej rozwijającą się prowincją w państwie (13% rocznie). Nie mówią za to, że zyskują głównie chińscy imigranci.

Media chińskie twierdzą nawet, że kolej tybetańska pozwoli w końcu na ochronę etnicznego dziedzictwa kulturowego Tybetu (twierdzą też, że Dalajlama to diabeł).

Bezpieczeństwo narodowe Chin

Władze cieszą się nie tylko z kilkukrotnego wzrostu ruchu turystycznego, ale przede wszystkim z obniżenia kosztów transportu o 75%. Dzięki temu stoi przed nimi otworem możliwość eksploatacji złóż naturalnych – żelaza, miedzi i ołowiu.

Szybki i tani transport to także możliwość sprawnego przerzutu wojska. Pociągi mogą przewozić nie tylko turystów i osadników, ale też czołgi i transportery opancerzone. Tak stało się już w 2008 r., kiedy w marcu wybuchło powstanie w buddyjskich klasztorach. Chińscy żołnierze szybko opanowali cały Tybet – mnisi zostali spacyfikowani dzięki szybkiemu transportowi.

Rząd od początku deklarował zresztą, że bezpieczeństwo narodowe to główny powód budowy trasy kolejowej – na równi z rozwojem ekonomicznym.

Powtórka z historii

Warto przypomnieć Chińczykom ich własną historię.

W XIX wieku obce mocarstwa zaczęły budować w Chinach linie kolejowe – Brytyjczycy, Rosjanie, Niemcy, Francuzi, Amerykanie i Belgowie. Kolej wgryzała się w głąb kraju, a wraz z nią rozszerzały się obce strefy wpływów. Słabe państwo chińskie nie miało siły protestować. Kolej umożliwiała Europejczykom eksploatację kraju i ułatwiała najazdy obcych wojsk – marginalizując naturalne bariery obronne – łańcuchy górskie, rzeki i pustynie.

Rosyjska kolej transsyberyjska przecięła terytorium Chin, skracając drogę z Moskwy do Władywostoku o 340 mil. Wydawało się, że przebiega gdzieś przez nieistotne rubieże kraju, ale szybko nabrała ogromnego znaczenia strategicznego. Koleją natychmiast przyjechały rosyjskie wojska – oficjalnie nazywane „strażą kolejową”. Ustanowiły własne prawo i władzę sądowniczą – i szybko przejęły kontrolę nad częścią terytorium Chin.

We wszystkich strefach wpływów kolej umożliwiła import tanich towarów, co doprowadziło do ruiny tradycyjne rzemiosło i przemysł rodzinny. Chłopi tracili ziemię, a konfucjańscy przywódcy skarżyli się na upadek tradycyjnej kultury.

W końcu niezadowolenie społeczne przybrało taki rozmiar, że doprowadziło w 1911 r. do obalenia dynastii Qing i upadku chińskiego cesarstwa.

Kolej tybetańska

Tymczasem rozpoczęto już prace nad przedłużeniem kolei z Lhasy do Shigatse (Xigaze), drugiego największego miasta Tybetu. Ponad połowa trasy przez Dach Świata będzie prowadzona w tunelach i na specjalnych wiaduktach. Zaplanowana jest już boczna linia do miasta Nyingchi. Potem kolej tybetańska ma przeciąć Himalaje i przez Nepal dotrzeć do Indii, co ma doprowadzić do wzrostu wymiany handlowej z krajami południowej Azji.

Wyżyna Tybetańska – niedostępna kraina

Tybet był zamknięty dla ludzi Zachodu aż do lat 80-tych. W wyobraźni Europejczyków ożył obraz tajemniczej krainy, która gubi się gdzieś w mgle przeszłości – najbardziej magicznego miejsca na ziemi. Wyżyna Tybetańska rozbudza pragnienie przestrzeni i pierwotnego piękna.

W 2006 r. otwarta została kolej tybetańska – skracając drogę na dach świata i ułatwiając chińską kolonizację Tybetu. Wyobrażenia magicznej krainy jednak pozostały – w 2010 r. wyruszyliśmy pociągiem do Lhasy.

Kolej tybetańska: Chengdu – Lhasa

Na stacji w Chengdu służba porządkowa przepuściła nas poza kolejnością. Oprócz biletów sprawdzano nam także permity na wjazd do Tybetu. Tak samo było później w stolicy Tybetu, Lhasie – mundurowi wyłowili nas od razu na stacji i dokładnie skontrolowali wszystkie paszporty i pozwolenia.

Poczekalnia szybko się zapełniła, a potem był szaleńczy bieg tysięcy toreb, pakunków i paczek do pociągu. W naszym wagonie było już pełno ludzi i bagażu. Wepchnęliśmy plecaki pod siedzenia i skurczyliśmy się na małych chińskich siedzeniach.

Kolej tybetańska

Hard-seat – 2 noce na siedząco

Przez 48 godzin podróżowaliśmy do Lhasy najtańszą klasą: hard-seat. To coś w rodzaju polskich wagonów osobowych – po prostu wagon bez przedziałów i po 6 siedzeń w boksie. Za oknem niesamowita Wyżyna Tybetańska, w oddali góry – piękny, surowy krajobraz.

