tutsi fot-lifeofathousandhills-2

Tutsi i Hutu – Konflikt w Rwandzie [Rwanda 1994]

Tutsi i Hutu – to nie plemiona

Wielu powtarza, że Tutsi i Hutu to plemiona. Nieprawda.

Od tysiąca lat istnieje jeden naród – Banyaruanda. Mówią tym samym językiem, wyznają tą samą religię (Tutsi i Hutu to katolicy), wyrośli w tej samej kulturze.

fot. lifeofathousandhills (Tutsi i Hutu)

Czytaj też: Ludobójstwo w Rwandzie

To Europejczycy orzekli, że Rwandę zamieszkują 3 plemiona:

  • Tutsi: jaśni, szczupli, wysocy, delikatni, inteligentni
  • Hutu: ciemni, krępi, niscy, twardzi
  • Twa: ciemni Pigmeje

Tutsi i Hutu nie różnią się wyglądem. Sami Rwandyjczycy nie odróżnią na ulicy, kto jest kim.

Czym więc są nazwy Tutsi i Hutu? Najlepiej pasują takie określenia:

  • klasy społeczne
  • warstwy feudalne
  • kasty


fot. lifeofathousandhills

Tutsi

Tutsi (Watussi) to mniejszość – 14% ludności Rwandy i Burundi. Przed ludobójstwem było ich 1,5 miliona. Zamordowano prawie milion. Tuż potem do Rwandy powrócili jednak uchodźcy z wcześniejszych pogromów – nikt nie wie, ilu ich jest obecnie.

Od wieków symbolem bogactwa, pozycji i władzy w Rwandzie była krowa.

Cóż to były za krowy! Największe rogi na świecie – 160cm rozpiętości, piękna czerwonawa sierść, potężne podgardle, wzrost większy od człowieka – to krowa Watussi, rwandyjska odmiana zebu. Nie były przeznaczone na mięso – ludzie pili ich mleko i krew.

Tutsi to posiadacze krów.

Każdy, kto je posiadał, był nazywany Tutsi – nie miało znaczenia pochodzenie i nie było to określenie na stałe. Tutsi można było się stać poprzez awans społeczny – kupno krowy lub małżeństwo.

Królem Rwandy był zawsze Tutsi (mwami). Podobnie otoczenie króla i arystokracja – bogaci, wykształceni Tutsi. To oni rządzili Rwandą.

Hutu

Hutu (Bahutu) stanowili większość – 85% ludności Rwandy i Burundi.

Przez wieki byli klasą niższą – pozbawioną władzy i majątku. Zajmowali się głównie rolnictwem, czasami dzierżawili krowy od Tutsi, ale nigdy nie byli ich właścicielami. Jeśli Hutu posiadali ziemię, musieli płacić daninę zarządcy Tutsi.

Status Hutu był też nadawany wszystkim ludom podbijanym przez Rwandę.

Twa

Jest jeszcze trzecia grupa ludności w Rwandzie – Pigmeje Twa (Batwa). Jest ich tylko ok 80 000, stanowią 1% mieszkańców Rwandy.

Podobno to oni osiedlili się tu jako pierwsi. Nie posiadali krów jak Tutsi, ale też ich nie wynajmowali jak Hutu.

Trudnili się myślistwem, produkowali garnki, kosze, zbierali miód w lesie. Wielu było parobkami na polach Hutu albo służącymi u Tutsi.

Tutsi, Hutu – warstwy feudalne

Struktura Tutsi / Hutu w Rwandzie przypominała europejski feudalizm.

Feudalizm w Europie – w uproszczeniu:

  • Senior / szlachcic przekazywał wasalowi / chłopu ziemię,
  • szlachta posiadała, chłopi pracowali,
  • chłopi płacili szlachcie za użytkowanie ziemi,
  • szlachta broniła kraju,
  • szlachta rządziła w państwie.

Feudalizm w Rwandzie:

  • Senior / Tutsi przekazywał wasalowi / Hutu krowy,
  • Tutsi posiadali, Hutu pracowali,
  • Hutu płacili Tutsi za wypożyczenie krowy,
  • Tutsi bronili swoich klientów Hutu,
  • Tutsi rządzili w państwie.

Rwanda – kolonia Niemiec

Rwanda była dla Europejczyków nieistotna – odległa, mała i biedna. Skolonizowali ją dopiero w 1885 roku. Właściwie to za dużo powiedziane – na Konferencji w Berlinie biali dyplomaci po prostu ustalili, że kraj będzie kolonią Niemiec. Rwandyjczyków nikt nie poinformował.

Niemcy niezbyt interesowali się swoją kolonią. Wcielili ją do Niemieckiej Afryki Wschodniej i utrzymywali w Rwandzie zaledwie 5 urzędników i 166 żołnierzy.

Do zarządzania krajem wykorzystali arystokrację Tutsi – którzy wydawali im się mniej czarni niż Hutu, czyli zapewne trochę lepsi. To był pierwszy sygnał do zaostrzenia podziałów.

Rwanda – kolonia Belgii

Po I wojnie światowej Rwanda i Burundi stały się protektoratem Belgii.

