03-P1270462

Wycieczka do USA [Relacja. Samochodem po USA]

Wycieczka do USA

Wycieczka do USA była jedną z moich najciekawszych podróży. 24 dni jazdy samochodem z Los Angeles do Nowego Jorku. Po drodze najpiękniejsze parki narodowe (Yellowstone, Yosemite, Dolina Śmierci, Arches i wiele innych) i słynne miasta: Chicago, Waszyngton, Las Vegas… Oto najlepsze momenty wycieczki do USA:

Nowy Jork

Lotnisko JFK w Nowym Jorku.
Koła samolotu odrywają się od amerykańskiego betonu.

Za oknem widzę Manhattan.
Wieżowce płoną. Światłem zachodzącego słońca, które odbija się od ich szklanych elewacji.

Najwyższy, najbardziej rozżarzony jest One World Trader Center – Wieża Wolności, wybudowana w Strefie Zero po atakach 11 września.

Statua Wolności.
Empire State Building.
Klimatyczny szczyt ONZ.
Budynki przy Wall Street. Wciąż otoczone po wczorajszych zamieszkach.

Ameryka wrze od symboli.
Hollywood.
San Francisco.
Niagara.

O żadnym innym kraju nie wiemy tyle, co o Ameryce.
Tu zabili Lennona, tam Kennedyego.
Tam mieszkał Steve Jobs.

Tu jest Kapitol, tu głowy prezydentów.
Las Vegas nie zasypia.
W Yellowstone grasują niedźwiedzie.

Ameryka wrze. Opowiada miliardy historii.

A najlepiej smakuje widziana od środka.

24 dni temu wylądowałem w Los Angeles.
Siadłem za kierownicą wielkiego Dodge Grand Caravan i ruszyłem siedmiopasmową autostradą do Hollywood. A potem setkami krętych dróg, wąskich i szerokich, przez sawanny, góry i pustynie – na wschód, do Nowego Jorku.

11 tysięcy kilometrów.
Hektolitry wypitej kawy.
Setki symboli i opowieści.

Do hotelu przejeżdżałem w nocy, wyruszałem o świcie.
W mojej głowie kolekcjonowałem historie.

Manhattan zniknął za chmurami.

Poznajcie moją opowieść. O Ameryce moimi oczami.
Sprawdzajcie codziennie na wojciechpiestrak.pl .

Dolina Śmierci. Dla mnie nr 1 w całych USA.

Od początku wiedziałem.
Od pierwszego wejrzenia.
Dolina Śmierci to najbardziej niesamowite miejsce, jakie widziałem w Stanach.

Widziałem…
… a raczej poczułem.

Bo Dolinę Śmierci się czuje. Słońce przysmaża Twoją skórę jak mięso na grillu.

Jest gorąco.
Jest koszmarnie gorąco!
Jest znacznie goręcej niż potrafisz sobie wyobrazić.

Jest tak niemożliwie gorąco, że oddałbyś wszystko za cień.
Żeby się schłodzić, schować, zniknąć!

117 stopni Fahrenheita.
47 stopni Celsjusza w cieniu.

Ale cienia nie ma.
Jest tylko słońce. Rozgrzana, sucha jak pieprz pustynia.
Odczuwasz nie 47, a 60-70 stopni Celsjusza.

Pijesz hektolitry wody, które natychmiast wyparowują z Twojego organizmu. Nawet nie zdążysz się spocić.
Po prostu się spalasz.

Powietrze drga, masz zwidy, widzisz fatamorganę.

Wariujesz. Wracasz biegiem do samochodu.
Klimatyzacja działa na pełnych obrotach.
Ale nie daje żadnego wytchnienia.
Tyle, że dzięki klimatyzacji nie umrzesz.
Chociaż? Kiedy ostatnio tankowałeś?

Dolina Śmierci jest zupełnie obłędna.
To nic, że krajobrazy są takie, jak na wielu innych pustyniach.

Tu wszystko się kumuluje.
Depresja. Sól. Nieziemskie temperatury. Skupienie promieni słońca w wielkiej pustynnej niecce.

Może to zwidy…
… ale patrząc dookoła…
… i widząc swoją skórę skwierczącą na grillu…
… jesteś pewien, że to zupełnie inna planeta.

Kanion Antylopy. Indiańska iluzja.

Wyobraź sobie, że unosisz się w powietrze.
Lecisz nad błękitnym oceanem, potem nad bezkresną prerią, nad szczytami Gór Skalistych. Przed Tobą wyłania się czerwona pustynia Arizony. Tereny Indian Navaho.

Bezkresna cisza. Słychać tylko indiański flet.
Stoisz w sercu starożytnego Kanionu Antylopy.
Magia tego miejsca jest tak wyraźna, że możesz jej dotknąć.

Zahipnotyzowany błądzisz wzrokiem po kamiennych ścianach.
Śledzisz delikatne rowki wyrzeźbione przez piasek, wodę i wiatr.

Czujesz pierwotne żywioły. Czujesz czas liczony w epokach.

Pstryk.

Obudź się!
Witaj u Navahów!

– 46 dolarów! Następny! 46. Następny! 46. Tak, na godzinę. Dalej. Następny!
Kilkadziesiąt jeepów ustawia się jeden przy drugim. 15 turystów na każdym.
Ruszają punktualnie co godzinę.
Pustynna droga zamienia się w chmurę pyłu.
Kilkaset osób dociera do kanionu jednocześnie.
W wąskim korytarzu momentalnie tworzy się wielki korek.

Naszym przewodnikiem jest ogromny, otyły Indianin.
Codziennie oprowadza 8 takich wycieczek.
– Eee… to jest kanion. Wiecie, duchy przodków, i takie tam. A teraz pokażę Wam, jak zrobić dobre zdjęcie iPhone’m.

