Maskonur

Wycieczka na Islandię

Wycieczka na Islandię

Wycieczka na Islandię jest prosta do zorganizowania – można dolecieć tam bezpośrednio z Polski (ok. 500 zł w 1 stronę). Oczywiście jeśli akurat nie wybuchł jakiś wulkan. Nam udało się przylecieć w dniu erupcji wulkanu Katla – ale, że zdarzyła się pod lodowcem, popioły wulkaniczne nie dostały się do atmosfery.

Wybuch stopił za to czapę lodową i wywołał falę powodziową na rzece Múlakvísl, która z kolei zerwała most na najważniejszej drodze Islandii – obwodnicy prowadzącej dookoła wyspy. Pierwszego dnia oglądaliśmy w wiadomościach relację… z poszukiwania mostu na Atlantyku.

Dlatego zamiast pojechać obwodnicą, zaplanowaliśmy 2-tygodniową trasę przez interior i fiordy. Zapakowaliśmy do jeepa namiot, łopatę i kuchenkę gazowa i ruszyliśmy pod koło podbiegunowe.

(Islandia – wycieczka)

Zachodnie wybrzeże Islandii

Od razu zaczęło się od przygody. Złapaliśmy gumę – po 60 km od Rejkiawiku… Ale jeśli opona miała pęknąć, to było to zdecydowanie lepsze miejsce niż środek interioru albo Północna Islandia – wycieczka mogłaby zamienić się w poważny problem. A tu – po kilku godzinach było po sprawie, łącznie z wulkanizacją.

Nagrodą było jedno z najpiękniejszych miejsc, które widzieliśmy na wyspie – wodospad Glymur (najwyższy na Islandii). Na zboczach stromego kanionu gnieździły się ptaki, a w najbardziej niedostępnym i niebezpiecznym miejscu siedziały sobie 2 owce

Jechaliśmy wzdłuż oceanu, u podnóża wulkanu Snaefellsnes, wśród gór i pól lawowych. Wspinaliśmy się na krawędzie kraterów, zaglądaliśmy na klify i półki skalne i wpatrywaliśmy się w bezkresne przestrzenie.

Na Islandii prawie nie ma drzew – dawno temu te nieliczne ścięto na opał. Zresztą raczej nigdy nie było tu tyle drewna, żeby budować domy – nawet kilkaset lat temu sprowadzano je na statkach z Norwegii. Dlatego tak cenne było drewno, które morze wyrzucało na brzeg – z Kanady i Syberii.

Początkowo spaliśmy w namiocie, ale mroźne noce i przejmujący wiatr szybko skłoniły nas do nocowania w ciepłym i szczelnym jeepie. (Patrz: spanie w samochodzie)

Islandia

Latem słońce właściwie tu nie zachodzi – kryje się na chwilę za horyzontem, ale wraca tak szybko, że nie zdąży zrobić się ciemno. Jest pięknie. Rozległe pustkowia, poszarpane fiordy, wulkany i bulgoczące błota.

Islandia – wycieczka na Fiordy Zachodnie

Fiordy Zachodnie to taki poszarpany półwysep na północnym zachodzie Islandii. Droga prowadzi wzdłuż fiordów, przez co pokonuje się setki kilometrów – mimo że na mapie wydaje się wszędzie blisko.

Na końcu znajduje się przylądek Latrabjarg – najdalej na zachód wysunięty punkt Europy. Stąd na horyzoncie widać białą łunę – to światło odbite od lodowca Grenlandii – 287 km dalej.

Klify Latrabjarg mają 14 km długości i do 400 m wysokości – a są największą na półkuli północnej klifową kolonią ptaków. Żyją tu nurzyki, alki zwyczajne, mewy i… maskonury! Po prostu zachwycają – warto przyjechać tu z Polski dla samych maskonurów.

