Nepal - Katmandu - Himalaje - komunizm - Maoiści - strajk generalny - rewolucja - sierp i młot - czerwona gwiazda

Wycieczka do Nepalu. Indie, Sikkim, Himalaje

Wycieczka do Nepalu

Czerwieniało. Na ulicach pojawiły się flagi i transparenty, ściany domów pokryły się czerwonymi plakatami z sierpem i młotem. Na niektórych widniały podobizny Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina, a ponad nimi portrety Mao Tse Tsunga. Na wszystkich rzucała się w oczy data: 1 maja. Nasza wycieczka do Nepalu zamieniała się w zupełnie nieprzewidzianą przygodę…

Komunizm w Nepalu

Jeśli ktoś wybrał się w tych dniach na wycieczkę po okolicznych wzgórzach, mógł spotkać dzieci wałęsające się po ścieżkach lub bawiące się gdzieś powyżej pól. Od kilku dni szkoły były zamknięte, a wiele z nich zostało zajętych przez uzbrojonych mężczyzn w czerwonych bandanach. Dzieciom podobały się te dodatkowe wakacje, ale uczniowie starszych klas chodzili mocno zaniepokojeni. Mieli właśnie przystępować do końcowych egzaminów, od których zależały ich studia i późniejsze życie.

Nepal – Maoiści

Maoiści z całego kraju zmierzali do stolicy i do głównych miast. Zajmowali hale, fabryki i stadiony, w których czekali w gotowości na majowy świt. Armia i policja też przygotowywały się do starcia. Przed ważnymi budynkami ustawiano worki z piaskiem i stanowiska karabinów maszynowych. Wzmogły się wojskowe kontrole na drogach, ale mimo to czerwony potok zalewał kraj.

Nepal – Strajk generalny

Na 1. maja Maoiści zapowiedzieli wielkie demonstracje na ulicach wszystkich miast. Następnego dnia miał zacząć się strajk generalny – paraliżujący kraj, bezterminowy i ostateczny, prowadzący do ustąpienia premiera i przejęcia władzy.

Krótka historia komunizmu w Nepalu

Przez kilkaset lat Nepal był dumnym, himalajskim królestwem. Nie dał się podbić Brytyjczykom ani Chińczykom. Żeby odróżnić się od Indii wprowadził nawet własną strefę czasową – 15 minut przed czasem w New Delhi. Był biedny, ale samodzielny.

Bieda jednak w końcu dała pożywkę ideologii i rozpoczęła się komunistyczna rebelia, w której zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Maoistowska partyzantka zastraszała kraj, aż do niespodziewanego zwycięstwa wyborczego w 2006 r. Ministerialne teki zastąpiły karabiny, a ostatni król Nepalu abdykował pozostawiając kraj republiką.

Po trzech latach pojawiły się jednak intrygi i niesnaski, a po nieplanowanym zwolnieniu szefa armii Maoiści wyszli z koalicji i wrócili na swoje partyzanckie stanowiska. Teraz żądli możliwości utworzenia rządu, ustąpienia władz i wielkich zmian w konstytucji. Nie spoczną, dopóki tego nie otrzymają.

Wycieczka Indie, Nepal – miały być Himalaje

Mieliśmy jechać do parku narodowego Chitwan. Tam czekały na nas nosorożce i tygrysy, które mieliśmy oglądać z grzbietu słonia, a potem pozwolić się polewać słoniowi wodą podczas jego kąpieli w rzece. Później mieliśmy jechać do Pokhary, by rozkoszować się widokiem ośnieżonych Himalajów z Annapurną na czele. W nocy z 28. na 29. kwietnia uświadomiliśmy sobie jednak, że nigdzie nie pojedziemy. Czekało nas kilkanaście dni w oblężonym Kathmandu, w pokoju Raja, bez prądu i wody.

Rewolucja – paraliż totalny

Miał zamrzeć całkowicie ruch na drogach, nie tylko transport dalekobieżny, ale też miejscowe tuk-tuki, riksze, autobusy, taksówki i samochody prywatne. Wszystkie sklepy, firmy i zakłady miały być zamknięte, a czarnorynkowe ceny miały iść w górę wielokrotnie. Wszędzie trzebaby iść pieszo, a przy tym nie rzucać się w oczy na ulicach kontrolowanych przez Maoistów. Byłoby niebezpiecznie.

Wyjazd do Indii z Nepalu

W końcu skończyłaby się nam ważność nepalskich wiz. Jeżeli urząd imigracyjny w ogóle nadal by pracował, musielibyśmy jakoś je przedłużyć. Moglibyśmy też przemknąć pieszo na lotnisko i poświęcić resztę naszych rocznych funduszy na wylot z kraju. Była jeszcze jedna iluzoryczna szansa – natychmiastowy wyjazd do Indii, ale do tego brakowało nam w paszportach indyjskich wiz.

