Moa. Olbrzymie ptaki z Nowej Zelandii

Moa olbrzymie były gigantycznymi ptakami z Nowej Zelandii. Wyginęły w 100 lat od przybycia Maorysów do Nowej Zelandii.

Film o moa

Moa. Olbrzymie ptaki z Nowej Zelandii

Jak duże były moa?

Muzea naciągały rozmiary moa

Jak duże były moa olbrzymie?

Od czasu odkrycia pierwszych kości moa, największe wrażenie robiły oczywiście ich niesamowite rozmiary.

Kiedy kości, a potem całe szkielety trafiały do muzeów, dyrektorzy robili wszystko, żeby to właśnie w ich muzeum znajdował się najwyższy ptak, nawet cztero czy pięciometrowy.

Żeby uzyskać ten efekt, wcale nie trzeba było szukać największych kości na cmentarzyskach w Nowej Zelandii. Wystarczyło poskładać w jeden szkielety kilku osobników, dodać kilka kręgów szyjnych, nadmiernie rozciągnąć całość i unieść ich szyje w nienaturalny anatomicznie sposób. I już powstawały cztero- lub pięciometrowe stwory, z szyjami wyciągniętymi jak u żyrafy, w pozycji wyprostowanej.

Prawdziwa wielkość moa

Ale dokładna analiza stawów i kości moa wskazuje, że absolutnie nie były one wyższe niż dłuższe. Z postawy nie przypominały też strusi czy emu, ptaków otwartych przestrzeni, które bardzo często podnoszą do góry głowę.

Były raczej trochę podobne do kazuarów. Kręgosłup umocowany był z tyłu głowy, a nie u podstawy, co sugeruje, że nosiły one swe głowy z przodu, trochę jak kiwi, a nie nad tułowiem, jak sugerowały muzea. W rzeczywistości ich szyja była nawet krótsza niż u innych ptaków bezgrzebieniowych.

Współczesne badania sugerują, że największe moa, samice moa olbrzymich ważyły wprawdzie ponad 250 kilogramów, ale miały zaledwie około 2 metrów wysokości. I tylko czasami wyciągały swe szyje jeszcze o metr do góry.

Samce a samice

Samce były o połowę mniejsze od samic i prawie 3 razy lżejsze.

Różnice były tak duże, że do niedawna samce i samice klasyfikowano nawet jako osobne gatunki.

Rośliny powyżej 3 metrów

Bardzo ciekawy jest fakt, że w Nowej Zelandii istnieje pokaźna liczba roślin, które poniżej trzech metrów są gęsto splecione, rozwidlające się, uzbrojone w kolce albo po prostu twarde. Dopiero powyżej tej wysokości, zmieniają się w miękkie rośliny, z kwiatami, liśćmi i owocami.

Wszystko wskazuje na to, że nie jest to przypadek, a celowe przystosowanie roślin. Rośliny przeniosły wszystko, co najcenniejsze na wysokości, do których nawet najwyższe moa z wyciągniętą szyją nie były już w stanie dosięgnąć.

Wygląd i zachowanie

Gdzie żyły moa?

Gdzie żyły moa? Co jadły?
Moa żyły wyłącznie w Nowej Zelandii.

Naukowcy oszacowali, że zagęszczenie moa mogło wynosić od 2 do 10 ptaków na kilometr kwadratowy, co daje całkowitą populację na poziomie od pół do dwóch milionów ptaków.

Moa były obecne prawie we wszystkich siedliskach – od przybrzeżnych szuwarów, przez bagna, i lasy, po wysokie góry Były roślinożerne i z chęcią zgryzały gałązki krzewów i niskich drzew.

9 gatunków moa

Obecnie naukowcy wyróżniają 9 gatunków moa. Różniły się wielkością i zamieszkiwały różne siedliska – od bagien i lasów po obszary alpejskie.

Najmniejsze moa były naprawdę niewielkie wielkości współczesnych indyków.

Kolor moa

Jak wyglądały moa?

Najwięcej pozostałości moa odnaleziono w Central Otago, najbardziej suchej części Nowej Zelandii. To właśnie stamtąd pochodzą najbardziej niezwykłe próbki: fragmenty mięśni, kawałki skóry, a nawet całe pióra.

