Mon Repos - Australia

Żółwie morskie [Zobacz, jak wykluwają się z jaj]

Żółwie morskie

Przygoda życia wydarzyła się w marcu 2010 r. na plaży Mon Repos w Australii – w miejscu, gdzie występują największe żółwie morskie w tej części świata. Wmieszaliśmy się w historię, której stawką było czyjeś życie. Była ucieczka, więzienie i mordercy. Posłuchajcie.

Australia, godzina zero

Zapadła dawno wyczekiwana noc. Od wielu tygodni było wiadomo, że ta konkretna noc może oznaczać życie i wolność, ale może też oznaczać śmierć. Dla wszystkich.

Plaża była jedyną drogą ucieczki. Skąpe światło padało gdzieniegdzie na piasek, a w dali huczał ogromny czarny ocean. Łodzie straży przybrzeżnej nie były w stanie dostrzec tego, co działo się kilkanaście metrów od brzegu. Tam zakopane były ledwo żywe ciała. Z piasku wystawały nosy.

Mon Repos – ucieczka

Coś się poruszyło – tak nam się przynajmniej wydawało. Minęło kilka sekund, zanim zdaliśmy sobie sprawę, że to nosy. Jeden, obok drugi – dalej przysypane ręce i nogi.

Kończyna drgnęła, a potem całe ciało wygrzebało się z piasku. Skóra była szara i pomarszczona. Uciekinier obsunął się jeszcze bezsilnie z powrotem do tunelu, ale w końcu nadludzkim wysiłkiem wydostał się na powierzchnię.

Nie oglądał się za siebie – teraz liczyły się sekundy. Wyprężył mięśnie, żeby jak najszybciej stąd uciec, jak najszybciej dostać się do bezpieczniejszego miejsca – do oceanu.

Przygoda życia

Miał brata. Byli do siebie nawet bardzo podobni. Ostatnie trzy dni spędzili na decydującej próbie wydostania się z tego miejsca. Trzeba było kopać – bez przerwy, bez chwili odpoczynku.

Osiem tygodni wcześniej zostali w wielkim pośpiechu wrzuceni do tego dołu i zasypani grubą warstwą piachu. Było ich 104. Przeżyło tylko 87. Jego brat wygrzebał się obok – on też przeżył.

Australia – niebezpieczny kraj

Na plaży było ich coraz więcej. Wychodzili w pośpiechu, byli bezbronni i nieosłonięci. Niektórzy byli tak wykończeni, że starczało im sił jedynie na przeczołganie się po pozostałych. Deptali się i tratowali. Troje z nich w ogóle nie wydostało się z tunelu. Jeden już nie żył.

Mordercy czekali cierpliwie na swoje ofiary – obserwowali to wszystko zza skał. Byli profesjonalistami i dobrze wiedzieli, co mają robić. Przygotowali broń i wypatrywali najsłabszych. Jeżeli któryś z tamtych zmyli drogę, albo opadnie z sił – rzucą się na niego.

Dokąd?

Kiedy po 8 tygodniach pod ziemią wydostajesz się po raz pierwszy na powierzchnię, jesteś totalnie zdezorientowany. W Mon Repos nikt nie znał właściwego kierunku ucieczki. Każdy był ogarnięty myślą, że zna drogę, ale większość się myliła.

Jeden po drugim byli wyłapywani i osadzani w prowizorycznej klatce. Reflektory raziły i otępiały. Po kilku minutach na wolności nie pozostał nikt. Mordercy zaczajeni za skałami żałowali, że taka zdobycz przeszła im koło nosa.

Spotkanie w Queensland

Z klatki wybrano kilkoro. Nikt nie wiedział, co się dzieje, nikt nie był świadomy tego, że perspektywa śmierci oddalała się.

Nagle jeden z nich poczuł na sobie miękką dłoń. Otworzył oczy i zobaczył Asię. Ocean zagłuszał wszystkie dźwięki. Szybko zniknęła mu z oczu, ale tę dłoń zapamiętał na całe życie.

Przygoda życia – bieg do oceanu

Tymczasem chaotyczne światła zgasły, a pojawiła się wyraźnie oświetlona ścieżka. Czuł, że to właśnie tam, że jeśli pójdzie tamtędy, to już wszystko będzie dobrze, już za chwilę będzie bezpieczny i wolny. Nie było już żadnych krat, a pozostali również rzucili się w kierunku światła. Podążył za nimi, biegł jak umiał najszybciej.

Był już pewny, że to tu. Jeszcze parę kroków i będzie naprawdę wolny. Może popłynie do Ameryki Południowej, albo zaszyje się na jakiejś rajskiej wyspie na środku Pacyfiku? Oglądnął się za siebie i jego wzrok jeszcze raz spotkał się ze wzrokiem Asi. A potem fala porwała go do oceanu i rozpoczęła się jego wielka życiowa przygoda.

Żółwie wodne w Australii

W grudniu i styczniu na plaży Mon Repos, (niedaleko Bundeburg w środkowym Queensland) pojawiają się żółwie wodne (loggerhead – karetta). Po zmierzchu samice wychodzą na ląd i rozpoczynają poszukiwania odpowiedniego miejsca do złożenia jaj. Dochodzą do piaszczystych wydm – jak najdalej od wody, żeby przypływy nie wymyły gniazd.