Obca kultura, spiski, niezrozumiałe zależności kastowe, grupy wpływów. Jak tu rządzić? Najłatwiej zgodnie z rzymską zasadą „dziel i rządź” – trzeba wykreować konflikt wewnętrzny w podbitym narodzie. Utrwalić nienawiść etniczną.

Belgowie wykorzystali podział społeczno-ekonomiczny Tutsi – Hutu – Twa. Zastosowali wzorce z Europy – teorię ras. Tak jak rasa aryjska miała być wyższa, a słowiańska niższa, tak teraz Tutsi mieli być rasą panów, a Hutu podludźmi.

Przy okazji utrwalił się mit, że Tutsi i Hutu to plemiona, a nie warstwy społeczne.

(Tutsi i Hutu w dowodach osobistych w Rwandzie)

Rasy Tutsi i Hutu

Belgowie przeprowadzili spis ludności i wprowadzili dowody osobiste z rubryką „ethnie” – Tutsi, Hutu lub Twa. Ale kto jest kim? Przecież ten podział był płynny.

Europejczycy uprościli sprawę. Jeśli ktoś miał więcej niż 10 krów – zostawał Tutsi, jeśli mniej – Hutu lub Twa. Wkrótce dodano kryterium antropologiczne. Belgijscy lekarze przebadali tysiące Rwandyjczyków. Mierzyli rozstaw oczu, obwód głowy, długość nosów, proporcje kończyn – jak nazistowscy lekarze w Europie. Aż w końcu ogłosili, kto jest Tutsi, a kto Hutu.

Dowody osobiste z rubryką „ethnie” odegrały decydującą rolę w czasie ludobójstwa – kosztowały życie milion Tutsi.

Tutsi, Hutu – raz na zawsze

Fundamentalną zmianą było to, że przynależność rasową ustalono raz na zawsze. Kupno krów nie oznaczało już awansu na Tutsi, a ubodzy Tutsi nie stawali się Hutu. Zamiany były bardzo rzadkie. Pojawił się wyraźny podział: my – oni.

Na każdym kroku Europejczycy podkreślali, kto jest lepszy, a kto gorszy. Mówili o tym misjonarze i urzędnicy. Utworzono szkoły z podziałem na klasy dla Tutsi i klasy dla Hutu.

Hutu u władzy

Ale na przełomie lat 50. i 60. XX wieku w Afryce nastąpiła fala dekolonizacji. Ambicje niepodległościowe mieli oczywiście przede wszystkim wykształceni, elitarni Tutsi.

Dlatego Belgowie zmienili taktykę. Z dnia na dzień przeszli na stronę Hutu, którymi łatwiej było rządzić. Teraz gorszymi stali się Tutsi. A Belgowie znowu podsycali nienawiść – tym razem przeciwko tym, których sami wykreowali jako lepszych.

W 1959 roku wybuchło powstanie Hutu. Chłopi ruszyli z maczetami na swoich panów Tutsi. Obalili króla, zrabowali stada i przeprowadzili wielką rzeź.

Zamordowano ponad 100 000 Tutsi. 150 000 uciekło za granicę – do Ugandy, Konga, Tanganiki i Burundi.

Wojna w Rwandzie – Dlaczego Hutu mordowali Tutsi? Przyczyny ludobójstwa

Konflikt w Rwandzie – brak ziemi

Wojna w Rwandzie zawsze toczyła się o ziemię. Rwanda jest najgęściej zaludnionym krajem Afryki.

W 2. połowie XX wieku nastąpiła prawdziwa eksplozja demograficzna. W ciągu 30 lat liczba mieszkańców wzrosła z 2,5 miliona do prawie 8 milionów.

Rwanda jest bardzo mała, a do tego połowę powierzchni zajmują góry, w których nie da się mieszkać. Wszędzie tłok, wszędzie ciasno. Zaczęło brakować miejsca.

Więcej ludzi oznaczało większe potrzeby. Stada należące do Tutsi potrzebowały pastwisk. Natomiast rolnicy Hutu potrzebowali nowych pól uprawnych, żeby wyżywić swoje rodziny.

Ziemia w Rwandzie jest licha i jałowa – miejscami tak cienka, że zmywa ją deszcz – w miejscach gdzie były pola Hutu, nagle zostaje tylko naga skała. A tu jeszcze Tutsi zaczynają odbierać chłopom ziemię.

Rewolucja Hutu 1959 r.

Do pierwszej wojny w Rwandzie pomiędzy Tutsi a Hutu doszło w 1959 r.

Podsycali ją Belgowie, którzy namawiali Hutu do odwetu za lata ucisku pod rządami Tutsi. Sami liczyli na utrzymanie wpływów, bo Hutu nie zależało na niepodległości.

Rozpoczęły się rzezie. Konflikt w Rwandzie kosztował wtedy życie 100 tysięcy ludzi. 150 tysięcy Tutsi uciekło za granicę – do Ugandy, Burundi, Tanganiki i Konga.

Rwanda tylko dla Hutu

W 1962 r. Belgia wycofała się z Rwandy. Władzę przejęli Hutu.