Fiordy Zachodnie to szutrowe drogi wysokie góry, strome podjazdy, przepaście bez barierek, piękne widoki i idealnie niebieskie fiordy. Wśród głuszy schowanych jest kilka miasteczek – tak małych, że często za cały sklep spożywczy służy 1 regał na maleńkiej stacji benzynowej.

Przejechaliśmy w tym rejonie tunel, który ma 3 odnogi i skrzyżowanie (!) we wnętrzu góry. Co ciekawe, tunel jest jednopasmowy, ale dwukierunkowy (!), zaopatrzony w mijanki na małe samochody oraz wielkie wydrążone pieczary mogące pomieścić autobus.

Islandia – wycieczka do Akureyri

Dalej droga prowadzi nad Oceanem Arktycznym. Są tam kolonie fok, wodospady i cisza.

Byliśmy na mszy w małym drewnianym kościele luterańskim – położonym na końcu świata. Prawie wszyscy wierni przyjechali do kościoła konno (nawet małe dzieci) – a potem odjechali z końca świata słoneczną, wiejską drogą.

Wjechaliśmy na północną część obwodnicy i przez Akureyri – największe miasto na północy (17 tys. mieszkańców) – dotarliśmy nad Myvatn.

Jezioro Mývatn

Myvatn to płytkie jezioro w strefie wulkanicznej na granicy płyt tektonicznych – istny ptasi raj. Do tego mnóstwo ciekawostek wulkanicznych i geotermalnych – pseudokratery, zastygłe mini-wulkany, groty z ciepłą wodą, gorąca para wydobywająca się z ziemi, bulgocące kałuże błotne, gejzery oraz syczące zadymione kopce skalne.

 

Islandia – wyprawa – droga Sprengisandur

Przez wnętrze Islandii prowadzą 2 główne drogi: Kjölur (krótsza i łatwiejsza) oraz Sprengisandur (dłuższa i trudniejsza). Przeprawa przez ten ostatni była dla nas prawdziwą przygodą. W interiorze otaczała nas już tylko nieprzystępna, dzika Islandia, wyprawa stała się prawdziwą frajdą.

Sprengisandur to ok 250 km pylistej i kamienistej drogi przez pustynię, bez osad ludzkich i stacji benzynowych – koło wodospadu Godofoss trzeba zatankować do pełna. Mogą ją pokonać wyłącznie jeepy z napędem na 4 koła albo mocne ciężarówki.

Jedzie się z prędkością 20 – 40 km/h. Po lewej widać lodowiec Vatnajökull (największy na świecie poza obszarami polarnymi), a po prawej lodowiec Hofsjökull.

Interior Islandii

Chociaż grunt wydaje się twardy, pod cienką warstwą kamyków znajdują się piaski i żwiry – stopa zapada się w nich jak w maśle. To dlatego nie wolno zbaczać z trasy – co jakiś czas widać ślady, które jakiś pojazd pozostawił na islandzkiej pustyni kilkadziesiąt lat temu!

Mimo że teren wydaje się jałowy, na ziemi jest trochę mchów, kwiatków i karłowatych wierzb pnących się po ziemi – ot takie islandzkie drzewa o wysokości 1 cm. Do tego mnóstwo uciążliwych muszek, których umiejętność przetrwania w nieustającej szalejącej wichurze jest dla nas zagadką.

Przekraczanie rzeki samochodem

Na drodze Sprengisandur przekracza się w bród samochodem kilkadziesiąt strumieni, a potem 4 duże rzeki – do których trzeba po prostu wjechać. Obawialiśmy się tego, bo w podwoziu między silnikiem a tłumikiem mieliśmy wielką dziurę.

Kiedy dojeżdża się do rzeki, trzeba nabrać takiej desperacji, żeby po prostu to zrobić – stanąć na krawędzi, włączyć 1. bieg i napęd na 4 koła, depnąć w gaz i zdecydowanie trzymać kierownicę. W górę strzelają fontanny wody, samochód zachowuje się, jakby wpadł w poślizg, trzeba walczyć z nurtem, pilnować, żeby silnik nie zgasł i szukać płycizn. Jest jedna szansa, a do najbliższej osady 100 km przez interior.