Wycieczka Indie / Nepal

W czasie naszej podróży dookoła świata trafiliśmy do Nepalu. Chcieliśmy pochodzić po niższych partiach Himalajów, poczuć przestrzeń i potęgę gór. Byliśmy wcześniej w Tybecie i pod Mount Everest i wiedzieliśmy, że będzie pięknie.

Ale nie dane było nam zobaczyć szczytu Annapurny. Trafiliśmy na nepalską rewolucję Maoistów – na ulicach wznoszono barykady, a krajem miał zawładnąć paraliż. Musieliśmy zwiewać czym prędzej. Jedyna droga: do Indii.

Wizy do Indii w Nepalu

Indembassy w Kathmandu działa wolno i rygorystycznie – wydanie wiz trwa aż do 2 tygodni i wymaga to co najmniej 3 wizyt w ambasadzie, połączonych z wielogodzinnym wyczekiwaniem w bardzo długich kolejkach i świadomością, że na pewno nie wszyscy interesanci zostaną danego dnia przyjęci.

W międzyczasie wysyłane jest do ambasady w Warszawie zapytanie o brak przeszkód do wydania wizy, potem jest oczekiwanie na odpowiedź, składanie rozmaitych wniosków i dobra lub zła wola urzędnika wyznaczającego termin kolejnej wizyty.

Zdążyć przed rewolucją

Naszą drugą wizytę wyznaczono na piątek 30 kwietnia. Gdyby była już wtedy odpowiedź z Warszawy, a my bylibyśmy pierwsi w kolejce i trzecią wizytę zaliczyli jeszcze tego samego dnia, mielibyśmy wizy w piątek ok 19. Za późno. Do granicy jedzie się 10 godzin, autobusy już w nocy nie jeżdżą, a strajk zaczyna się w sobotę.

Wizy do Indii – dzień ostatniej szansy

Było już dobrze po północy, kiedy skończyliśmy pakować przy świecach nasze plecaki, starając się omijać Raja, naszego nepalskiego kolegę, który majaczył w gorączce po zjedzeniu czegoś niestrawnego. Postanowiliśmy natychmiast przenieść się do hostelu w centrum, bliżej ambasady i autobusów.

Yak & Yeti

Wstaliśmy o 4 rano, a o 6 staliśmy już pierwsi pod bramą Indembassy. Zaprzyjaźniliśmy się ze strażnikiem i czytaliśmy w najświeższych gazetach o trudnych politycznych negocjacjach w hotelu „Yak & Yeti„.

O 11 podeszliśmy do okienka, zastanawiając się, którą nogą urzędnik dzisiaj wstał z łóżka. Odpowiedzi z Warszawy jeszcze nie było, ale reszta przebiegła po naszej myśli. Udało się przeskoczyć wszystkie biurokratyczne procedury i jeszcze tego samego dnia wieczorem mieliśmy w paszportach wizy, a w kieszeniach bilety do granicy.

Ostatni autobus do Indii

Rano wsiedliśmy do ostatniego autobusu do Indii. Obok siedzenia Asi gdakała w koszyku kura, a my przez szyby obserwowaliśmy wojskowe kontrole i czerwone sztandary na zajmowanych przez Maoistów obiektach. 150 km pokonaliśmy w standardowe 10 godzin.

Katmandu – paraliż generalny

Strajk generalny trwał 8 dni. Cały kraj został sparaliżowany, dokładnie tak, jak przewidywano. Zamarł transport, a tysiące turystów zostało zmuszonych do koczowania w hotelach. Partyzanckie rządy uzbrojonych Maoistów na ulicach miast przebiegły pokojowo, a jedyne strzał w powietrze oddała policja w celu rozpędzenia demonstracji przeciwników strajku.

Całość zakończyła się kompromisem, który jednak pewnie nie przetrwa zbyt długo. Rok 2011 ogłoszono w Nepalu rokiem turystyki, a Maoiści już zapowiedzieli, że nie wpuszczą żadnego turysty na górskie szlaki. Kraj, który czerpie z turystyki 40% swojego PKB może tego nie przetrwać.

Sikkim

Skoro nie udało się w Nepalu – postanowiliśmy odwiedzić Himalaje w Indiach – a dokładniej: maleńki stan na północnym wschodzie Indii: Sikkim.

Sikkimu nie widać na mapach. Kiedy patrzy się na tę część świata, widać Nepal, Bhutan, Chiny, a pomiędzy nimi kawałek Indii, wciśnięty niczym klin. A jednak Sikkim istnieje, ukrywa się wśród gór i przyciąga swoją odrębnością. Chociaż jest się teoretycznie cały czas w Indiach, żeby wjechać do Sikkimu trzeba przekroczyć regularną granicę, podać celnikom paszporty i specjalne pozwolenia na podróż do tego kraju. Dostaje się pieczątki i coś w rodzaju wizy.

