image

Storytelling – zasady i przykład [Przekroczenie progu]

Storytelling – zasady i przykład

Moja pasja: storytelling – zasady i przykład zastosowany w artykule: „Bohater tęskni. Co czuje facet ruszający w świat? Opowieść z retrospekcją.”

Foto: Anton Croos


Każda historia ma swojego bohatera.

Nazywam się Wojciech Piestrak i będę bohaterem tej opowieści.
Ale nie daj się nabrać. Ta historia jest także o Tobie.

Jeśli kiedykolwiek odważyłeś się spełnić swoje marzenie – wiesz, że wtedy rozpoczyna się podróż. Dlatego nie daj się zwieść, że piszę o Sri Lance. Nie piszę nawet o podróżowaniu jako takim. Piszę o każdym wielkim marzeniu.

1. Bohater tęskni po raz pierwszy.

Zwykły dzień, zwykłe miasto gdzieś w Polsce.

Robiłem coś nudnego. Chyba myślałem, że muszę.
Za oknem padał śnieg. Ten rodzaj śniegu, który jeszcze w powietrzu zamienia się w chlapę.

– Mamy sto sześćdziesiąt pięć zadań w systemie. Wszystkie pilne. Serwer nie działa.

Miałem to gdzieś. Kompletnie.

Trzydzieści centymetrów nad moim biurkiem, na tablicy korkowej – wisiał stary bilet z mojej podróży dookoła świata.

Każde spojrzenie przywoływało myśl: Rok temu byłem w Argentynie. Albo w Himalajach. Piekłem chleb nad ogniskiem na Fidżi.

Zakosztowałem życia zupełnie innego niż to, które serwowała mi teraz rzeczywistość. Albo sam sobie serwowałem.

2. Bohater musi uratować świat.

W klasycznej opowieści na tym etapie pojawia się posłaniec, który spod dziurawego płaszcza wyciąga list. Wieści z daleka.

Bohater czyta, jego myśli stają sie jasne i już wie, że został wybrany. Ma uratować świat. Uratować własne życie. Ruszyć w wielką podróż w nieznane.

Moich posłańców były setki.
Przychodzili codziennie przez wiele miesięcy.

Czasami kryli się pod postacią ptaków – zamieniłem komputer i pracę na zawodowe obserwowanie pustułek i myszołowów.
Jeździłem po łąkach i lasach. Budziłem się przed świtem na polach pszenicy. Szumiało. Ptaki śpiewały, że można robić rzeczy zupełnie nietypowe.

Założyłem bloga. Codziennie nadpływaly listy. Od posłańców, którzy mówili, ze robię to dobrze. A potem napłynęły pieniądze od firm, z którymi na blogu współpracowałem. I zaproszenia do wystąpień na żywo.

Byli posłańcy, którzy śmiali się i płakali. Stałem na scenie i odpowiadałem im o przygodach, ludziach i świecie. Mówiłem o odwadze, miłości, marzeniach i szczęściu. Dawali mi swoje emocje. To najpiękniejsze, co może dostać mówca od publiczności.

A potem zabrałem posłańców na dalekie wyprawy. Uczyliśmy się od siebie. Mieliśmy w oczach radość i wspólnie odkrywaliśmy świat.
Wracałem z każdej wyprawy z myślą, że tak – to jest to, co chcę w życiu robić.

3. Bohater się waha.

Była noc.
Obok leżała cząstka elementarna.
Elementarna, najważniejsza cześć mnie. Kochała mnie tak, że bardziej nie można.
Spała zwinięta w kłębek, zupełnie bezbronna.

Za każdym razem, kiedy wyjeżdżam, cząstka elementarna zwija się w kłębek w pustym mieszkaniu. Tęskni. Tęsknota ściska serce.

4. Pojawia się mentor.

Był ranek.

– Cieszę się, że wyjeżdżasz. Będziesz robił coś niezwykłego. Coś co kochasz.

Nigdy bym nie wyjechał, gdyby nie nasze rozmowy. Oboje wierzymy, że świat jest wspaniały, otwarty i tajemniczy. Codziennie dzieją się cuda.

Ktoś dał nam kilkadziesiąt lat życia na Ziemi. I to my mamy zdecydować, jak je wykorzystać.

Niedługo nadejdą przygody bez zwijania się w kłębek.


– Bierzesz iPada?
– Czyli to za nim tęsknisz…
– Już nie. Mam internet w komórce.

5. Bohater przekracza próg.

Za oknem przesuwają się krajobrazy.
Uwielbiam ten stan.

Do głowy przychodzą pomysły. Nowe myśli, nowe otoczenie.
Podróż odmienia wszystko.

Nagle zapełniasz kartki setką niezwykłych planów. Dyktafon rozgrzewa się do czerwoności. Będziesz tęsknił, ale wrócisz z antidotum. Z magicznym eliksirem.

Paszport. Plecak. Buty.
Rozpoczyna się coś nowego.

Byłem nagi. Ale czy przekroczyłem granicę?

Są chwile, o których pamięta się całe życie.

Pierwsza randka.
Pierwszy pocałunek.
Pierwszy raz. Kiedy jesteś nagi i przekraczasz granicę, której jeszcze nigdy nie przekroczyłeś.


To wspomnienie pojawiło się znowu.
Nagość pomieszana z ekscytacją. Z robieniem czegoś naprawdę szalonego.

Jechaliśmy samochodem przez południową Słowację.
– Jak wtedy było?
– Naprawdę chcesz wiedzieć?
– Chcę wiedzieć o Tobie wszystko.

Poczułem skurcz w gardle. O pewnych rzeczach z przeszłości żonie się nie mówi.

– Był wieczór. Siedzieliśmy w samochodzie.
– Sami?
– W czwórkę.
– Ale w końcu byliście sami?
– Wyszliśmy z samochodu. Żeby znaleźć jakieś ustronne miejsce…
– … za drzewami?

Milczałem.
Drogą, którą teraz jechaliśmy, dawniej ciągnęły nad Balaton tłumy wczasowiczów z NRD. Żeby przez Węgry i Austrię uciec do Niemiec Zachodnich.

– Naprawdę byłeś nagi?
– Naprawdę. To, co zrobiliśmy, było zdecydowanie nielegalne.

Dotarliśmy do granicy słowacko-węgierskiej.
Most na Dunaju.
Ani śladu terminali granicznych z lat osiemdziesiątych.

– I już? Nie ma kontroli?
– Schengen.
– A wtedy?

Wtedy były kolejki. Kilka godzin czekania.
W upale i ciężkim, południowym zaduchu.

– Rozebrali Cię?
– Ubranie zostało w samochodzie. A my gdzieś tam w krzakach. Każdy ma swoje potrzeby.
– I wtedy…
– … wtedy nagle ruszyli. Był sygnał, że trzeba jechać.
– Tak bez Was?
– Zostałem nagi na ziemi niczyjej.
– Bez paszportu?
– Bez niczego.
– Ale przeszliście?
– Przenieśli mnie na stronę węgierską. Dwulatka łatwo przemycić. Niby socjalizm, a przekroczyłem granicę bez paszportu.
– Schengen. Pierwsza przekroczona granica.
– Druga. Pierwszą, z Czechosłowacją, przespałem.

Udostępnij i Komentuj
  • Natalia

    Ależ Ty ładnie piszesz. Po prostu. Mógłbyś pisać cokolwiek, a i tak bym się zachwyciła. A jak piszesz coś takiego to tym bardziej.

  • Dorota

    Powodzenia! :)