rwanda fot-James-Nachtwey-dla-Time 10

Ludobójstwo w Rwandzie [Rwanda 1994]

Ludobójstwo w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie trwało około 100 dni – od 6 kwietnia 1994 roku do połowy lipca.

Najważniejsze fakty:

  • W Rwandzie zamordowano od 800 000 do ponad miliona ludzi.
  • Ofiarami byli głównie Tutsi. Zabijali głównie Hutu.
  • Zwykli ludzie zabijali swoich sąsiadów – było ponad 120 000 morderców.
  • Świat nie zareagował, świat się wycofał.

fot. James Nachtwey (Ludobójstwo w Rwandzie)

Czytaj też: Tutsi i Hutu

Rwanda, 6 kwietnia 1994 r.

6 kwietnia wieczorem nad Kigali zestrzelono samolot prezydenta Rwandy. To był impuls do rozpoczęcia ludobójstwa. Bojówki Hutu – Interahamwe – rozpoczęły mordowanie każdego napotkanego Tutsi. Rzezie objęły cały kraj.

Hutu nie mieli litości. Zabijali dzieci i starców, kobiety w ciąży, płody i młodych mężczyzn – wszystkich, którzy byli Tutsi. A także tych Hutu, którzy nie chcieli mordować.

W samej stolicy, Kigali, zginęło ćwierć miliona osób. Morderstwo co osiem i pół sekundy. 10 tysięcy dziennie. Milion ludzi w sto dni.

fot. documentingreality.com (Ludobójstwo w Rwandzie)

Kigali, stolica Rwandy.

Drogi zostały zamknięte przez tysiące blokad. Na posterunkach – Hutu uzbrojeni w maczety, żołnierze z karabinami. Tam sąsiedzi wskazywali palcem – to Tutsi!

Nie było dokąd uciekać.

Największych rzezi dokonano w kościołach, szkołach, urzędach i szpitalach. Tysiące ludzi próbowało tam znaleźć schronienie. Innych tłoczono siłą – 10 000, 20 000, 30 000 (jak w szkole w Murambi). Odcinano wszelkie drogi ucieczki. A potem wpuszczano Interahamwe z maczetami, albo granaty, albo buldożery.

Pogromy wspierali burmistrzowie i prefekci. To oni kazali żandarmom gromadzić ofiary w jednym miejscu – rzekomo dla ich własnego bezpieczeństwa. To oni wiedzieli, gdzie kto mieszka.

Ludobójstwo w Rwandzie

Czym było ludobójstwo w Rwandzie? Chcesz w skrócie?

  • To kobiety porąbane maczetami,
  • to ciała z odrąbanymi głowami,
  • to dziewięcioletnia dziewczynka, której ucięli ręce,
  • dzieci roztrzaskane o ścianę,
  • gnijące zwłoki, które powoli zamieniają się w szkielety,
  • kości studentów i profesorów pozbierane z trawy,
  • to przechadzający się nad nimi spokojnie mordercy z maczetami w rękach.

fot. manaznet

Ludobójstwo po sąsiedzku

Niemal wszystkie ofiary znały swoich morderców osobiście. (!)

Tu nie było gestapo, obozów koncentracyjnych, komór gazowych, transportów śmierci. Zabijali sąsiedzi. Zabijali skuteczniej niż żołnierze.

Jednego dnia mówili sobie amakuru – jak się czujesz? Drugiego dnia sąsiad Hutu podpalał Tutsi dom i zarzynał wszystkich, którzy stamtąd uciekali.

Ciężko się było ukryć, bo wszyscy się znali. Wcześniej chodzili razem na piwo – teraz odcinali maczetą głowy.

Dziennikarze, urzędnicy, rolnicy, uczniowie, nauczyciele, lekarze, księża i zakonnice – mordowało niemal całe społeczeństwo.

Masakra w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie nie miało nic wspólnego z czołgami czy helikopterami. Zwykli Hutu nie zabijali z broni maszynowej. A jak?

  • Palili ludzi żywcem.
  • Zarzynali maczetami.
  • Obcinali im ręce i stopy. Cięli po kawałeczku, jak tnie się kiełbasę.
  • Otwierali brzuchy, wyjmowali żołądki, serca, jelita.
  • Zabijali maczugami – kijami nabitymi gwoździami.
  • Topili ich w gnojówce.
  • Niektórych tylko nacinali, żeby konali powoli.
  • Ciężarnym kobietom wypruwali wnętrzności, wyciągali płody.
  • Obcinali uszy, wydłubywali oczy, obcinali genitalia.
  • Rąbali siekierami, nożami i motykami.
  • Ćwiartowali na oczach najbliższej rodziny ofiar.
  • Ciała wrzucali do latryn.