Sikkim – kraj, którego nie ma

Do 1975r. Sikkim był niepodległym królestwem. Silne napięcia w regionie i groźba chińskiego najazdu spowodowały jednak wzajemne zbliżenie Sikkimu i Indii. Małe królestwo stało się indyjskim stanem, ale zachowało szeroką autonomię i specjalne względy New Delhi, któremu bardzo zależało na sikkimskiej przychylności.

Indie czy nie Indie?

Kiedy jest się w Sikkimie, nie ma się żadnych wątpliwości, że to oddzielna kraina. Jest czysto, a niespotykane w tej części świata wynalazki – kosze na śmieci – są tu powszechne. Plastikowe woreczki są zakazane, a zamiast nich do pakowania towarów używa się papieru. Uliczne przekąski podawane są w jednorazowych miseczkach ze sprasowanych liści, a napoje w jednorazowych glinianych kubeczkach i dzbanach. Ludzie przypominają wyglądem mieszkańców Dalekiego Wschodu, zamiast hinduizmu wyznają buddyzm i w większości dobrze mówią po angielsku.

Korona Himalajów za oknem

Sikkim zajmuje bardzo niewielki obszar, ale niesamowicie kręte drogi sprawiają, że podróż między wioskami położonymi na przeciwległych stokach doliny i odległych o 30km może trwać np. pięć godzin. Porusza się tu właściwie wyłącznie dużymi jeepami, które sprawdzają się na krętych wertepach znacznie lepiej niż autobusy. Podróżuje nimi zawsze co najmniej o trzech pasażerów więcej niż powinno, choć i tak jest lepiej niż w Varanasi, gdzie do 11-osobowego jeepa wchodziło 19 dorosłych z bagażami i dziećmi, a kierowca siedział pasażerowi na kolanach.

Korona Himalajów – krajobraz Himalajów

Zielone góry, pokryte lasem i polami, tworzą tu piękny krajobraz, który zmienia się za każdym zakrętem. Bujna roślinność otacza wartkie strumienie, huczące wodospady i święte buddyjskie jeziora, nad którymi powiewają setki kolorowych modlitewnych flag. Podobno jest tu jak w sąsiednim Bhutanie, tylko w przeciwieństwie do niego, nie trzeba płacić po 240 USD za każdy dzień pobytu.

Kanczendzonga

Odkąd opuściliśmy Tybet, nie mieliśmy już dobrych widoków na Himalaje. Przeszkadzał smog Kathmandu, chmury pyłu i kurzu, tworzące się pod koniec pory suchej, strajk Maoistów, a potem po prostu zła pogoda. Jednak pewnego dnia chmury się rozstąpiły i ponad nimi ukazała się korona Himalajów – monumentalne rzeźby siedmio- i ośmiotysięczników. Słońce odbijało się ostrym białym światłem od ośnieżonych szczytów i podkreślało wielki majestat gór.

Ciężko było uwierzyć, że może istnieć coś aż tak wysokiego – nawet Mt Everest wydawał się nam wcześniej tylko niewiele wyższy od tatrzańskich szczytów. Wtedy jednak obserwowaliśmy go z wysokości poad 5000m npm., teraz byliśmy zaledwie na 2000m npm. Góry wznosiły się na 6km ponad nas. Na północy Kanczendzonga – trzeci szczyt korony Himalajów (trzecia najwyższa góra świata) – przeklęty szczyt dla Polaków, miejsce, w którym zginęła Wanda Rutkiewicz.

Wyprawa Indie – Sikkim

Kilka dni, które spędziliśmy w Sikkimie, minęło nam na długich górskich spacerach. Zawędrowaliśmy do ruin pierwszej i drugiej stolicy Sikkimu, które, choć duże mniejsze, ale dziksze i bardziej niedostępne, przypominały nam ruiny Machu Picchu. Odwiedziliśmy kilka buddyjskich klasztorów, położonych przepięknie na szczytach zielonych wzgórz. Jeden z nich został w dawnych czasach przeniesiony z wyższych wysokości, bo w niedostępnych zakamarkach gór mnichów często nachodziło yeti.

Mieszkaliśmy w małych górskich wioskach, zajadaliśmy pierogi, piliśmy aromatyczną herbatę z mnóstwem przypraw, a codziennie rano budziły nas w naszych miłych wiejskich pokojach przepiękne odgłosy modłów i śpiewów z klasztoru. Co jakiś czas nad doliną rozbrzmiewała niesłychanie radosna, a zarazem poważna i podniosła, „kocio-mnisia” muzyka, trąby, gongi, talerze, czyli wszystko co mogło pomóc w tworzeniu wesołego hałasu. Później następowały mantry, recytacje i śpiewy i unosiły się przez cały dzień nad spokojnymi wzgórzami.

Udostępnij i Komentuj