Upokorzeni Tutsi zaczęli organizować partyzantkę w obozach dla uchodźców rozmieszczonych dookoła kraju. Kilkukrotnie próbowali zaatakować. W 1963 r. uderzyli z sąsiedniego Burundi, palili wsie, mordowali. Ale armia Hutu odparła atak i w odwecie rozpętała kolejne masakry Tutsi. Zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

Wreszcie uchodźcy dali za wygraną. W kraju pozostało kilkaset tysięcy prześladowanych Tutsi, a za granicami dorastało pokolenie fifty-niners. Patrzyli z nizin na góry Rwandy i dostrzegali pasące się stada. Ich stada.

Burundi a wojna w Rwandzie

Do 1959 r. Rwanda i Burundi były jednym krajem. (Rwanda-Urundi) Wszystko tu jest podobne – krajobraz, ludzie, historia.

Ale podczas gdy w Rwandzie zwyciężyła chłopska rewolucja Hutu, w Burundi u władzy pozostali Tutsi. Od tej pory każda masakra Tutsi w Rwandzie wywoływała masakrę Hutu w Burundi i na odwrót.

W 1972r. Hutu z Burundi próbowali przeprowadzić rewolucję, ale przegrali. W odwecie Tutsi urządzili rzeź, w której zginęło ponad 100 000 Hutu. Nauczycieli i uczniów wywożono wprost ze szkół na egzekucje. Prawie milion uciekł do Rwandy. To doprowadziło do jeszcze większego kryzysu – jak w głodującym kraju wyżywić dodatkowe rzesze uchodźców?

Juvenal Habyarimana – prezydent Rwandy

W 1973 r. Juvenal Habyarimana, szef rwandyjskiej armii dokonał zamachu stanu i ogłosił się prezydentem. Zapanowały rządy silnej ręki. Zawieszono parlament, ograniczono konstytucję i wprowadzono system jednopartyjny. Członkami jedynej legalnej partii musiał być każdy obywatel od chwili urodzin.

Monopol na władzę miał szowinistyczny hutyjski klan Akazu. Krytyka była surowo karana, dyktatura bezwzględna. Dlatego nienawidzili jej nie tylko Tutsi, ale też wielu Hutu. Konflikt w Rwandzie nie był jedynie konfliktem etnicznym, ale też starciem między dyktaturą a demokracją.

Napięcia zwiększyły się jeszcze pod koniec lat 80., kiedy nasilił się kryzys gospodarczy, głódbezrobocie.

Tutsi w Ugandzie

Tymczasem w Ugandzie dorosło pokolenie synów uchodźców Tutsi z 1959 r. Widzieli nędzę i cierpienie rodziców, a do tego wyrastające tuż za granicą legendarne już wzgórza Rwandy i stada, które im odebrano. Żyli tylko jedna myślą – żeby powrócić do domu.

W Ugandzie od lat trwała wojna domowa przeciwko reżimowi – najpierw Idi Amina, a potem Miltona Obote. Do partyzantki zgłaszali się też młodzi Rwandyjczycy. Uczyli się walki, zdobywali broń.

Wreszcie założyli Rwandyjski Front Patriotyczny (RPF) i 1 października 1990 r. przekroczyli granicę Rwandy. Rozpoczęła się nowa wojna w Rwandzie – ofensywa partyzantów Tutsi, batalia żeby odzyskać kraj.

Wojna w Rwandzie 1990 – 1993r.

Władze Rwandy były całkowicie zaskoczone atakiem. 1,5 mln Hutu opuściło swoje domy, uciekając przed rebeliantami. Reżim Habyarimany rozpoczął w odwecie masakry ludności Tutsi. Ale armia Hutu była słaba i ponosiła dotkliwe straty. Rebelianci mieli otwartą drogę na Kigali.

Wszystko zmienił jeden telefon – prezydent Habyarimana poprosił o pomoc prezydenta Francji François Mitterranda.

Francja przysłała broń, amunicję, artylerię i moździerze. Przekazała też wsparcie finansowe oraz instruktorów dla rwandyjskiej armii. Reżimowi pomogły też Belgia i Zair. Wreszcie na lotnisko w Kigali przybyło kilkuset francuskich żołnierzy.

Partyzanci Tutsi nadal mieli przewagę, ale woleli nie ryzykować wojny z Francją. Zatrzymali się 30 km przed stolicą Rwandy.

Rozpoczął się straszny czas wyczekiwania – ni to pokoju, ni wojny. Zdeterminowani partyzanci RPF musieli nagle porzucić swoje nadzieje i marzenia. Natomiast reżim Hutu poczuł, że klęska jest blisko.

Wzmogła się nienawiść. Ludobójstwo zawisło w powietrzu.

fot. James Nachtwey (Wojna w Rwandzie)

Francja wspiera reżim Hutu

Dlaczego Francja wspierała w Rwandzie krwawy reżim Hutu?

Ryszard Kapuściński tłumaczy to tzw. kompleksem Faszody. W XIX wieku rozpoczął się wielki wyścig o kolonizację Afryki. Wielka Brytania i Francja rywalizowały w dziwnej konkurencji – chciały posiadać kolonie ułożone w linii prostej. Anglicy dążyli do ciągłości z północy na południe (z Kairu do Kapsztadu), a Francuzi z zachodu na wschód (z Dakaru do Dżibuti).