Wielkie żółwice kopią doły głębokie na kilkadziesiąt centymetrów i składają do nich nawet po 140 jaj. Po ich zakopaniu wracają do oceanu – ale po kilku dniach wracają, żeby złożyć kolejne. Zazwyczaj samica składa jaja 4 razy w roku.

Żółwia poligamia

Każda setka żółwiego rodzeństwa może mieć wielu różnych ojców, bo samice podczas kopulacji zbierają nasienie od wielu samców i potem same je dozują przy zapładnianiu jaj.

Jaja są idealnie okrągłe, białe i wyglądają jak piłeczki pingpongowe. Pozostają w piasku przez 8 tygodni. Potem zaczynają wykluwać się z nich małe żółwiki.

Żeby się urodzić, trzeba się napracować!

Od wyklucia się żółwia z jaja zakopanego w piasku do wydostania na powierzchnie mijają 3 dni. To kilkadziesiąt godzin morderczej pracy, nabierania sił i nauki ruszania nogami. Potem maluchy rozpoczynają instynktowną wędrówkę przez plażę do oceanu.

Tylko 1 na 1000 żółwi osiąga dojrzałość płciową. Jeśli uda mu się przeżyć, pokonuje niesamowitą odległość z Australii przez cały Pacyfik do wybrzeży Ameryki Południowej i z powrotem – choć inną drogą. Samice wracają na tą samą plażę, na której 30 lat wcześniej przyszły na świat. Tam wychodzą na ląd i składają jaja.

Chodź do cienia, będziesz chłopcem…

Płeć żółwia zależy od temperatury piasku, w którym się wykluwał. Chłodniejszy piasek oznacza więcej samców, a cieplejszy samic.

Mon Repos

Mon Repos to dla żółwi najważniejsze miejsce na półkuli południowej. Oprócz loggerhead są tu jeszcze 2 inne gatunki.

Przyszłość żółwi stoi jednak pod ogromnym znakiem zapytania. Według niektórych prognoz, znikną z naszej planety za 30 lat. Najgorzej było w latach 70., kiedy sprowadzone tu przez człowieka lisy wyjadały większość złożonych jaj. Żółwie wodne były wyławiane do celów kulinarnych, a w wielu krajach sprzedawano żółwie jaja i skorupy. Te, którym udało się uciec do oceanu, masowo ginęły w sieciach rybackich i rozszarpane śrubami statków.

Żółwie morskie

Po wykluciu małe żółwie wodne instyktownie wędrują plażą do oceanu. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje, podejrzewa się wrażliwość na pole magnetyczne lub jasne refleksy fal. Wiadomo za to na pewno, że jeśli na plaży nie jest naturalnie ciemno, to żółwie idą do światła.

Giną masowo pod kołami samochodów na drogach oświetlonych przez uliczne latarnie. Wabią je światła domów, pojazdów i portów. Idąc w zupełnie inną stronę niż powinny, są łatwą zdobyczą dla ptaków i krabów.

Ochrona żółwi wodnych

W Mon Repos od kilkudziesięciu lat zapewnia się żółwiom ochronę i prowadzi badania. Każda samica wychodząca na ląd jest obserwowana. Gniazda są doskonale oznaczone, a jeśli wiadomo, że dane gniazdo jest narażone na wypłukanie lub erozję wydmy, jest przenoszone przez ludzi w bezpieczniejsze miejsce.

Jaja są liczone, a daty wyklucia dokładnie obliczane. Pomiędzy lutym a marcem monitoruje się narodziny żółwi we wszystkich dołach. Jednorazowo na plaży może być nawet dwieście tysięcy jaj.

Małym żółwikom pozwala się wyjść samodzielnie z gniazda, a po chwili okrywa tymczasową siatką ochronną. Wtedy można je zobaczyć z bliska. Następnie ludzie formują coś w rodzaju świetlnego korytarza prowadzącego do oceanu. Wzdłuż ścieżki, którą powinny iść, zapala się latarki. Żółwie wodne idą w kierunku światła, z obu stron są chronione i obserwowane – aż wreszcie dochodzą do oceanu. Niektóre z nich po trzydziestu latach wrócą w to samo miejsce, żeby złożyć jaja.

Jaja żółwi wodnych

Kiedy małe żółwie są już bezpieczne, przeprowadza się badania gniazda. Do dołu, który obserwowaliśmy, samica złożyła 104 jaja. Do oceanu doszło 85 żółwików. Jeden został znaleziony w gnieździe martwy, a dwa były zbyt słabe, żeby sobie poradzić. Zostały zakopane ponownie, a po kilku dniach samodzielnie przedsięwzięły wędrówkę do oceanu.

Pozostałe jaja nie rozwinęły się. Niektóre miały już w środku zaawansowane zarodki na różnych etapach rozwoju, które jednak w pewnym momencie obumarły. Niektóre przypominały w środku kurze jaja – z białkiem i żółtkiem

Najwspanialszy dzień podróży

Niczego nie da się porównać z chwilą, kiedy jest się przy tym, jak małe żółwiki wychodzą z piasku i suną do morza pełnego fosforyzujących na niebiesko alg. Dość długo nie mogliśmy dojść do siebie i jesteśmy bardzo szczęśliwi, że tam byliśmy. Poza tym jeden z żółwi mówi do Asi „mama”…

Udostępnij i Komentuj