Nawet dzieci Hutu mordowały. Szukały rannych, żeby tatuś mógł ich dobić.

Szybką śmierć trzeba było sobie kupić. Ile można zapłacić za śmierć od kuli w głowę?

fot. documentingreality.com (Ludobójstwo w Rwandzie)

Ludobójstwo w Rwandzie – dzieci

Wyobraź je sobie. Żyły naprawdę:

  • dziewczynka, 2 lata – spalona żywcem w kaplicy na Gikondo,
  • dziewczynka, 9 miesięcy – ścięta maczetą w ramionach matki,
  • 12 lat – ścięta,
  • 17 lat – maczeta,
  • 10 lat – zamęczony na śmierć,
  • 9 lat – strzał w głowę,
  • 4 lata – nóż w oczy,
  • 2 lata – rozbita o ścianę.

I setki tysięcy innych.

Gwałty w Rwandzie

W Rwandzie zgwałcono ponad 250 000 kobiet. Ćwierć miliona. W 3 miesiące.

  • Gwałcono je grupowo i wielokrotnie.
  • Gwałconym kobietom mordercy obcinali ręce – żeby nie przeszkadzały.
  • Gwałcili je ostrymi roślinami, pałami, butelkami, włóczniami, zaostrzonymi pniami bananowca.

Piersi odcinano.

Gwałty były publiczne – dzieci musiały patrzeć, jak gwałcono ich matki, siostry i babcie. Mężowie – jeśli jeszcze żyli – widzieli gwałt swoich żon i córek, a potem śmierć swoich dzieci. Synów zmuszano do gwałcenia matek.

  • Oprawcy gwałcili też kilkuletnie dziewczynki.
  • Narządy rodne polewali wrzątkiem lub kwasem. Kłuli, cięli, tłukli i szarpali.
  • Płody wyrywali z macicy.

Na to wszystko patrzyły rodziny oprawców. Kobiety Hutu podjudzały swoich mężów do gwałtów, same okaleczały ich ofiary. To była w ich mniemaniu kara za rzekome rozpasanie seksualne kobiet Tutsi, o których przed ludobójstwem marzył niejeden Hutu. Patrzyły też dzieci oprawców.

Gwałty w Rwandzie były przemyślaną strategią – prowadzącą do biologicznego unicestwienia Tutsi. Kierowała nimi kobieta, Pauline Nyiramasuhuko – „minister do spraw gwałtu”. Rząd formował specjalne oddziały gwałcicieli chorych na AIDS. 70% kobiet, które przeżyły, zostało zarażonych wirusem HIV.

Po serii brutalnych gwałtów zazwyczaj mordowano ofiary. Ale nie zawsze. Czasami kobiety przetrzymywano jako niewolnice seksualne – stawały się przedmiotami, mięsem dla rozwścieczonych oddziałów Interahamwe.

fot. documentingreality.com (Ludobójstwo w Rwandzie)

Rwanda 1994

350 000 dzieci było świadkami śmierci swoich rodziców i rodzeństwa.Te, które zdołały ukryć się w krzakach, musiały patrzeć na męki i śmierć swoich rodziców, dziadków, rodzeństwa. Bez szmeru, bez ruchu. Przez trzy miesiące ukrywały się w buszu. Jadły ścierwo – nie wiadomo z czego.

Zdarzało się, że mężowie zabijali żony. Albo że matki zabijały swoje własne dzieci. W Rwandzie pochodzenie dziedziczy się po ojcu – więc kobieta może mieć część dzieci Tutsi, a część Hutu. Często była zmuszona zabić jedne, żeby ocalić drugie i samą siebie. Synowie zdobywali fałszywe dokumenty Hutu, a potem zabijali własnych rodziców.

Kto odmówił udziału w zabijaniu – ginął zarżnięty maczetą.

– Rwanda –

Ludobójstwo w Rwandzie to najważniejszy temat tej strony. Kilka najbliższych artykułów będzie o Rwandzie – przyczynach ludobójstwa, jego przebiegu, postawie ONZ.

Jeśli na czymś mi zależy – to na tym, żebyś przekazał tą wiedzę dalej.

Rwanda – ludobójstwo zorganizowane

120 000 morderców, miliony pomocników. Rzeź totalna. Sąsiedzi gwałcący kobiety i ścinający maczetą małe dzieci. Nienawiść sięgająca szczytów, przemoc, której jeszcze nigdy nie widziała Rwanda – ludobójstwo, w które nie wierzył świat.

Wbrew pozorom ludobójstwo w Rwandzie nie było spontaniczne. To była skomplikowana i dobrze zorganizowana operacja wojskowa. Premier Rwandy zeznał, że ludobójstwo było otwarcie omawiane w parlamencie.