Linie te krzyżowały się w wiosce Faszoda w południowym Sudanie. Oba mocarstwa wysłały tam swoje oddziały – a w końcu zwyciężyła Anglia. Francja została upokorzona.

Odtąd – po dziś dzień – Francja prowadzi politykę wspierania krajów francuskojęzycznych. Kiedy gdzieś na świecie kraj anglojęzyczny zaatakuje kraj frankojęzyczny – Francja wspiera tych drugich.

Wojna w Rwandzie potwierdziła tą regułę – Tutsi zaatakowali frankojęzyczną Rwandę z terytorium anglojęzycznej Ugandy – a Francuzi zaoferowali pomoc.

Porozumienia z Aruszy

Wojna w Rwandzie zakończyła się po 3 latach. 4 sierpnia 1993 r. Organizacja Jedności Afrykańskiej, Francja i USA wymusiły na Habyarimanie podpisanie porozumienia z RFP.

Porozumienia z Aruszy dopuściły do władzy Tutsi. Władza prezydenta została ograniczona, wprowadzono system wielopartyjny i wolne media, a rząd miał składać się zarówno z Hutu, jak i z Tutsi. Uchodźcom zapewniono możliwość powrotu, armia rządowa i rebeliancka miały zostać połączone (40% Tutsi).

I to właśnie te kompromisowe ustalenia stały się bezpośrednią przyczyną tragedii. Dla ortodoksyjnego klanu Akazu była to zdrada. Zapadła decyzja o ostatecznym rozwiązaniu kwestii Tutsi.

fot. James Nachtwey (Wojna w Rwandzie)


Rwanda 1994 – Propaganda przeciwko Tutsi

Rwanda 1994: Ludobójstwo prawie miliona Tutsi w Rwandzie poprzedziła fala nienawistnej propagandy.

Od 1990r. media przygotowywały ludność Hutu do ostatecznego rozwiązania. Rzeź Tutsi miała być dokonana rękami zwykłych ludzi, sąsiadów – dlatego najpierw trzeba było wyprać im mózgi.

Tutsi – karaluchy

Podstawowy zabieg był prosty – Tutsi nie są ludźmi.

Zamiast „Tutsi” mówiono „inyenzi”, czyli karaluchy.To ohydne robactwo, brud, insekty, szkodniki – trzeba je wyplenić. Trzeba je zabić.

Żałosne ścierwo, zdrajcy, krwiopijcy, przybłędy, śmieci, źli, podstępni. Są niebezpieczni. Karaluchy trzeba rozdeptać.

W szkołach już od lat krzyczeli: Tutsi wstać! A do innych dzieci: Zapamiętajcie, jak wyglądają. Rządowe radio i prasa podsycały napięcie. Zapowiadały, że niedługo stanie się coś wielkiego.

fot. James Nachtwey, Rwanda 1994

Rwanda 1994 – Tutsi jak Żydzi w Europie

Wszystko przypominało propagandę przeciwko Żydom sprzed Holocaustu.

Ludobójstwo było możliwe, bo nienawiść kiełkowała w społeczeństwie od dziesięcioleci. Każdy wiedział, że Żydzi to pasożyty – mieli pieniądze, kamienice, posady, wyzyskiwali robotników, spiskowali. Tak samo Tutsi – knują, kombinują, zagrabili stada, władzę, pieniądze, wyzyskują Hutu i dążą do ich zagłady.

Zabijanie Tutsi jest nie tylko usprawiedliwione, ale to wręcz moralny obowiązek.

fot. Kigali Memorial

Radio Tysiąca Wzgórz

Podczas ludobójstwa mordercy Hutu w jednej ręce trzymali maczetę, a w drugiej odbiornik radiowy. Radio odegrało w Rwandzie decydującą rolę. Niewielu miało telewizor, a gazety mało kto czytał – radio było najważniejszym nośnikiem propagandy.

Stacją nienawiści było RTLM – Radio Télévision Libre des Mille Collines. Nazywali je radiem Maczeta. Należało do rodzinnego klanu prezydenta Juvénala Habyarimany i korzystało z państwowych nadajników Radia Rwanda.

RTLM otwarcie podżegało do mordowania Tutsi. Karaluchów. Podsycało nienawiść, podgrzewało napięcie i straszyło zagrożeniem z ich strony.

Radio kreowało w słuchaczach syndrom oblężonej twierdzy. Przepowiadano ostateczną inwazję rebeliantów Tutsi oraz zemstę, która zmiecie Hutu z powierzchni ziemi. Wbijano im do głowy, że jeżeli chcą przetrwać, muszą mordować Tutsi.

„Od Ugandy idą karaluchy! Idą węże! Zabiorą nam ziemię! Zgwałcą kobiety! Wytłuką nas!” (cyt. Wojciech Tochman)

Podżegano do mordowania nie tylko Tutsi, ale też Belgów, żołnierzy ONZ i tych Hutu, którzy nie chcieli zabijać.

RTLM było pierwszą stacją w Rwandzie, która trafiała do prostych, niewykształconych ludzi. Mówiono zwykłym, zrozumiałym językiem, było dużo muzyki, wypowiedzi słuchaczy na żywo. Celem było pozyskanie młodych mężczyzn, którzy potem stanowili trzon bojówek Hutu.

fot. James Nachtwey, Rwanda 1994

Ściąć Wysokie Drzewa

6 kwietnia 1994 r. po zamordowaniu prezydenta Habyarimany radio nadało komunikat: „Ściąć wysokie drzewa!” Był to sygnał do rozpoczęcia rzezi.