Dzięki nim określono że niektóre gatunki moa były czerwono-brązowe, z purpurowymi, żółtymi i białymi wstawkami, natomiast pióra miały do 23 centymetrów długości.

Co jadły moa?

Moa zjadały zioła i trawę, a w razie potrzeby – choć rzadko podnosiły do góry głowy aby w ten sposób sięgnąć smaczniejszych kąsków na drzewach.

Jedynie pisklęta moa były prawdopodobnie wszystkożerne.

Zjadały wszystko, co mogły złapać – w tym żaby, jaszczurki, weta, ślimaki i tuatary.

Orzeł Haasta

Orzeł Haasta

Nim Maorysi przybyli do Nowej Zelandii jedynym wrogiem gigantycznego moa był wielki orzeł, również endemiczny dla Nowej Zelandii, znany dziś jako orzeł Haasta.

 

Przeczytaj więcej o orłach Haasta, największych orłach na świecie, które polowały na moa.

Europejskie odkrycie moa

Legendy o moa

Maorysi i legendy o moa

Kiedy europejscy odkrywcy pod koniec 18. wieku po raz pierwszy dotarli do Nowej Zelandii, usłyszeli od Maorysów niezwykłe legendy o gigantycznych ptakach, znacznie większych od ludzi.

Według tych legend, te tajemnicze stworzenia zamieszkiwały bagna i dzikie ostępy nieprzebranego buszu.

Kiedyś było ich dużo ale choć teraz widywano te ptaki rzadko, to Maorysi twierdzili, że wciąż żyją, gdzieś w najdalszych zakątkach wysp.

Pierwsze kości

W 1823 roku jeden z europejskich myśliwych znalazł ogromną kość, która wyglądała na świeżą.

15 lat później, na wschodnim wybrzeżu Wyspy Północnej, kupiec Joel Polack zobaczył u Maorysów kilka skamieniałości, które natychmiast nasunęły mu skojarzenie z wielkimi ptakami – strusiami lub emu.

Maorysi przyznali, że rzeczywiście, w tej części wyspy biegały kiedyś ogromne ptaki. Ale z czasem było ich coraz mniej, a w końcu zniknęły zupełnie. Pokazali mu nawet drzewo, pod którym według rodzinnych podań, ich przodkowie zabili ostatnie ogromne ptaki w tej okolicy.

Dodali jednak, że nadal żyją, ale gdzieś tam daleko, w niezaludnionych częściach Wyspy Południowej.

Richard Owen

Richard Owen i odkrycie moa

W 1839 roku kupiec John W. Harris z Zatoki Ubóstwa, handlarz lnem i prywatnie przyrodnik amator, otrzymał od Maorysa w prezencie 15-centymetrowy kawałek kości, który ten znalazł niedawno na brzegu rzeki.

Harris pokazał go swemu wujowi, chirurgowi z Sydney, który z kolei zawiózł go do Londynu, do angielskiego biologa Richarda Owena, który pracował w tym czasie w muzeum anatomicznym.

Dla Owena sam pomysł, że kawałek tej kości mógłby pochodzić od ptaka, z początku wydawał się absurdalny. Zagadnięty podczas wykładu, rzucił okiem na kość i oznajmił, że jest to prawdopodobnie udowa kość konia lub krowy i pewnie pochodzi z czyichś kuchennych śmieci.

Ale coś w tym stwierdzeniu musiało mu nie pasować, bo poprosił chirurga o pozostawienie mu kości, tak by wieczorem mógł jej się przyjrzeć dokładniej.

Gdy po wykładzie powrócił do swojej pracowni i zaczął dokładnie analizować kość, doszedł do wniosku że jest to faktycznie udowa kość jakiegoś dużego zwierzęcia, ale nie pasowała ani do konia, ani do wołu, ani do żadnego innego ssaka.

Była zadziwiająco lekka i miała strukturę jakby plastra miodu, co mogło wskazywać, że faktycznie pochodzi od ptaka – i to większego niż struś.

Owen ogłasza istnienie moa

Richard Owen głowił się nad zagadką przez całe 4 lata.