Dowodził nim pułkownik Théoneste Bagosora. To on po podpisaniu upokarzających dla części Hutu porozumień w Aruszy oznajmił, że wraca do Rwandy, żeby przygotować kraj na apokalipsę.

Eksterminacja miliona Tutsi w 3 miesiące była wynikiem planu, którego fundamenty tworzono przez wiele lat.

Rwanda – Ludobójstwo

Lista Tutsi

Przed ludobójstwem władze Rwandy przeprowadziły powszechny spis ludności. Na jego podstawie utworzono listę ludzi do wymordowania.

Burmistrzowie sporządzali listy przeciwników władzy – nie tylko Tutsi, ale też wszystkich niepewnych, umiarkowanych Hutu oraz tych, którzy nie chcieli zabijać.

Ludzie z list ginęli w pierwszej kolejności. Potem wszyscy, którzy w dowodach osobistych mieli zapis „Tutsi”.

fot. flickr.com (Rwanda – ludobójstwo)

Maczety Hutu

Większość ofiar zginęła od maczet. Sprowadzono je z Chin za państwowe pieniądze. 581 000 lśniących, ostrych maczet za 750 tysięcy dolarów. Sprzedawano je potem po 10 centów – właściwie rozdawano, żeby Hutu mogli zrobić porządek na swoich „polach”. Przybywały w wielkich drewnianych skrzyniach. Otrzymano nawet rabat – ze względu na wielkość zamówienia.

Miliony dolarów wydano na amunicję, granaty, karabiny, moździerze i wyrzutnie rakiet. Broń ludobójcom Hutu dostarczała Francja, Izrael, Wielka Brytania, Albania, Egipt i RPA.

fot. James Nachtwey(Rwanda – ludobójstwo)

Interahamwe

Powstały ekstremistyczne bojówki – Interahamwe (“Walczący razem”) i Impuzamugambi (“Mający wspólny cel”). To były masowe, radykalne organizacje paramilitarne – wstąpiły do nich setki tysięcy Hutu.

Nasiliło się pranie mózgów, wpajanie nienawistnej ideologii. Zgromadzono wielkie ilości broni. Rozpoczęły się szkolenia wojskowe – przede wszystkim – jak posługiwać się maczetami.

Zamach na prezydenta Rwandy

6 kwietnia 1994 r. nad Kigali został zestrzelony samolot prezydencki. Na pokładzie znajdował się dyktator Rwandy Juvénal Habyarimana oraz prezydent Burundi Cyprien Ntaryamira – obaj Hutu. Wracali z tanzańskiej Aruszy, gdzie podpisano porozumienie pokojowe z Tutsi. W oczach radykalnych Hutu była to zdrada.

Nie wiadomo, kto zestrzelił samolot. Ale wiadomo, co krzyczała ulica: Tutsi zamordowali naszego prezydenta! To był sygnał do rozpoczęcia masakry.

40 minut po eksplozji – jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnego komunikatu – wojsko, żandarmeria i bojówki Interahamwe zaczęły zabijać Tutsi. Rano rzezie trwały już w całym Kigali.

fot. manaznet (Rwanda – ludobójstwo)

Kto dokonał zamachu? Hutu twierdzą, że Tutsi, a Tutsi, że Hutu. Ci ostatni oskarżyli partyzantów RPF Paula Kagame, którzy w ten sposób chcieli sprowokować wojnę. Po ludobójstwie prokuratorom Tutsi zarzucano mataczenie i kombinacje z czarną skrzynką. Rząd Rwandy w reakcji na oskarżenia zerwał na 3 lata stosunki dyplomatyczne z Francją.

Rwanda, ludobójstwo 1994

Więcej przemawia jednak za prowokacją Hutu. Rakiety wystrzelono ze wzgórza przy lotnisku, które było kontrolowane przez gwardię prezydencką. Angielskie śledztwo ujawniło, że zamachu dokonało 4 żołnierzy Hutu. Spekulowano nad udziałem 2 francuskich najemników, przebranych w belgijskie mundury, którzy zostali zamordowani zaraz potem.

O organizację zamachu oskarżono płk. Théoneste Bagosora, który uznał działania prezydenta za zdradę. To on przejął władzę zaraz po katastrofie. Jako jeden z nielicznych znał harmonogram lotu i miał wpływ na to, że ci, których nienawidził, znaleźli się na pokładzie. O współudział oskarżono też żonę prezydenta, Agathe Habyarimana.

Ekstremiści Hutu byli przygotowani do rozpoczęcia działań w chwilę po zamachu. Żołnierze natychmiast otoczyli teren lotniska. W ciąg kilku dni zamordowali 3000 świadków.