Za czwartym razem było to już wielką frajdą.

(na zdjęciu to akurat nie my, a dodatkowo to mniejsza rzeka)

Islandia: Wyprawa do Landmannalaugar

W Landmannalaugar udało nam się trochę pochodzić po górach. Krajobrazy były niezwykłe – pola lawowe, stożki wulkaniczne, strumienie geotermalne i bulgoczące błota. Po wrzącej wodzie pływały ptaki i wyjadały z niej coś smakowitego.

(Islandia, wyprawa)

To właśnie w tej okolicy wybuch Katli zerwał most na obwodnicy. Przerwanie jedynej drogi dookoła wyspy na początku krótkiego sezonu turystycznego oznaczało olbrzymie straty. Prowizoryczny most miał być zbudowany w ciągu 3 tygodni. Ale w rzeczywistości Islandczycy odbudowali go już… po 2 dniach. A w czasie tych 2 dni samochody były wożone przez gigantyczne ciężarówki, które jeździły po dnie potężnej rzeki.

Południowa Islandia – wyprawa

Im bliżej Rejkiawiku, tym więcej miasteczek i ludzi. Są tu najczęściej odwiedzane miejsca na Islandii – Geysir, który przez kilkaset lat wyrzucał wodę na wysokość 60 metrów, wodospad Gulfoss i Park Narodowy Thigvellir, gdzie przez 1000 lat zbierało się islandzkie zgromadzenie narodowe Althing. Co roku ludzie przybywali z całej Islandii (nawet 2 tygodnie podróży w 1 stronę) aby stanowić Prawo. (np. w 1000 r. Islandia przyjęła chrześcijaństwo na zasadzie większości głosów, bo uznano, że to się bardziej opłaca – stare wierzenia też dopuszczono, tyle że nieoficjalnie).

A najprzyjemniejsza w tej okolicy była wędrówka po górach koło Hveragerdi – i kąpiel w ciepłej rzece. Woda z gorących źródeł miesza się tam z zimną wodą ze strumienia – idealne warunki do wylegiwania się w cieple, zwłaszcza gdy wokół tylko kilka stopni i drobny deszcz.

Półwysep Reykjanes

Tak naprawdę wcale nie trzeba ruszać się daleko z Rejkiawiku, żeby zakochać się w naturalnym pięknie Islandii. Na półwyspie Reykjanes jest wszystko, czego potrzeba – góry, wulkany, wyziewy geotermalne, bulgoczące błota, rozległe suszarnie ryb na świeżym powietrzu, morze, klify i ptaki.

Jest też most nad uskokiem tektonicznym, który stanowi geologiczną granicę między Europą a Ameryką Północną.

A na koniec jeszcze kilka ciekawostek:

W przebieralniach na islandzkich basenach obowiązują brak stroju i kolektywne prysznice. Za szybą siedzi specjalnie zatrudniona osoba, która patrzy na kąpiących i pilnuje, czy każdy się dobrze wymył. Pływanie jest przedmiotem obowiązkowym w szkołach – a wymaganym ćwiczeniem jest wpadanie do wody w ubraniu.

Islandia to taki dziwny kraj, w którym większość domów ma ogrzewanie z otwartym obiegiem wody (!) – ciepła woda wylewa się przez cały rok pod chodnik przed domem.

A Polacy są największą mniejszością narodową na Islandii.

 

Udostępnij i Komentuj
  • Stefcia

    Miło czytać,o takich miejscach. Osobiście będę miała przyjemność odwiedzić Islandię w czerwcu:) Maskonury są przepiękne, że aż dziw że się je:)

  • Renia

    Mogłabym pisać dużo, ale chyba pozostanę przy jednym zdaniu: Fenomenalna strona, zdjęcia rewelacyjne, czyta się z ciekawością, przy jednoczesnej chęci podróżowania z Tobą. Będę tu zaglądać:)