Od tej chwili radio stało się centrum informacyjnym dla morderców Hutu. Odczytywano listę Tutsi i podawano ich adresy. Bojówki Interahamwe pojawiały się na miejscu w kilka minut i dokonywały masakry. Dzień i noc RTLM nadawał apel: „Groby Tutsi są pełne dopiero w połowie. Wypełnijcie je do końca!”

Zachód doskonale wiedział o Radiu Tysiąca Wzgórz. Amerykanie chcieli je nawet siłą zamknąć, ale zrezygnowano z tego pomysłu. Uznano to za pogwałcenie wolności słowa.

Radio Rwanda 1994 i gazeta Kangura

Rządowe Radio Rwanda w 1994 r. pełniło podobną rolę jak RTLM. Przed początkiem ludobójstwa było trochę mniej wyraziste, ale po rozpoczęciu rzezi gorliwie namawiało do morderstw.

Obie stacje nadawały w 2 językach – w Kinyarwanda i po francusku. Audycje francuskojęzyczne były z zasady łagodniejsze – żeby nie narazić się opinii międzynarodowej.

Propaganda przeciwko Tutsi rozkręcała się przez 4 lata. Pierwsza była rządowa gazeta „Kangura” – pełna nienawistnych tekstów, komiksów i karykatur. To ona opublikowała „10 przykazań Hutu”.

fot. surplusknowledge.com

10 przykazań Hutu

W skrócie:

  1. Kobieta Tutsi to szpieg.
  2. Tylko kobiety Hutu są dobre jako żony i matki.
  3. Kobieto Hutu – pilnuj swoich mężów, braci i synów.
  4. Każdy Tutsi jest nieuczciwy w interesach.
  5. Cała władza dla Hutu – polityczna, administracyjna, ekonomiczna, wojskowa i policyjna.
  6. Edukacja tylko dla Hutu.
  7. Armia Rwandy – wyłącznie dla Hutu.
  8. Hutu nie mogą litować się nad Tutsi.
  9. Hutu muszą działać jednomyślnie.
  10. Ideologia Hutu musi być nauczana na każdym poziomie edukacji.

Hutu był uznawany za zdrajcę, jeśli:

  • ożenił się kobietą Tutsi,
  • przyjaźnił się z Tutsi,
  • zatrudniał ich,
  • pomagał Tutsi,
  • założył z nimi spółkę,
  • robił z nimi interesy.

A jeśli nie chciał być zdrajcą, musiał zabijać. Karaluchy.

fot. survivorsnetworks.blogspot.com, Rwanda 1994

Nagość życia

Na podstawie książki „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”,
Jean Hatzfeld – ludobójstwo w Rwandzie, fot. „Nagość życia”.

Rwanda: Nagość życia

Po zestrzeleniu prezydenckiego samolotu na ulicach Rwandy zapanował chaos. Żołnierze strzelali do ludzi. Ale szybko przekonali się, że nie trzeba marnować kul – rozochocone bojówki interahamwe same rzuciły się do eksterminacji Tutsi. Rwanda spłynęła krwią.

W miastach pojawiły się białe wozy pancerne, a w nich biali żołnierze sił ONZ. Interahamwe byli przerażeni – to był jeszcze moment, w którym można było zatrzymać rozlew krwi. Ale biali żołnierze przyjechali tylko po białe pielęgniarki, księży i zakonnice – i nie zatrzymali się nawet na chwilę. Wśród bojówek Hutu zapanowała euforia.

Ludobójstwo Tutsi w kościołach

Tysiące Tutsi schroniło się w kościołach. W ciągu poprzednich 40 lat wielokrotnie dochodziło do masakr – i wtedy zawsze ucieczka do kościoła zapewniała ocalenie życia. Tym razem było inaczej.

W Nyamacie rozradowani interahamwe granatami zburzyli bramę, potem wtargnęli do kościołów i poćwiartowali maczetami ludzi. Ścinali na oślep, dźgali dzidami, w szale uderzali gdzie popadnie. Małe dzieci palili żywcem przed drzwiami kościoła. Niemowlęta rozbijali o ścianę. Na początku był wielki krzyk, a potem zapadła cisza. Tutsi zaczęli umierać bez słowa protestu.

Ludobójstwo w Rwandzie

W ciągu 2 dni interahamwe zamordowali 5000 osób w kościele Nyamacie i 5000 osób w kościele N’tarama. W Nyamacie spychali ciała spychaczami do wielkiego rowy – niektórzy Tutsi jeszcze żyli. W szpitalu położniczym zamordowali ponad 300 kobiet i niemowląt.

Kiedy skończyli, ruszyli za pozostałymi Tutsi, którzy usiłowali schronić się w lesie i na bagnach. Zabójcy byli uzbrojeni w maczety, dzidy i pałki nabite gwoździami.

Hutu polują na Tutsi

Polowali na Tutsi od godziny 9 do 16:30. Przychodzili nieco później tylko wtedy, gdy padał mocny deszcz. Śpiewali, gwizdali i walili w bębny – panowała powszechna radość, że przez cały dzień będą zabijać karaluchy.