Na podstawie książki „Strategia antylop”, Jean Hatzfeld – ludobójstwo w Rwandzie,
fot. „Strategia antylop”, Rwanda

Rwanda: Strategia antylop

Na wzgórzu Kayumba schroniło się 6000 Tutsi. Ludobójstwo w Rwandzie trwało nieprzerwanie od kwietnia do lipca. W Kayumba przeżyło 20 osób.

Mordercy przybywali codziennie o 9 rano. O 11 robili sobie przerwę, a popołudniu znowu zabijali. O 15 dołączały ekspedycje starszych i mniej sprawnych Hutu, których zadaniem było tylko dobijanie rannych. O 16 ci których jeszcze nie zabito, mogli mieć nadzieję, że przeżyją do jutra.

Strategia antylop

Uciekinierzy dzielili się na małe grupki, wspierali się – bez tego było się łatwą ofiarą. Kiedy którąś grupę dopadał pościg zabójców, skuteczna była już tylko strategia antylop – Tutsi pierzchali na wszystkie strony, a mordercy byli w stanie dorwać tylko niektórych.

Zabójcy stawiali zasadzki, zachodzili od tyłu i spędzali ofiary prosto pod maczety kolegów. Tutsi nie byli dla nich ludźmi – to była zwierzyna, którą należało wybić. A tortury były urozmaiceniem.

Rwanda, bieganie po lesie

Na wzgórzu Kayumba rósł rzadki las eukaliptusowy – nie było gdzie się ukryć. Dlatego Tutsi biegali po 6 godzin dziennie. Potykali się, koziołkowali, ale już za chwilę biegli sprintem, i to jeszcze zygzakiem – byle tylko uniknąć maczet.

Żeby przeżyć, trzeba było biec cały czas, osiągać poniżej 9 sekund na setkę i nigdy nie zwalniać. Szansę na ocalenie mieli tylko najszybsi, najsprytniejsi i najsilniejsi – i to tylko tacy, którzy akurat mieli szczęście. Jeśli ktoś skręcił kostkę albo miał gorączkę – ginął.

Tutsi

Pić mogli tylko wieczorem. I chociaż była pora deszczowa, wielu umarło z pragnienia. Nie mieli naczyń, mogli tylko zlizywać krople z liści.

Wieczorem zapuszczali się na opuszczone pola, żeby wygrzebać coś do jedzenia – surowe pataty, fasolę lub maniok, prosto z ziemi. Wielu z tych, którzy uniknęli maczety, zmarło od chorób – czerwonki, biegunki i odwodnienia.

Ludobójstwo w Rwandzie

Wieczorami w pierwszych dniach ludobójstwa jeszcze się modlono. Konający prosili o wodę albo o zioła. Ktoś na początku miał jeszcze radio na baterie.

Nasłuchiwano pomocy, reakcji świata, a zwłaszcza głosu papieża – bo Tutsi i Hutu to katolicy. Mieli nadzieję, że polski papież zakaże Hutu chociaż ścinania niemowląt. Dziś pamiętają tylko jego milczenie.

Masakra w Rwandzie

Nocami padał tropikalny deszcz. Przed świtem mokrzy i zziębnięci wychodzili z kryjówek i szli na szczyt wzgórza, gdzie zbierali się już inni Tutsi. Ci, którzy mieli jeszcze siły, wspinali się na drzewa, żeby wypatrywać morderców. Hutu szli w długich kolumnach – 1000 do 2000 zabójców. Najczęściej śpiewali.

Niektóry kobiety rzucały się do rzeki z małymi dziećmi na rękach – taka śmierć była lepsza niż ścięcie. Widywało się noworodki, które spały wtulone w ramionach zabitych matek. Hutu rozcinali brzuchy ciężarnym kobietom i wyciągali płody.

Rwanda, ludobójstwo

Na początku ludobójstwa ofiary krzyczały i płakały, zanim spadło na nie ostrze maczety. Potem perspektywa śmierci była już tak pewna, że nikt nie krzyczał. Umierali w ciszy, bez słowa sprzeciwu.

Czasami tylko ktoś błagał, żeby zabić go szybko, jednym ciosem. Takim Tutsi najczęściej robiono na złość – obcinano im ręce i nogi i pozostawiano, żeby wykrwawili się w męczarniach dopiero po kilku dniach. Jeśli Hutu dopadł jakiegoś Tutsi po długiej, męczącej gonitwie, niejako za karę zadawał mu powolną i bolesną śmierć. Zabójcy śmiali się i pławili w dzikim okrucieństwie.

