Mount Everest - widok od strony Tybetu

Najwyższy szczyt świata – Mount Everest czy Chimborazo w Ekwadorze?

Najwyższy szczyt świata

Mount Everest to symbol. Każdy ma inny powód, żeby do niego dotrzeć. Jest w tym coś magicznego – pojechać, stanąć u jego stóp. Kiedy na niego patrzysz, myślisz: to tu? I choć najwyższy szczyt świata czuje na plecach oddech wulkanu Chimborazo w Ekwadorze (który jako położony prawie na równiku znajduje się dalej od środka ziemi niż Mount Everest) – to jednak nikt nie odbierze mu jego legendy

Zorganizowana wycieczka do Tybetu

Jeszcze niedawno wyprawa do Tybetu była relatywnie prosta do zorganizowania. Były pewne ograniczenia, ale można było tam wjechać indywidualnie i poruszać się nawet autostopem. Jednak po powstaniu mnichów w marcu 2008r., brutalnie stłumionym przez Chińczyków, wszystko się zmieniło. Początkowo cały region (łącznie z Mount Everest) był zamknięty dla obcokrajowców. Teraz turyści mogą tam wjechać, ale warunkiem tego jest udział w wycieczce zorganizowanej przez autoryzowaną chińską agencję. Za jej pośrednictwem organizuje się zezwolenia na wjazd (permity), wykupuje noclegi, wynajmuje obowiązkowego przewodnika i samochód z kierowcą oraz ustala trasę, która musi być przestrzegana. Wycieczkę można zorganizować np. w Chengdu.

Mount Everest od strony Tybetu

Żeby dostać się z Lhasy pod Mount Everest, trzeba wyruszyć Friendship Highway w kierunku granicy z Nepalem. Kursuje tamtędy autobus do Kathmandu, ale obcokrajowcom nie wolno z niego korzystać. Kiedyś była to jedna z najniebezpieczniejszych dróg świata, pełna przepaści i osuwających się kamieni. Podobno każdy kierowca woził w bagażniku deski, które rozkładało się nad przepaściami i przejeżdżało po nich na drugą stronę szczeliny. Dzisiaj jest to świetna, asfaltowa droga, która przyspiesza nie tylko transport, ale i chińską kolonizację Tybetu.

Po kilku dniach jazdy dociera się do New Tinggri. Tam trzeba skręcić w kamienistą drogę biegnącą na południe. Wkrótce wjeżdża się na przełęcze, z których rozpościera się oszałamiająca panorama Himalajów – widać jednocześnie kilka ośnieżonych ośmiotysięczników. W ten sposób dociera się prawie do samej bazy.

Droga powrotna w kierunku Nepalu jest już znacznie bardziej dzika – jedzie się po wertepach i pustyni (kto by pomyślał, że tak blisko Mount Everest jest kamienisto – pylista pustynia).

Mount Everest – Baza namiotowa

Kresem wyprawy są okolice klasztoru Rongbuk, najwyżej położonego klasztoru świata (ok 5000m n.p.m.). Kawałek dalej jest baza namiotowa dla turystów – oddalona o 3 km od właściwej bazy EBC (Mount Everest Base Camp) dla himalaistów. Namiotów jest tu kilkadziesiąt, wszystkie okryte kilkoma warstwami ciepłych skór, płacht i futer. W każdym jest miejsce dla sześciu osób, a pośrodku znajduje się piecyk rozprowadzający ciepło systemem rurek stanowiących jednocześnie stelaż namiotu. Śpi się na ławach pod ścianami w specjalnych „kokonach” z kołder, koców i futer, które przygotowuje tybetańska gospodyni. Mimo ciężkiego mrozu na zewnątrz, dzięki takiemu przygotowaniu śpi się w cieple. Można dostać tradycyjnej słodkiej tybetańskiej herbaty i kupić coś do jedzenia. Nocuje się na wysokości przekraczającej pięć tysięcy metrów, co dla wielu przybyszy oznacza ogromne problemy z chorobą wysokościową.

Everest Base Camp (EBC)

Od strony tybetańskiej na zboczach Mount Everest istnieją trzy główne bazy aklimatyzacyjne, każda na innej wysokości. Właśnie do pierwszej z nich (5180m n.p.m.) można dotrzeć opisywanym tutaj sposobem. Pokonanie trzykilometrowego odcinka z bazy dla turystów do EBC zajmuje półtorej godziny. Idzie się w miarę prosto, jest lekko pod górkę i jedyny problem stanowi ogólne wyczerpanie spowodowane wysokością. Ci których zmogła choroba wysokościowa, mogą od niedawna pokonać tą trasę… autobusem. Polecam jednak pieszą wędrówkę, bo widoki są wspaniałe, a satysfakcja z dotraci pod najwyższy szczyt świata ogromna. Idzie się wzdłuż lodowatego strumienia, a obok pasą się jaki.

Sama baza himalaistyczna to kilkadziesiąt małych pomarańczowych namiotów ustawionych w grupkach, kilku namiotów kuchennych i spełniających funkcję toalet. Wiele grup czeka tu przez wiele dni w oczekiwaniu na dobrą pogodę, zanim uda im się zaatakować szczyt.

Mount Everest i chińscy żołnierze

Przed samą bazą znajduje się szlaban i punkt graniczny chińskiej armii. Sprawdzane są paszporty, pozwolenia na wjazd do Tybetu oraz na poruszanie się po okolicy Mount Everest Base Camp. Obcokrajowcom musi towarzyszyć przewodnik.

Nam zdarzyło się przyjść tam bez przewodnika, co wprawiło żołnierzy w konsternację. Zaprosili nas do swojego namiotu, wertowali dokumenty i gdzieś wydzwaniali, ale nas traktowali bardzo dobrze. Dzięki temu mogliśmy się ogrzać i odpocząć, a przy okazji przyjrzeć się żołnierzom. Byli to młodzi chłopcy, równie zaciekawieni nami, co my nimi. Zdecydowanie nie warto jednak naruszać tam jakichkolwiek przepisów, bo rozgoryczeni potrafią zakazać wstępu, albo wymyślić dodatkowe ograniczenia (np. przebywanie tam tylko przez 15 minut i tylko o 8 rano).

Najwyższy szczyt świata

Za punktem kontrolnym jest małą górka, na którą można się wspiąć i podziwiać widoki. Do namiotów samej EBC nie wolno się zbliżać.

Udostępnij i Komentuj