Potosi - Boliwia - kopalnia srebra - Indianie - praca górników - górnicy

Potosi: Kopalnie w Boliwii [Piekło]

Potosi: Kopalnie w Boliwii

Szacuje się, że od XV w. w kopalniach Potosi (Boliwia) zginęło kilka do kilkunastu milionów ludzi. Najpierw byli to niewolnicy indiańscy, a potem ciemnoskórzy sprowadzani z Afryki. Wydobywano tu srebro. W krótkim czasie Potosi stało się najświetniejszym i najbogatszym miastem Nowego Świata, a jego srebro zachwiało ekonomią Europy.

Boliwia: Góra srebra

Dzisiaj srebro się już skończyło. Pozostały minerały, którymi kiedyś się nie interesowano, m.in. cynę i cynk. Nad boliwijskim Potosi, podobno zresztą najwyżej położonym miastem świata (ok. 4000m), wznosi się o jeszcze 400 metrów wyższa góra. Poprzecinana jest niewyobrażalnym labiryntem ciemnych, podziemnych korytarzy, z których do dzisiaj korzysta kilkadziesiąt czynnych kopalni. Boliwia opiera się na pracy górników, którzy wydobywają minerały w warunkach, które niewiele zmieniły się od czasów konkwistadorów.

Boliwia: Wycieczka do kopalni Potosi

Do kopalni można się dostać na własną odpowiedzialność z miejscowym przewodnikiem, zawsze byłym górnikiem. Trzeba tylko podpisać papierek, że się wie, że można zginąć. Chodzi się tu po drabinach i mostach, brodzi się w wodzie, jest się czarnym od pyłów. Drabiny są stare, śliskie, brakuje w nich szczebli i jakichkolwiek zabezpieczeń. Przepaście mają kilkanaście metrów głębokości.

Górnicy z Potosi

Porusza się tam korytarzami, w których nieprzerwanie trwa normalna praca górników. Zdarzają się wybuchy dynamitu, zawalające się chodniki i całkowite ciemności. Mieliśmy na sobie dokładnie to, co górnicy – specjalne spodnie, płaszcze, kalosze, kaski, lampy oraz worki transportowe. Rozmawialiśmy z górnikami o ich pracy. Było to pasjonujące i straszne. Przynieśliśmy im liście koki i dynamit – już sam fakt, że mogliśmy kupić dynamit na ulicy, napawa grozą.

Potosi: Na własną rękę

Najważniejszym faktem, który należy przytoczyć, żeby zrozumieć los ludzi z Potosi, jest system pracy kopalni. Boliwia nie ma zorganizowanego przemysłu, górnicy pracują całkowicie na własną rękę – zarobią tyle, ile wydobędą. Płacą przy tym właścicielowi kopalni rozmaite opłaty – za samą możliwość pracy w tym miejscu oraz na rozmaite podatki, namiastki emerytur i ubezpieczeń.

Kopalnie Potosi

Żeby ułatwić sobie pracę, łączą się w kilkuosobowe grupy i dzielą dochodem. A bywa bardzo często, że przez wiele miesięcy nie wydobywają nic. Minerałów w kopalni jest już niewiele i żeby znaleźć odpowiednią żyłę, trzeba często wiercić przez wiele tygodni bez żadnych gwarancji sukcesu. Do tego cena cynku w ciągu ostatnich 2 lat spadła o kilkadziesiąt procent. Jeszcze niedawno można wybrańcy mogli się sporo na nim dorobić, teraz te same ilości cynku, wydobywane w pocie czoła i wynoszone w 60-kilowych workach na własnych plecach, warte są prawie nic.

Boliwia: Koka i alkohol

Najciekawsze jest to, że górnicy muszą sami kupować wszystkie materiały. Przed kopalnią rozpościera się targ, na którym zaopatrują się w dynamit, kilofy i inne narzędzia. Kupują też to, co pozwala im przetrwać – papierosy, alkohol, a przede wszystkim liście koki. Koka zabija głód, pozwala zapomnieć o zmęczeniu i koi cierpienia. Kokę żuje tu każdy i przez cały czas. Łodyżki liści spadają w błoto z mechaniczną częstotliwością.

Jak zginąć w kopalni Potosi?

Straszliwe jest jednak przede wszystkim to, że górnicy sami kupują i montują drewniane filary i belki podtrzymujące stropy korytarzy. Cały system bezpieczeństwa kopalni opiera się na ich dowolności. Jeśli potrzebują zabezpieczyć jakieś miejsce, mogą to zrobić na własna rękę. Jednak niestety czas to pięniądz – kto by się przejmował bezpieczeństwem, jeśli w czasie potrzebnym na skonstruowanie podpór można dowiercić się do żyły cyny i zarobić akurat tyle, żeby wyżywić swoje dziesięcioro dzieci.

Boliwia: Płać za moje maszyny

Wypadki zdarzają się często, górnicy giną młodo. Potem najstarsi synowie rodziny, często 14-letni chłopcy, sami muszą zacząć pracę w kopalni, żeby wyżywić rodzeństwo. Kopalni płaci się także dość duże sumy za wykorzystanie maszyn. Godzina pracy młota pneumatycznego, pompy czy urządzenia wysysajacego odłamki skalne, kosztuje często tyle co dniówka.

Potosi: Bóg w piekle

Całe to piekło życia górników ma swoje odzwierciedlenie w ich wierzeniach, które są mieszanką chrześcijaństwa, religii indiańskich, pierwotnych wierzeń afrykańskich niewolników i hiszpańskich bajek. Kilkadziesiąt metrów po wejściu do kopalni znajduje się ostatnia kaplica Jezusa Chrystusa. Od tego miejsca władzę duchową przejmuje Tio, kopalniany bóg-diabeł. Wymaga ofiar i nagradza minerałami. Ofiary w postaci koki, alkoholu i jedzenia składa się także Pachamamie, indiańskiej Matce Ziemi.

Piłka nożna w Boliwii

Ulubioną rozrywką górników jest piłką nożna. Czasami przychodzą do pracy już o 1 w nocy, tylko po to, żeby po południu, po kilkunastu godzinach pracy, móc zagrać z kolegami w piłkę. Mają zresztą świetne warunki. Tuż obok kopalni stoi świetny stadion, z wspaniałą, sztuczną murawą sprowadzana z Niemiec. To prezent dla górników od demagogicznego prezydenta Boliwii, Evo Moralesa, dla którego stanowią oni docelowy elektorat. Dba więc o nich, solidaryzuje się, obiecuje niestworzone rzeczy, a czasem nawet coś spełni – czego najlepszym dowodem jest stadion położony 4 km nad powierzchnią morza.

Udostępnij i Komentuj