Ludobójstwo w Rwandzie

Jeśli ktoś był ciężko ranny, trzeba go było zostawić. Nie grzebano zmarłych. Zwłoki rozkładały się na słońcu i nie były nawet zjadane przez zwierzęta – bo te uciekły z lasu przed hałasem.

Ocaleni mówią dziś, że czuli się wtedy, jakby już umarli. Żyli jak zwierzęta, próbowali przeżyć polowanie, przeskakiwali trupy, w głębokich ranach wiły im się robaki. Stracili wszystko – od rodziny po ubrania. Iskali się, rozdrapywali strupy, biegali nago, zapomnieli o wstydzie. Jedli koło trupów, spali pod tym samym krzakiem. Owładnęła nimi tylko jedna myśl – przeżyć tak długo, jak się da.

Zazdrościli zwierzętom. One nie były zabijane.

Jean Hatzfeld – „Strategia antylop”

„Strategia antylop” to trzecia część trylogii Jeana Hatzfelda, który opisuje ludobójstwo w Rwandzie. Zawiera opisy polowania na Tutsi oraz życia w Rwandzie po wyjściu z więzień sprawców ludobójstwa.

fot. J. Dago

Ludobójstwo w Rwandzie

Ludobójstwo w Rwandzie było dokładnie zaplanowane. Wszystkie partie Hutu miały w swoich programach eksterminację Tutsi – co najmniej od 1992 r. Plany były jawne, dokładne, odczytywano je na spotkaniach i oklaskiwano.

Na 4 miesiące przed ludobójstwem w Rwandzie, lokalne władze otrzymały dokładne informacje o eksterminacji. Wtajemniczeni byli burmistrzowie, prefekci i ich bliscy współpracownicy. Na miesiąc przed ludobójstwem poinformowano dyrektorów szkół, szpitali oraz radców gmin.

Rwanda 1994

Od grudnia 1993 r. o planowanych masakrach wiedziało już ONZ i ambasady państw zachodnich. Nie zrobiono nic, żeby do nich nie dopuścić. W kwietniu 1994 r. prawie wszyscy Hutu zapisali się do partii prezydenta Habyarimany, a ONZ, pracownicy ambasad i dziennikarze opuścili Rwandę.

Ludobójstwo

Ludobójstwo to nie jest po prostu jakaś szczególnie okrutna wojna. To zawsze dobrze zaplanowany i zorganizowany projekt eksterminacji.

Ludobójstwo w Rwandzie wymyślili intelektualiści, którzy wcześniej studiowali w Europie. Czytali o rewolucji francuskiej, studiowali nauki humanistyczne, a w końcu zaszczepili myśl o eksterminacji Tutsi w społeczeństwie Hutu. Tak samo było zresztą w Kambodży – Pol Pot i Czerwoni Khmerzy również wywodzili się z elity studiującej we Francji.

Organizatorami ludobójstwa w Rwandzie byli profesorowie, politycy i dziennikarze. Dzisiaj wielu z nich żyje w Europie – pracują na uniwersytetach, leczą w szpitalach, piszą do gazet.

Ludobójstwo w Rwandzie a Holocaust

Ludobójstwo w Rwandzie miało szereg podobieństw do Holocaustu. W obu przypadkach eksterminacja przebiegała w 4 etapach – poniżenie Żydów i Tutsi, naznaczenie, skoncentrowanie ich w określonych miejscach i wreszcie likwidacja.

Oba ludobójstwa poprzedził okres przygotowań, którego świat nie mógł nie widzieć – propaganda, stosy broni i maczet, zaciekli przywódcy – to wszystko było jawne.

Wojna w Rwandzie

Ludobójstwo zdarza się zawsze w środku wojny, ale nigdy na pierwszej linii frontu. Wojna znieczula, tworzy stan bezprawia, w którym barbarzyństwo staje się czymś normalnym, moralność nie istnieje, a strach jednych może doprowadzić do eksterminacji drugich.

Ludobójstwo w Armenii i innych krajach

Historia pokazuje, że nawet w przeddzień pogromów etnicznych, ludzie nie chcą wierzyć, że ludobójstwo jest realne – a ofiary nie opuszczają swych domów. Tak było w Rwandzie, Armenii, Bośni, Czeczenii, Sierra Leone, Libanie i na Wołyniu. Wprawdzie masakry zdarzały się w Rwandzie już od 1959r., jednak nigdy nie był to plan całkowitej eksterminacji.

Ludobójstwo w Rwandzie

Po każdym ludobójstwie ludzie powtarzają, że to się już nigdy nie powtórzy. Ludobójstwo w Rwandzie było tak potworne, że naprawdę nie sposób go pojąć.