Trwało to długo bowiem pomyłka groziła mu wielką kompromitacją. Gdyby ogłosił istnienie gigantycznego ptaka na podstawie jednego, małego kawałka kości, to byłoby to mniej więcej tak samo poważne, jak ogłoszenie istnienia potwora z Loch Ness na podstawie fragmentu łuski.

Ale w końcu, po kilku latach Owen zebrał się na odwagę. Opublikował stwierdzenie: „Istniała i być może nadal istnieje w Nowej Zelandii rasa zaciekłych ptaków o większych i bardziej kolosalnych rozmiarach niż struś czy jakikolwiek inny znany gatunek”.

Tak, jak się obawiał – niemal natychmiast został całkowicie wyśmiany.

Reputacja Owena nagle się załamała, i nie było sposobu, by mógł udowodnić szybko swoje twierdzenia.

Ale los wkrótce się do niego uśmiechnął. W Nowej Zelandii powstała regularna brytyjska kolonia, więc szanse na nowe dowody istnienia gigantycznego ptaka stały się jak najbardziej realne. Zaapelował do kolonistów o przysyłanie mu z Nowej Zelandii wszelkich ciekawych znalezisk, a zwłaszcza ogromnych kości.

Kolejne dowody

Dowody z Nowej Zelandii

Jednym z pierwszych Europejczyków, który zbadał wnętrze Wyspy Północnej był William Colenso misjonarz, drukarz i przyrodnik amator. W latach 40. XIX wieku z maoryskimi przewodnikami odbył kilka długich podróży, i wtedy również natrafił na kości Colenso uważał się zresztą za faktycznego odkrywcę tych wielkich ptaków i ani myślał podtykać swoich znalezisk pod nos Owenowi.

Wysłał je za to do innego, znanego przyrodnika, Williama Jacksona Hookera, z nadzieją na pomoc w ich analizie. Ten jednak przekazał je właśnie Owenowi, który dzięki tym kościom mógł w końcu ulepszyć swój artykuł na temat gigantów.

Wkrótce pojawiło się więcej dowodów.

W 1847 roku w Taranaki na Wyspie Północnej, odkryto mnóstwo pozostałości, a do Londynu wysłano skrzynie zawierające kości, jaja i całą czaszkę. Razem ponad 800 fragmentów.

Owen miał dostatecznie dużo materiału, by wydedukować już całkiem sporo na temat tych wielkich ptaków.

Założył, że:

  • były (lub są) nielotami
  • oraz istniało (albo istnieje) co najmniej kilka podobnych gatunków.

Ptaki otrzymały też krótką nazwę: moa pochodzącą od nazwy ptactwa domowego w dużej części Polinezji, choć prawdopodobnie sami Maorysi nazywali te ptaki inaczej.

Przy tak ogromnej liczbie dowodów, świat naukowy zaczął poważnie traktować odkrycia Owena. Ogromne ptaki zaczęły cieszyć się ogromnym, zainteresowaniem – i to na całym świecie.

Wyścig muzeów o kości moa

Mnożyły się spekulacje na temat wielkości ptaka. Ile miał metrów? trzy, cztery, a może pięć? Mógł mieć dostojną, wyprostowaną sylwetkę, zupełnie tak jak żyrafa i dorównywać jej wysokością.

A takiego giganta chciało posiadać prawie każde muzeum.

Dlatego kości stały się cennym towarem eksportowym osadników z Nowej Zelandii. Szukano wszędzie, a zwłaszcza w różnych mało dostępnych miejscach: na przykład w jaskiniach, czy pod piaskami nadmorskich wydm. W takich warunkach kości mogły zachować się w dobrym stanie przez wiele setek a nawet tysięcy lat.

Ewolucja moa

Nieloty w Nowej Zelandii

Nim polinezyjscy przodkowie Maorysów dotarli na brzeg Nowej Zelandii wyspy te były nienaruszonym pierwotnym rajem, odizolowanym od reszty lądów przez kilkadziesiąt milionów lat.

Poza nietoperzami nie było tam żadnych ssaków lądowych Żadnych lwów czy tygrysów, myszy, szczurów, niedźwiedzi, jeleni, hipopotamów czy psów.