Zabójcy Hutu przychodzili na bagna jak do pracy. Ludobójstwo w Rwandzie było świetnie zorganizowane, spokojne i systematyczne.

Rwanda: bagna

Przed ludobójstwem nikt nie odważył się zapuszczać na bagna. Teraz stały się one strefą oczekiwania na śmierć. Po kilku dniach nie zadawali już sobie pytania, dlaczego muszą umrzeć.

Codziennie rano Tutsi ukrywali najpierw dzieci – po dwa, trzy pod papirusami. Mówili im, żeby siedziały cicho jak rybki w jeziorach, żeby nie płakały i nie wychodziły. I nie płakały. Potem przykrywali liśćmi tych, którzy nie mieli już sił schować się samemu.

Kiedy nadchodzili interahamwe, Tutsi zanurzali się w bagnie. Leżeli po głowę w błocie pośród węży, nad nimi unosiły się chmary malarycznych komarów. I tak przez 3 miesiące – ale tylko jeśli udawało się przeżyć.

Nagość życia

Nad bagnami unosił się zapach rozkładających się trupów i krwi – to było silniejsze niż zapach mułu. Tutsi chowali się małymi grupkami, ale obowiązywała jednak zasada „każdy za siebie”.

Na początku często udawał się Hutu podstęp w stylu „Możesz wyjść, widzę Cię”. Najgorzej, jeśli ofiara znała oprawcę – wtedy wierzyła, że znajomy ją uratuje. A ten ścinał maczetą.

Ludobójstwo w Rwandzie

Wieczorem rozlegał się gwizdek – na dzisiaj koniec zabijania – interahamwe spieszyli się rabować opuszczone parcele. Wyczerpani Tutsi błądzili nocą po polach i opuszczonych domach, żeby znaleźć cokolwiek do jedzenia. Poili dzieci bagienną wodą zabarwioną krwią.

Początkowo ukrywający się pomiędzy papirusami Tutsi liczyli na to, że nadejdzie pomoc – że świat nie pozwoli na ludobójstwo w Rwandzie. Potem nie liczyli już na nic, chcieli tylko doczekać kolejnego dnia. A kiedy dopadała ich maczeta, umierali bez słowa.

Kiedy żołnierze FPR zatrzymali w końcu ludobójstwo w Rwandzie, wyzwoliciele nawoływali ocalałych ze skraju bagien. Żaden Tutsi nie chciał się podnieść – to mógł być kolejny podstęp interahamwe.

Jean Hatzfeld – „Nagość życia”

„Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy.” to pierwsza część trylogii Jeana Hatzfelda, opisująca ludobójstwo w Rwandzie. Napisana w 6 lat po tamtych wydarzeniach, zawiera opisy rzezi z perspektywy cudem ocalałych Tutsi.

Sezon maczet

Na podstawie książki „Nagość życia. Opowieści z bagien Rwandy”,
Jean Hatzfeld – ludobójstwo w Rwandzie, fot. „Nagość życia”.

Rwanda: Sezon maczet

Bojówkarze z interahamwe oraz zwykli rolnicy Hutu zabijali sąsiadów codziennie od godziny 9 do 16:30. W powiecie Nyamata zginęło 50 000 z 59 000 Tutsi. Hutu było 60 000.

Prawie żaden z morderców nie miał wcześniej zatargów z sąsiadami Tutsi. Pozdrawiali się w drodze na targ, pili razem piwo. Aż tu nagle władze oświadczyły, że ich zadaniem jest zabić bez wyjątku wszystkich Tutsi – kobiety, mężczyzn, starców, dzieci i niemowlęta.

Ludobójstwo w Rwandzie

Wszyscy mężczyźni Hutu mieli obowiązek zabijać. Jeśli ktoś nie chciał brać udziału w rzeziach, był natychmiast szykanowany. Trzeba się było wykazać. Jeśli ktoś się ociągał, musiał za karę dobijać rannych albo mordować znajomych na oczach kolegów.

W pierwszych dniach bojówkarze interahamwe wywierali presję na zwykłych mieszkańców, popychali ich do zabijania, objaśniali technikę zadawania ciosów. Ale potem nadzór nie był już potrzebny bo zwyczajni ludzie zabijali sami, weszło im to w nawyk.

Tutsi i Hutu

Wielu Hutu zamordowało swoje własne żony Tutsi oraz dzieci – żeby pokazać, że są dobrymi Hutu. Ścinali ich w otwartych drzwiach domów, żeby wszyscy widzieli.

Podczas pościgów za Tutsi można było się ociągać, trochę udawać, zostawać z tyłu. Ale zawsze trzeba pokazać, że działa się w grupie. Pozostanie w wiosce oznaczało bardzo wysokie grzywny albo łapówki.

Rwanda tylko dla Hutu

Dzień w dzień, w dni powszednie i w niedzielę, przez 3 miesiące zwyczajni Hutu od 9 do 16:30 polowali na swoich sąsiadów Tutsi.