Ale ludobójstwa się powtarzają, a ludzie nie pamiętają już tych poprzednich. Dlatego naszym obowiązkiem jest badanie mechanizmów ich powstawania – po to, żeby móc w porę zareagować. Żadne ludobójstwo nie wydarzyło się nagle.

Eksodus Hutu

Europejskich dziennikarzy w większości nie było w Rwandzie w czasie ludobójstwa. Kiedy wrócili, zobaczyli dwa miliony Hutu uciekających do Konga. Wśród nich były setki tysięcy morderców (nawet milion Hutu brał udział w zabijaniu), dowódcy z interahamwe oraz ich rodziny.

Paradoksem ludobójstwa w Rwandzie było to, że gdy Europejczycy oglądali w telewizji kolumny uciekinierów Hutu – dziennikarze komentowali, że to ofiary wojny, które uniknęły śmierci, a teraz uciekają w obawie przed Tutsi, którzy wygrali lokalną wojnę etniczną.

Obozy w Goma

Hutu byli eskortowani do obozów przez doborowe oddziały francuskie. Kiedy dotarli do miasta Goma w Kongu, rozpoczęła się największa akcja pomocy humanitarnej w historii ludzkości.

Do Gomy dotarła wszelka pomoc medyczna, sprzęt, mnóstwo zagranicznych organizacji, dziennikarzy i fotoreporterów. Pomagano sprawcom ludobójstwa i ich rodzinom.

Wojna w Kongo

Dwa lata po ludobójstwie armia rwandyjska wkroczyła do Konga i zaatakowała obozy uchodźców. W dżungli tropiono interahamwe, wywołując przy okazji serię tragicznych wojen w Kongo. Do powrotu do Rwandy zmuszono pół miliona Hutu.

Wojna w Kongo pochłonęła 5 milionów ofiar.

fot. J. Dago

Rwanda dziś

Plan był prosty. Tutsi mieli zostać wymazani z powierzchni ziemi. Zamordowano ich prawie milion, aż wreszcie Rwanda została podbita przez partyzantów FPR, a ludobójstwo zatrzymane.

Dziś Rwandą rządzą Tutsi, którzy powrócili z emigracji i których nie było w niej podczas ludobójstwa. Rząd Paula Kagame prowadzi politykę pojednania. Ale skutki ludobójstwa są katastrofalne nawet po 20 latach.

Tutsi

Ocalali stracili wszystkich bliskich – rodziców, rodzeństwo, dzieci, sąsiadów. Stracili swoje domy, pola i marzenia. Umarła nadzieja na dobrą przyszłość.

Tutsi mówią, że mieli 3 życia – życie przed ludobójstwem, w trakcie i po nim. Tygodnie spędzone na bagnach były dla nich jak całe lata. A życie po ludobójstwie jest już czymś zupełnie innym. Mimo że ocaleli, to tak jakby umarli.

Wielu straciło szacunek do swojego ciała. Żyli jak zwierzęta, widzieli niewyobrażalne okrucieństwo, byli gwałceni, kaleczeni, widzieli śmierć swoich dzieci. Już na zawsze pozostają nieufni.

Tutsi milczą

Ocalali Tutsi mają silną potrzebę mówienia o ludobójstwie, ale tylko we własnym gronie. Codziennie rozmawiają z sąsiadami o rzeziach. Nocą śnią im się masakry, sceny ścięcia ich rodzin. Po czymś takim prawdziwe przebaczenie nie jest możliwe.

Milczą zgwałcone kobiety, albo ci, którzy odepchnęli własne dziecko, żeby szybciej uciekać.

Hutu

Na ludobójstwie stracili też Hutu. Setki tysięcy mężczyzn zamknięto w więzieniach, a ich kobiety musiały przez lata same pracować w polu, żeby wyżywić dzieci.

Uderza, że mordercy żałują nie tego, że zamordowali po kilkaset osób, nie tego, że nic nie wróci życia niewinnym ludziom – ale tego, że ich własny poziom życia się obniżył. Czysta kalkulacja.

Wielu nie może przeboleć tego, że zostali pokonani, że nie mogli dokończyć ludobójstwa.

Rwanda nie taka sprawiedliwa

Ludobójstwo zniszczyło cały wymiar sprawiedliwości w Rwandzie. Sędziowie Tutsi zginęli, sędziowie Hutu często sami zabijali – a potem uciekli do Konga.

Po ludobójstwie w Rwandzie koegzystowały miliony Hutu obawiających się kary oraz setki tysięcy zrozpaczonych Tutsi, którzy oczekiwali sprawiedliwości. W więzieniach zamknięto dziesiątki tysięcy ludzi bez wyroków.