Po godzinie przecisnęliśmy się przez kanion.
Tłum, gwar, korek.


Wieczorem zerknąłem na zdjęcia.
Ani jednego turysty.
Magia.
Zdjęcia hipnotyzujące od pierwszego wejrzenia.
Czuć duchy indiańskich przodków.

Przypomniał mi się nasz indiański przewodnik:

– O tu! W to miejsce przyprowadziłem jednego gościa z takiej wycieczki jak Wasza. Tu ustawiłem mu aparat.
– …
– A potem przeczytałem, że facet był z National Geographic. Sprzedał to zdjęcie za milion dolarów. Nazwał to „Najdziksze miejsce na Ziemi”, czy jakoś tak.

Las Vegas – pieniądze, kobiety i ogólna rozpusta

Była noc.
Jechałem przez monotonną pustynię Nevady i nie spodziewałem się tego dnia już niczego.

Zjazd z autostrady, estakada, zakręt…

… I nagle…

… ONIEMIAŁEM.

W jednej sekundzie moje oczy poraziło jaskrawe światło tysiąca neonów.
A w głośnikach zabrzmiał z całą mocą fantastyczny utwór Elvisa:

– Viva Las Vegas! Viiiiiva Las Vegas!

Nagle znalazłem się w centrum wszechświata.
Statua Wolności.
Wieża Eiffla.
Piramidy.
Fontanny. Podświetlane hotele. Kasyna.
Smaki życia. Inna planeta.

Poczułem silny kop adrenaliny.
Mózg zaczął produkować ogromną ilość endorfin.
Uśmiechnąłem się od ucha do ucha – całkowicie zachwycony!

– Viiiiiiiiiiiiiiiiiva Laaas Veeegas! Viiiiiiiiiiiiiiiiiva Laaas Veeegas!

W życiu bym nie przypuszczał, ale Las Vegas poraziło mnie swoją atmosferą.
Porwało w kolorowy tłum.
Prowadziło przez ogromne kasyna, przez Wenecję, Paryż, do Nowego Jorku.

Pamiętajcie! Jeśli będziecie w Kaliforni, Nevadzie czy Arizonie – jedźcie do Las Vegas koniecznie!
Koniecznie w nocy.
I koniecznie z pustym portfelem. Rano i tak będzie pusty.

Jedźcie dla klimatu, dla ludzi, dla życia.

W Las Vegas jest wszystko!
Zobaczcie, co Was czeka:

Życie na ulicach San Francisco

Kiedy jestem w takim mieście, jak San Francisco, wpadam w trans.
Potrafię w kilka godzin zrobić tysiąc zdjęć ludzi.
Ludzie mnie fascynują.

Tysiące twarzy.
Tysiące ludzkich historii.
Tysiące powodów, dla których idziemy tą samą ulicą.

Są ludzie piękni.
Są ludzie z zakupami od Gucciego i bezdomni, którzy pod Guccim mieszkają.

Oto San Francisco takim, jakim ja je widziałem:

 

Route 66. Legenda z Wojtkiem w kilku aktach.

Dawno temu na Dzikim Zachodzie, …
kiedy słońce chowało się już za masywem gór,
przed stacją benzynową na drodze 66 zatrzymał się stary Dodge Fast Four.

– Do pełna, chłopcze.

Mężczyzna wyszedł z wozu i rozejrzał się po pustkowiu.
Przestrzeń.
Setki mil trawiastego nic.

Wszedł do środka.
Deski podłogi zaskrzypiały pod naciskiem jego ciężkich butów.
Grała delikatna muzyka.

Obmył twarz.
Nad umywalką wisiały zdjęcia dziewczyn w kostiumach kąpielowych.

Typowa prowincja.
Szafa grająca hity sprzed czterdziestu lat.
I bar. Jedyne miejsce w tej części Arizony, gdzie można napić się piwa.

Dziewczyna obróciła się z zaciekawieniem.
– Postawić Ci drinka? – spytał.
– Martini. Na długo tu przyjechałeś?
Zamyślił się. Przypomniał sobie swój dom w Oklahomie. I wielką suszę. I burzę pyłową, która zniszczyła wszystko.
– Na chwilę. Zaraz jadę.
– Do Kalifornii?
– Do San Francisco.
– Ale po co?
– Po nowe życie.
Dziewczyna upiła łyk.
– Nie jedź. Nie można odmienić życia.

Mężczyzna znowu pogrążył się w swoich myślach. Nagle wstał.
– A dla mnie kawę. Na wynos.

Podłoga zaskrzypiała.
Pies leżący na sofie podniósł na chwilę łeb.

Drzwi zatrzasnęły się łomocząc dzwonkiem.

Włączył silnik.
Światła jeszcze przez chwilę oświetlały drewnianą zagrodę dla osłów.

I ruszyły na zachód. Do Kalifornii.


W latach trzydziestych środkowe stany USA nawiedziła klęska burz pyłowych.
Tysiące ludzi straciło swoje domy, uprawy i farmy.
Ruszyli na Zachód. Drogą 66. Po nowe życie nad Pacyfikiem.

W latach osiemdziesiątych legendarna Droga 66 została skreślona z listy dróg międzystanowych.
Obecnie nie istnieje.

Oprócz kilku krótkich odcinków.
I małej stacji benzynowej w północnej Arizonie…

Udostępnij i Komentuj
  • Staszek Radwański

    Tyle stopni w słońcu?! Ja mam dość, jak jest 30 stopni u nas latem…To fascynujące miejsce i przerażające – przez tą tabliczkę z liczbą śmierci…