A zamiast nich na lądzie rządziły ptaki.

Nowa Zelandia. Ptasi raj

I taki stan rzeczy musiał trwać już dość długo, bo wiele gatunków ptaków w Nowej Zelandii stało się nielotami. Umiejętność latania i szybkiej ucieczki nie była im już potrzebna, skoro na lądzie nie było żadnych drapieżnych ssaków.

Moa nie miały skrzydeł

Gdy w XIX wieku naukowcy zaczęli badać nowozelandzkie kości, doszli do wniosku że dodatkowo akurat w przypadku moa cały ten proces idzie jeszcze dalej.

Na świecie istnieje wiele gatunków nielotnych ptaków, ale wszystkie co do jednego, nawet nowozelandzkie kiwi mają jakieś anatomiczne pozostałości, świadczące o tym, że kiedyś ich przodkowie latali.

Tymczasem moa nie miały żadnych, nawet szczątkowych skrzydeł.

Jak nieloty moa pokonały ocean?

Powstawało zatem pytanie: w jaki sposób przodkowie moa, ptaków bez skrzydeł mogli pokonać ocean i znaleźć się w Nowej Zelandii?

Gondwana

Gondwana i Zelandia

Pierwsza hipoteza głosiła, że moa były obecne w tym miejscu, już w głębokiej prehistorii, gdy 85 milionów lat temu fragment skorupy ziemskiej, który dziś tworzy mikrokontynent Zelandii, oderwał się od Gondwany.

Gondwana była pradawnym superkontynentem, z którego potem powstała między innymi Australia, Nowej Zelandia, Antarktyda, Ameryka Południowa, Afryka i Madagaskar.

Na pierwszy rzut oka nasuwało się przypuszczenie, że moa mogą być spokrewnione z innymi wielkimi ptakami półkuli południowej:

  • strusiami z Afryki,
  • nandu z Ameryki Południowej,
  • emu z Australii,
  • mamutakami z Madagaskaru
  • i kazuarami z Nowej Gwinei.

A to idealnie wpasowywało się w teorię Gondwany.

Badania wskazały, że moa faktycznie są spokrewnione z tymi wszystkimi ptakami. Stanowią jednak osobną, niezależną linię ptaków bezgrzebieniowych.

Najbliższymi krewnymi moa są kusacze z Ameryki Południowej, które jednak w odróżnieniu od moa potrafią latać i są dużo mniejsze. I choć moa oddzieliły się od nich bardzo dawno temu, przed dziesiątkami milionów lat to jednak nastąpiło to później niż rozpad Gondwany.

A to oznaczało, że przodkowie moa musieli do Nowej Zelandii jakoś przylecieć.

Jak moa przybyły do Nowej Zelandii?

Ale jak gigantyczne ptaki nieloty mogły przelecieć nad oceanem?

Wszystko wskazuje na to, że w tamtym czasie przodkowie moa, podobnie jak kusacze, byli o wiele mniejsi i potrafili latać i to wręcz doskonale.

Skoro jednak do czasów współczesnych zdążyły już całkowicie utracić skrzydła, to musiały przylecieć dość dawno:

  • już po oddzieleniu się od Gondwany,
  • ale jeszcze przed wielkim nowozelandzkim potopem.

Zelandia pod wodą

Potop w Nowej Zelandii

Po oddzieleniu się od Gondwany Zelandia zaczęła dryfować na północ, stopniowo zanurzając się w oceanie.

Kilkadziesiąt milionów lat temu prawie cała Zelandia znalazła się pod wodą, z wyjątkiem małego skrawka najwyższych łańcuchów górskich.

To właśnie tam moa przetrwały okres potopu.

Trwało to wiele milionów lat i to właśnie wtedy moa straciły umiejętność latania.

Przeczytaj więcej o mikrokontynencie Zelandia, „ósmym kontynencie' świata.