Sądy gacaca

Osądzenie wszystkim było niemożliwe, dlatego nowy rząd Rwandy zdecydował się wskrzesić dawne tradycyjne posiedzenia gacaca – tysiące lokalnych zgromadzeń, na których przeszkoleni obywatele sami sądzili swoich sąsiadów.

Na procesach wielu Hutu przyznało się do winy – szczegółowo zeznawali, kogo i jak zamordowali. Dzięki temu mogli nawet całkowicie uniknąć kary. Ale prawie żaden morderca nie prosił o przebaczenie.

Rwanda – Amnestia dla ludobójców

Po kilku latach prezydent ogłosił amnestię. Z więzień wypuszczono większość sprawców ludobójstwa. Kraj potrzebował ich rąk do pracy na polach, a poza tym Rwandy nie było stać na żywienie setek tysięcy ludzi w więzieniach.

Dla Tutsi to był cios – setki tysięcy wdów Tutsi harowało na polach, żeby wyżywić dzieci, a kobiety Hutu dostały nagle w prezencie po parze silnych męskich ramion.

Zdecydowana większość morderców wróciła do normalnego życia. Nowy rząd Rwandy nie może sobie pozwolić na sprawiedliwość – przy milionie morderców wyglądałoby to jak odwet i nowe ludobójstwo. Ukarano 2% sprawców.

Rwanda dziś

Rwanda prowadzi dziś politykę pojednania. Zwolnionych mężczyzn pouczono, że skoro państwo im wybaczyło, oni muszą wybaczyć żonom (które często miały już kilka nieślubnych dzieci) – a przede wszystkim być uprzejmymi dla Tutsi.

Tutsi pouczono z kolei, żeby porzucili swą żądzę odwetu. O ludobójstwie z 1994 r. nie można mówić wprost – zwłaszcza publicznie.

Rwanda – przebaczenie importowane

Przebaczenie importują do Rwandy organizacje humanitarne – polityka pojednania to warunek przyznawania dotacji.

Mieszkańcy starają się nie wskrzeszać konfliktów – za podkreślanie różnic między Tutsi a Hutu można trafić do paki. Ale nikt tu nikomu nie przebacza, to już niemożliwe.

Rwanda – religia

Na mszach nie mówi się dziś o ludobójstwie – w przeciwnym wypadki Hutu, których jest większość, nie przychodziliby już do kościoła.

Zresztą to w katolickich kościołach zginęły dziesiątki tysięcy ofiar, a księża zazwyczaj nie zrobili nic, żeby im zapobiec. Biali księża wyjechali, czarni albo zginęli, albo sami zabijali. Dzisiaj po mszach Tutsi i Hutu rozdzielają się na dwie grupy i stają po dwóch różnych stronach.

Po 1994 r. w Rwandzie przestała robić wrażenie zwykła śmierć. Pogrzeby są już inne – było zbyt wiele trupów, zbyt wiele gnijących zwłok, zbyt wiele psów zjadających ciała.

Ludobójstwo w Rwandzie

Monstrualność ludobójstwa w Rwandzie jest niewyobrażalna. Można o tym pisać, ale ludzie nigdy do końca nie uwierzą w to, co się tam wydarzyło.

Rwanda to nie jest sprawa jedynie Afryki. To europejski kolonializm przygotował grunt pod ludobójstwo. Teoria ras sprawiła, że masakry nie były już nazywane morderstwem, a biurokracja wykluczyła indywidualną odpowiedzialność. To Francja wspierała militarnie reżim Hutu. Wreszcie to biali mogli zapobiec, albo przynajmniej zatrzymać ludobójstwo. Ale wszyscy wtedy wyjechali.

Czytaj też: Tutsi i Hutu

Udostępnij i Komentuj
  • Straszne…

    To straszne, przeraźliwe, o tym nie da się czytać…
    A jednak było.

    Myśląc logicznie nie da się tego pojąć, ogarnąć takich drastycznych obrazów przed oczami…
    Trudno sobie wyobrazić,że człowiek potrafi wyrządzić drugiemu człowiekowi takie zło, takie okrutne…
    Skąd to się bierze? Nie jestem w stanie tego zrozumieć, pojąć…

    Wobec tego czuje się bezradność i jednocześnie szczęście, że samemu żyje się w bezpiecznym miejscu…
    To drugie to podejście egoistyczne.
    A może to odruch naturalny – w obliczu tragedii innych, każdy problem własny wydaje się być banałem…
    Tak naprawdę niewiele wiedziałam o Rwandzie. Do dziś.
    Dzięki.