Czwórka naszych sąsiadów wyglądała sympatycznie – byli prostymi robotnikami pracującymi w Lhasie. Przymykaliśmy oko na wciskanie nóg koło naszych głów i strącanie resztek obiadu na nasze plecaki. Poziom naszej sympatii do nich obniżył się dopiero wówczas, kiedy pan, którego lubiliśmy najbardziej, zaczął sobie dłubać w zębach pociągową zasłonką.

Życie w pociągu do Tybetu

Przez całą drogę jedliśmy zupki chińskie (w wagonie jest samowar), a czasem ryż z warzywami kupiony od pani bufetowej, przejeżdżającej przez wagon z wózkiem. Gdy szła w jedną stronę, obiad kosztował 20 yuanów, a gdy wracała – 10 yuanów. Nasi sąsiedzi jedli wędzone, niezbyt przyjemnie pachnące mięso.

Ciekawie było w nocy, kiedy wszyscy pasażerowie próbowali ułożyć się do snu. Zaśmiecona podłoga – pełna lepiącego brudu i niedojedzonego makaronu – zyskiwała wtedy dodatkową jednolitą warstwę – ludzkich ciał. Pozostali wiercili się na siedzeniach i usiłowali spać, ciągle zmieniając pozycje. Na chwilę udało nam się nawet rozłożyć na ziemi 2 plecaki, na których można było leżeć – ale szybko zaczęło przez nie brakować miejsca innym.

Choroba wysokościowa

Kolej tybetańska kojarzyła nam się zawsze z dozownikami tlenu. Niektóre pociągi są faktycznie wyposażone w specjalne dozowniki i całkowicie szczelne okna – co zapobiega wdychaniu rozrzedzonego, górskiego powietrza. Nasz pociąg na pewno do nich nie należał. Okna otwierały się bez problemu i nie było żadnych dozowników. Pod siedzeniami znajdowały się wprawdzie jakieś rury, ale na pewno nic się z nich nie wydobywało.

Głównym zabezpieczeniem przed komplikacjami zdrowotnymi było oświadczenie, które musiał złożyć każdy pasażer – że jest zdrowy i może przebywać na dużych wysokościach – Wyżyna Tybetańska położona jest na wysokości ponad 4000 m. n.p.m.

Kolej tybetańska – Męki na przełęczy Tanggula

Cały czas nabieraliśmy wysokości. Serce zaczynało bić szybciej i powoli brakowało oddechu. Czuć było niedostatek tlenu, a niektórym pasażerom zaczęła dawać się we znaki choroba wysokościowa.

W nocy wjechaliśmy już bardzo wysoko – kiedy się obudziliśmy, było już bardzo źle. Nie dało się nawet przejść o własnych siłach 4 metrów do ubikacji. To przełęcz Tanggula – 5072m n.p.m.

Po jakimś czasie pomogły nam tabletki z różeńca górskiego.

Tybet, Wyżyna Tybetańska

Wyżyna Tybetańska – krajobraz

Krajobraz za oknem zmieniał się stopniowo. Najpierw były skaliste góry i kaniony, a potem ogromny, rozległy płaskowyż. Krajobraz surowy, bardzo mało roślinności. Tybet przypominał nam do złudzenia Mongolię, którą odwiedziliśmy 2 lata wcześniej. Były kamieniste pustynie i namiastki stepów.

Od czasu do czasu z oddali wyłaniały się ośnieżone szczyty. Dotarliśmy nad święte buddyjskie jezioro i długo podążaliśmy nad jego brzegiem. Woda miała mnóstwo przedziwnych kolorów, na wietrze powiewały wstęgi modlitewne. Widzieliśmy tam starego pielgrzyma, który pokonywał swoją duchową drogę padając na twarz, wstając, robiąc krok naprzód i znowu padając.

Tybet –  jaki i antylopy tybetańskie

Wszędzie pasły się kozice, owce, dzikie antylopy i mnóstwo jaków. Widzieliśmy też dużo ptaków, choć w przewodnikach zapewniali, że na Wyżyna Tybetańska jest ich niemal pozbawiona.

Im bliżej Lhasy, tym więcej pól uprawnych, od czasu do czasu nawet drzewa przy rzece (wierzby i topole). Kolej tybetańska mija niewielkie wioski, krajobraz stawał się już mniej pierwotny.

W końcu pociąg zatrzymuje się niespodziewanie – wydaje się, że niemal w szczerym polu. To stolica Tybetu, Lhasa – jeszcze niedawno najbardziej niedostępna stolica świata.

 

Udostępnij i Komentuj
  • inż.

    Świetne te migawki z podróży dookoła świata.

    Nigdy nie pomyślałem, iż Tybetańczycy będą dyskriminowani przez napływowych Chińczyków. To straszne i jakoś odjęło mi chęć wyprawy tą koleją :-/

    Dzięki za świetną stronę, niech rośnie!

    Pozdrawiam