Epoka lodowcowa

Epoka lodowcowa w Nowej Zelandii

Skamieniałości wskazują, że w czasach współczesnych, w ostatnim tysiącleciu moa były obecne praktycznie wszędzie w Nowej Zelandii, na obu głównych wyspach:

  • Wyspie Północnej,
  • Wyspie Południowej,
  • a także na wielu mniejszych, jak:
    • Wyspa Stewarta,
    • Wyspa d’Urville’a
    • czy wyspy barierowe w Zatoce Hauraki.

Jak to możliwe, skoro nieloty przetrwały potop tylko na małych skrawkach obecnej Wyspy Południowej? Jak przedostały się na pozostałe wyspy, które z czasem wynurzyły się z oceanu? Odpowiedź na te pytania przynoszą zmiany klimatu i epoki lodowcowe.

Poziom morza

Półkula południowa, podobnie jak półkula północna, doświadczyła w swojej historii wielu okresów ciepłych i chłodnych. 20 tysięcy lat temu doszło do kulminacji ostatniej wielkiej epoki lodowcowej.

Niskie temperatury spowodowały wtedy narastanie lodowych czap na biegunach, a w konsekwencji zmniejszenie ilości wody w oceanach.

Poziom morza był znacznie niższy niż dzisiaj. Był tak niski, że Wyspa Północna i Południowa a także wiele mniejszych, pobliskich wysp były ze sobą połączone.

Nielotne moa miały więc wtedy doskonałą okazję i sporo czasu, by przewędrować na północ i w końcu zasiedlić cały ten połączony ląd.

Dopiero potem, gdy na Ziemi zrobiło się cieplej, i poziom morza znowu się podniósł, z jednego lądu powstały te wszystkie te wyspy. Ale wtedy były już na nich moa.

Dlaczego moa wyginęły?

Dlaczego moa wyginęły?

Populacja była stabilna

Jakim cudem tak duża populacja (od pół do dwóch milionów ptaków), składająca się z wielu gatunków i żyjąca w tak różnych siedliskach, na obszarze całej Nowej Zelandii – mogła tak nagle wyginąć?

Początkowo naukowcy sądzili, że moa musiały być już bliskie wyginięcia gdy polinezyjscy przodkowie Maorysów osiedlili się w Nowej Zelandii jakieś 500 lat przed Cookiem.

Ale dokładne badania wykazały, że wręcz przeciwnie – w tamtych czasach moa świetnie sobie radziły. Żyły przeciętnie po 25 lat, i były bardzo dobrze przystosowane do swoich siedlisk.

Do tamtej pory radziły sobie ze wszystkimi naturalnymi zmianami, od zlodowaceń i zmian klimatycznych, przez wybuchy wulkanów, i olbrzymie tsunami, po zmiany w szacie roślinnej.

Datowanie ich kości uwidoczniło, że liczba moa była stabilna przez co najmniej 4000 lat poprzedzających ich wyginięcie.

Dlaczego zatem mogły wyginąć? Musiała je spotkać jakaś niezwykła, i nagła katastrofa.

Tą katastrofą dla moa było nagłe pojawienie się na ich wyspach, niewidzianego tam dotąd drapieżnika. Człowieka.

Maorysi odkrywają moa

Maorysi vs moa

Polinezyjscy przodkowie Maorysów przybyli do Nowej Zelandii około 1250 roku. Przypłynęli z okolic dzisiejszego Tahiti na długich dwukadłubowych łodziach.

Trafili na duże, nieznane wyspy, wiele tysięcy kilometrów od domu. Klimat był chłodny, i nie zachęcał do osiedlenia się tu na stałe. Poza tym rośliny, które przywieźli z tropików nie chciały rosnąć na wyspach, więc nie było perspektyw na pożywne jedzenie.

Ale gdy tylko Polinezyjczycy zagłębili się w busz, odkryli z zachwytem, że wygrali los na loterii. Po wyspie chodziły ogromne nielotne ptaki, żywe góry mięsa, i coś w rodzaju darmowej uczty w nieograniczonych ilościach.

Miliony lat izolacji i brak ssaków lądowych spowodowały, że moa prawie w ogóle nie miały naturalnych wrogów a zatem nie wykształciły mechanizmów obronnych.

Dlatego stanowiły tak łatwą zdobycz dla Maorysów uzbrojonych w kamienie, włócznie i sidła.