Każdego ranka jedli pożywne szaszłyki z mięsa krów, które zabrali Tutsi. Potem wszyscy mężczyźni gromadzili się na boisku. Otrzymywali wskazówki co do polowania i plan na kolejny dzień. Dzielili się na grupy, a potem ze śpiewem na ustach szli zabijać.

Sezon maczet

Zadaniem najstarszych Hutu było krążenie za dnia po wioskach i zabijanie ukrywających się w nich Tutsi. Strzelali do nich z łuku. Wiele dzieci również zabijało. Ojcowie uczyli swoich synów ścinać ludzi maczetą. Nawet najmniejsze dzieci Hutu oglądały publiczne egzekucje.

Zabijanie było wciągające – to była nowa rozrywka. Nie traktowano tego poważnie – nie jak zabijanie ludzi, tylko jak pozbywanie się karaluchów.

Zresztą nie było w tym nic trudnego – na początku Hutu zabijali matki z niemowlętami i starców, potem dzieci i kobiety, a kiedy przyszła kolej na sprawniejszych mężczyzn, ci wyczerpani ucieczką nie mieli już sił się bronić.

Rwanda 1994

Od początku ludobójstwa rolnicy Hutu porzucili swoją pracę na polach. Znacznie bardziej opłacalna była „praca” przy zabijaniu. Nie trzeba było plewić upraw ani martwić się suszą.

Mężczyźni ścinali Tutsi na bagnach, a w tym czasie kobiety plądrowały domy. Rabowały wszystko – pieniądze, naczynia, tkaniny, ubrania.

Hutu zdzierali ubrania z ofiar, żeby je sobie przywłaszczyć. Szukali pieniędzy, nawet w bieliźnie trupów. Palili wszystkie albumy ze zdjęciami Tutsi – żeby wymazać ich lud z pamięci raz na zawsze.

Masakra w Rwandzie

Czasami miejscowych rolników Hutu wspierały wyszkolone bojówki interahamwe. Zapuszczali się wtedy daleko na bagna, nie było przerwy na obiad – w wielkich akcjach ginęło mnóstwo Tutsi.

Zabójcy Hutu nigdy nie chowali ciał zabitych. Nikt się tym nie przejmował, a poza tym w razie posądzenia o oszustwo, trzeba było zaprowadzić interahamwe do ofiar, które się zabiło.

Sezon maczet

Może zastanawiać, skąd zabójcy wiedzieli, że ofiary to Tutsi, skoro mimo pewnych różnic, obie grupy są jednak fizycznie podobne. Odpowiedź jest prosta – znali swoje ofiary, zabijali sąsiadów.

Niektórzy Hutu ukrywali Tutsi za pieniądze. Ale kiedy ci nie mieli już czym zapłacić, ginęli od maczet. Niektórzy trzymali w domu dziewczyny Tutsi i traktowali je jako seksualne niewolnice. A potem oddawali je kolegom, aby je ścięli.

Hutu

Wieczorami Hutu urządzali uczty. Zarzynali krowy, które należały do Tutsi, piekli na ulicach mięso, wcześniej widywane tylko w święta, a które teraz stało się codziennym pożywieniem.

Panowała radosna atmosfera, cena alkoholu wzrosła 5-krotnie. Mordercy dużo pili – co paradoksalnie spowolniło nieco rzezie, bo po długiej nocnej zabawie nie mieli już tyle sił do zabijania. Ale rano stawiali się w kolumnach trzeźwi – i zabijali w spokoju, systematycznie, według planu.

Rwanda: Dzielenie łupów

Wieczorem trzeba było złożyć sprawozdanie szefowi grupy – ilu Tutsi danego dnia się zabiło. Potem rozdzielano łupy. Zabijanie było bardzo intratne. Ci, którzy wczoraj byli biedakami, dziś nie liczyli się już z pieniędzmi.

Co zaradniejsi skupowali za bezcen wartościowe towary, którymi chcieli handlować, gdy już wszystko się skończy – gromadzili odbiorniki radiowe, rowery, okna, blachy na pokrycie dachów. Najcenniejszymi łupami były parcele i plantacje bananowców.

Ludobójstwo w Rwandzie

Niewiele brakowało, a ludobójstwo w Rwandzie zostałoby doprowadzone do końca. Hutu byli na to w pełni zdecydowani. Wydano rozkaz, żeby przyspieszyć tempo zabijania – żeby zdążyć wymordować wszystkich Tutsi przed przybyciem oddziałów FPR.

Gdyby koniec mordów nastąpił tydzień później, w lasach i na bagnach koło Nyamaty nie przeżyłby już żaden Tutsi.

Jean Hatzfeld – „Sezon maczet”

„Sezon maczet” to druga część trylogii Jeana Hatzfelda, który opisuje ludobójstwo w Rwandzie. Zawiera relacje dziesięciu morderców, którzy codziennie przez prawie 100 dni zabijali maczetami swoich sąsiadów Tutsi.