  • pb

    Zainteresowanych masakrą w Rwandzie odsyłam do książki Wojciecha Tochmana “Dzisiaj narysujemy śmierć” Wstrząsająca lektura po którą warto sięgnąć ‘by być po właściwej stronie’

  • Daria

    Dla zainteresowanych pare ważnych tutułów:Strategia antylop, Nagość życia, Zwykły człowiek-Poul Rusesabagina,Ocalona aby mówić,Ocalony, Rwanda wczoraj i dziś, Dziś narysujemy śmierć.Naprawdę polecam, godne przeczytania, lecz ciężki kaliber.Filmy: Hotel Rwanda, Shooting dogs, Podając rękę diabłu,Czasami w kwietniu.Mam nadzieję, że po obejrzeniu odpowiednia refleksja da do myślenia.Pozdrawiam

  • masakra w Rwandze

    nawet nie jestem w stanie wyobrazic sobie tego okrucieństwa,czyta się i słucha tych dramatycznych historii jak scenariusza najstraszniejszego horroru. To wszystko wydarzyło sie prawie 17 lat temu, kiedy my normalnie funkcjonowaliśmy tam był dramat; niewyobrażalny.Szkoda tylko,że wielcy tego świata nie ruszyli na pomoc pewnie dlatego,że nie było w tym żadnego interesu przeliczanego na miliony dolarów.

  • arysto

    Straszne, po tysiackroc straszne !!!
    Jestem po lekturze ,,Ocalona aby mowic”, a ten zestaw precyzyjnie i na sucho podany i wyliczone okropnosci wbija w ziemie.
    Jednak dzis w Syri dzieje sie podobnie, gina tysiace ludzi, sa uchodzcy a swiat milczy.!!!!!

  • foster

    Do tej pory myślałam że to co było w “Hotelu Rwanda” jest straszne…

  • Paweł

    Wojtek, co ja Ci zrobiłem, że kazałeś mi to przeczytać?
    Taa, ale kto miał biznes w tym żeby to przerwać… więc masakra trwała… Prawdziwa ‘masakra’ a nie taka ‘masakra’ używana potocznie przez idiotów nie rozumiejących słów w jeżyku polskim, dla których spóźnienie autobusu to masakra……..

  • observ

    Trzeba by jeszcze napisać kto te maczety dostarczał i podburzał lud do mordów. Najznakomitsza EU (FRANCJA)

  • Adolf

    Zupełnie jak Wołyń tylko Wołyń to temat niepopularny

  • arnold

    Te wydarzenia w Ruandzie nie wzięły się znikąd. Ich przyczyną była, jak widać, utajona agresja ludzka. Ta agresja znalazła swe ujście. Przeraziła wielu. Ale jednocześnie nauczyła wielu. Stąd te wydarzenia nie były tylko złe – były także dobre pod tym względem, że przyniosły diagnozę społecznych chorób w Ruandzie.

    W Europie też już tak było jak w Ruandzie albo gorzej. Wymienię parę przykładów: Czechy od 17-go wieku są jak wojak Szwejk, a wcześniej byli naprawdę agresywni. Co ich zmieniło? Okrutna wojna 30-letnia. Francuzi są teraz uważani za tchórzy z białą flagą, a przecież mieli dawniej świetny oręż i dowódców (np. Napoleon). Co ich zmieniło? Bitwa nad Marną. To był horror zmieniający 1.5mln zdrowych i młodych mężczyzn we wraki człowieka (psychicznie i fizycznie). Przykładów jest mnóstwo. Stąd można powiedzieć, że w 1994 roku kosztem wielkiego horroru (ale nie większego niż to było w Europie), narodziła się dużo nowocześniejsza Ruanda. Może była bardziej pokojowa droga do osiągnięcia tego samego celu. A może też i nie.

  • agata

    Odpowiedzialni są wszyscy “wielcy” tego świata. Wszystkie głowy państw które wiedziały, a nic nie zrobiły. Mogły zrobić, cóż znaczy jeden żołnierz z karabinem maszynowym przeciwko dziesięciu mężczyznom z maczetami? Nie wierzę że nie wiedzieli. Czemu my mamy pretensje że nam nie pomogli jak nas niemcy przyszli zabijać? A my pomogliśmy Rwandzie?

  • Hat

    Przecież u nas było podobnie – rzeź wołyńska!!!

  • Asia

    To jest niewyobrażalne, że nikt nie zareagował.

  • Marcin

    Świat wiedział i nic nie powiedział… Tak samo na ludobójstwo Hutu w Burundi, w 1972

  • Ryszard

    Jestem emerytowanym komandosem, który przeżył wiele wojen, ale ta jest nie do opisania. To wszystko właśnie ja przeżyłem Kigali -Gikondo. Dzisiaj będąc światkiem w Trybunale Haskim ds. ludobójstwa w Rwandzie mogę powiedzieć jeszcze inne tematy.
    Chętnych – zapraszam.