A ponieważ nie było ssaków, na które ludzie mogliby polować, to właśnie moa stało się od początku absolutną podstawą maoryskiej diety.

Sposoby polowania

Ale czy naprawdę Maorysi, których nie było jeszcze wtedy znowu tak wielu, mogli tak po prostu zabić i zjeść co do jednego kilkaset tysięcy czy nawet więcej ogromnych ptaków?

Cóż, wygląda na to, że Maorysi byli bardzo pomysłowi i mieli mnóstwo sposobów na polowanie na moa:

  • Łapali moa w pętle i sidła.
  • Wpędzali do dołów i zabijali włóczniami.
  • Ścigali ptaki tak długo, aż te padały z wyczerpania.
  • Zmuszali je do połknięcia rozgrzanych kamieni.
  • Zaganiali je też do jezior, na stosunkowo głęboką wodę, a potem podpływali tam kajakami, by zadać im ostateczny cios.
  • Organizowali ogromne, kilkutygodniowe polowania, które kończyły się rzezią ogromnej ilości moa.
  • W polowaniu pomagały im psy polinezyjskie, które przywieźli ze sobą z odległych wysp Pacyfiku.

Obozowiska Maorysów

Kiedy Europejczycy w XIX wieku zaczęli badać wnętrze Nowej Zelandii, natknęli się w całym kraju na tysiące pozostałości maoryskich obozów, z których co najmniej trzysta była miejscami rzezi moa na ogromną skalę.

W każdym z takich miejsc, zazwyczaj u ujść strumieni, odnaleziono szczątki tysięcy ptaków.

Poza tym, dostępność moa i łatwość polowania sprawiły, że Maorysi wybierali tylko najlepsze kąski tych ptaków, a ponad połowa masy ubitych moa trafiała w krzaki.

Powstawały ogromne, wielohektarowe cmentarzyska częściowo zjedzonych moa.

Co Maorysi robili z moa?

Maorysi wykorzystywali moa na wiele sposobów:

  • Oprócz mięsa, pozyskiwali też pióra i skóry, z których robili ubrania bardzo przydatne w chłodniejszym klimacie Nowej Zelandii.
  • Z ich kości robili:
    • haczyki na ryby,
    • dłuta,
    • narzędzia,
    • harpuny,
    • ostrza włóczni,
    • ozdoby,
    • naszyjniki i wisiorki.

Jaja moa

Maorysi zjadali też wnętrza jaj a jako, że moa składały zaledwie jedno lub dwa jaja rocznie to dodatkowo przyspieszało to ich wymieranie.

Do dzisiaj odnaleziono około 30 jaj moa. Wyglądają jak piłka do rugby a te największe osiągają 25 centymetrów długości.

Maorysi wykorzystywali skorupy takich pustych jaj jako pojemniki na wodę.

W 1939 roku odkryto jedno z najciekawszych znalezisk miejsce pochówku jednego z łowców moa, wraz narzędziami do polowania oraz jednym ogromnym jajem, nawierconym jak wydmuszka, by z wnętrza wydobyć zawartość.

Oprócz psów polinezyjskich Maorysi przywieźli z wysp Pacyfiku jeszcze jeden gatunek – szczury polinezyjskie, które natychmiast zaczęły wyjadać jaja oraz polować na świeżo wyklute pisklęta.

Wypalanie lasów

Innym ważnym czynnikiem było wypalanie lasów.

Gdy pierwsi ludzie przybyli do brzegów Nowej Zelandii, lasy pokrywały prawie cały kraj – ponad 80% całkowitej powierzchni.

Maorysi palili lasy, żeby wypłoszyć zwierzynę, oraz uzyskać przestrzeń pod uprawę roślin. Poza tym, w miejscu wypalonych lasów pojawiały się liczne paprocie, kolejne źródło dobrego pożywienia.

Szacuje się, że Maorysi spalili prawie połowę lasów na Wyspie Południowej przez pierwsze 500 lat swojej obecności.

I to był ważny czynnik katastrofalnego tempa, w jakim kurczyła się populacja moa. Moa były przede wszystkim ptakami leśnymi, a pozbawione swojego środowiska, nie mogły już przetrwać długo.