Czytaj też: Ludobójstwo w Rwandzie

Udostępnij i Komentuj
  • Ola

    Bardzo dziekuje za ten artykul. W Indiach jest podobnie jesli chodzi o przynaleznosc do roznych grup i wyglad zewnetrzny. Spotyka sie ludzi o przeroznych odcieniach skory, od karnacji przypominajacej europejska po autentyczne plemiona afrykanskie przybyle prawdopodobnie z Madagaskaru i od dawna zamieszkujace pd Indii. Ktos moze miec jasniejsza skore, bo mieszka na pn albo jest z rodziny powiedzmy intelektualistow od pokolen. Mieszkancy pd maja bardziej krecone wlosy, ciemniejszaq karnecje, naleza do innej rodziny jezykowej i lubia hindii jak my (albo i Wegrzy) rosyjski w szkole:) Ludzie pracujacy na sloncu jak rolnicy maja male szanse chronic sie przed sloncem. Szuka sie panien na wydaniu o jasniejszej skorze, bo kojarzone to jest z wyzszym statusem spolecznym, ktory wiaze sie z tym mozliwoscia lepszego chronienia sie przed sloncem.
    Poniewaz funkcjonuje cos takiego jak ‘punkty za pochodzenie’ przy dostawaniu sie na studia i do pracy panstwowej (uznawanej za lepsza), pojawily sie grupy spoleczne, ktore ‘zalatwily’ sobie status ‘kasty uposledzonej’, mimo ze tak naprawde nie maja podstaw lub pozostala czesc ich spolecznosci takiego statusu nie posiada.
    Istnieje tam mnostwo roznych grup etnicznych, czesciowo przemieszanych geograficznie, na ogromnym obszarze i trudno to ogarnac, uzmyslowic sobie bez blizszego zetkniecia sie z ta czescia swiata. Jesli ktos uogolnia opinie o calym narodzie na podstawie spotkania z jednym Hindusem, lub jakas grupa mieszkajaca na emigracji (to tez duzo zmienia) to tak jakby mowil o jednym ‘Europejczyku’ starajac sie opisac np. Polaka-Gorala/Slazaka/Kaszuba, Francuza z lepszej/gorszej dzielnicy Paryza i Czecha z Pragi/Wiednia. To wspaniale, ze ludzie sa tak rozni, mamy przez to przebogate, wspaniale tradycje, sztuke, jezyki. Szkoda, ze wciaz sie pojawiaja ludzie, ktorzy dziela, kloca ludzi dla wlasnych korzysci. Na szczesci coraz wiecej ludzi zdaje sobie sprawe z tego, ze woli pokoj, wspolprace, uczenie sie od innych. W takim duchu Afryka moze rozwiazac swoje problemy, jest to bardzo bogaty kontynent. Podoba mi sie teoria, ze nie przez przypadek ogromna biblioteka znajdowala sie w Aleksandrii, na pn Afryki, bo gromadzila wiedze, ktora tworzyla sie i rozwijala w glebi ladu. Byc moze bylo to tak jak z buddyzmem, ktory w najbardziej nam znanej formie powstal w Indiach i dzieki uczniom Siakjamuniego dotarl to Japonii przeradzajac sie w Zen, po drodze przybierajac przerozne formy w roznych krajach. Przed Siakjamunim bylo jeszcze czterech Buddow w Tybecie ale o nich wiemy mniej. Ponowne wprowadzenie buddyzmu do Tybetu nastapilo w VII w. kiedy to mieli wybor miedzy hinduska ksiezniczka a chinska i wplywami jednego z tych panstw. Wybrali buddyzm hinduski. To wszystko pokazuje jak skomplikowane sa losy naszej cywilizacji.

  • ninqa

    Indie są o wiele większe od Rwandy i sytuacja jaka była w Rwandzie nie jest porównywalna.
    Osobiście uważam, że jednym z największych grzechów ludzkości jest nadawanie wszystkiemu wartości.
    Co do przynależności mieszkańców Rwandy.
    Afryka jest kontynentem zamieszkiwanym przez liczne grupy etniczne, i jest naturalnym określanie swojej przynależności do którejś z grup. W Rwandzie były obserwowane zaledwie trzy grupy, zróżnicowane pod względem prac które wykonywali, wyglądu, i majątku. Nie jest prawdą, że nie różnili się fizycznie, wystarczy przejrzeć kilkadziesiąt zdjęć, oswoić się z wyglądem jakże różnym od naszego(słowiańskiego) i te różnice zaczynają być od razu widoczne. Wiele by można pisać o przyczynach ludobójstwa, ja coraz bardziej zagłębiając się w ten temat dochodzę do wniosku, że ludobójstwo leży w naturze ludzkiej, ponieważ bez względu na pochodzenie oraz rasę do masakr dochodziło praktycznie wszędzie na przestrzeni wieków i zapewne będzie do takich zbrodni dochodzić dalej. Trzeba sobie wyobrazić jaki nastrój panował w 1994 roku w Rwandzie, ile nienawiści i goryczy było w ludziach. Ten niewielki kraj po środku afryki gdzie ponad 400 mieszkańców przypada na kilometr kwadratowy, każdy szuka miejsca dla siebie obciążając winą za swój dyskomfort i biedę swojego sąsiada Tutsi. Kiedy pyta się oprawce skąd tyle w nim nienawiści do tych niewinnych ludzi najczęściej odpowiada, że wyssał ją z mlekiem matki. To przecież Tutsi byli naszymi królami, to ich krowy zadeptują nasze pola, to oni mają gładszą skórę i spoglądają na nas z góry(ze względu na to, że są wyżsi).