Ostatnie moa

Moa były już coraz rzadsze, a Maorysi – coraz sprytniejsi. Rok po roku doskonalili techniki polowania, aż w końcu w którymś momencie zabili ostatniego moa, kroczącego po ziemiach, które zamieszkiwali.

Moa – giganty, które przetrwały wszystko wybuchy wulkanów, epoki lodowcowe, zmieniający się poziom morza i wielkie katastrofy naturalne – wymarły w ciągu 100 lat od pojawienia się Maorysów.

Skutki wybicia moa przez Maorysów

Wybicie moa nie okazało się dobrym pomysłem dla Maorysów.

Stracili główny element pożywienia, co doprowadziło ich społeczeństwo do dramatycznych zmian. Od tej pory musieli konkurować ze sobą o wszelkie zasoby co prowadziło do niekończących się wojen oraz rozwoju słynnej maoryskiej kultury wojowników.

Czy na pewno moa wyginęły?

Czy moa wymarły?

Czy moa naprawdę wyginęły? Czy może kryją się jeszcze gdzieś w buszu?

Czy jest jakakolwiek szansa, że moa przetrwał do naszych czasów w dzikich ostępach najodleglejszych zakątków Nowej Zelandii?

Nie ma dowodów, by jakiekolwiek moa istniało jeszcze w 1769 roku, kiedy James Cook przybił do brzegów Nowej Zelandii.

Ale istnieje wiele relacji o domniemanych obserwacjach moa w XIX i XX wieku.

Odnalezienie moa “jest tylko kwestią czasu”

Maoryskie legendy i pojedyncze strzępki doniesień z odległych regionów Nowej Zelandii rodziły nadzieje, że moa mogą faktycznie żyć w niedostępnych lasach, wciąż nie zbadanych przez Europejczyków, zwłaszcza na Wyspie Południowej.

Odnalezione kości były tak dobrze zachowane, że ptaki, do których należały, musiały żyć w Nowej Zelandii jeszcze całkiem niedawno.

William Colenso, misjonarz, który dużo przebywał z Maorysami był przekonany, że moa wciąż żyją. Maorysi, z którymi rozmawiał również niezmiennie tak uważali, choć żaden z nich nigdy nie widział osobiście tych ptaków.

W połowie XIX wieku gdy kolonizacja i penetracja wysp przyspieszyła, powszechnie wierzono, że znalezienie żywego moa jest tylko kwestią czasu.

Obserwacje w XIX wieku

  • W 1842 roku dwaj amerykańscy myśliwi zapuścili się daleko w góry na północy Wyspy Południowej. Tam maoryski przewodnik miał ich podobno poprowadzić do miejsca, w którym żył moa. Ujrzeli potwora, wielkiego na 4,5 metra, który skradał się w poszukiwaniu pożywienia. Amerykanie byli jednak zbyt przerażeni, by zostać dłużej, odwrócili się i uciekli tak szybko, jak potrafili.
  • Potem pojawiły się plotki, że moa żyją na wyspach w Cieśninie Cooka, np. na Wyspie d’Urville’a.
  • W 1850 roku odnaleziono pióra, które prawdopodobnie należały do moa, a które maoryscy wodzowie przechowywali jako symbol ich many.
  • Kilka lat później oficjalna, wojskowa ekspedycja przedstawiła raport o dwóch gigantycznych ptakach podobnych do emu, które jej uczestnicy widzieli na wzgórzu na Wyspie Południowej.
  • Wkrótce w pobliżu Nelson odnaleziono ślady trójpalczastych stóp mierzących 36 cm długości. Wyglądały na świeże i prowadziły w kierunku głębokich, niezbadanych jaskiń.
  • W tym samym roku pasterz owiec z regionu Fiordland zobaczył gigantycznego ptaka w zaroślach nad brzegiem rzeki Waiau.
  • Dwie podobne relacje ukazały się potem w prasie na Wyspie Południowej.

Obserwacja Alice McKenzie w 1880 r.

Czy moa żyją? Opowieść Alice McKenzie

Jedną z ciekawszych relacji, i uznawanych za najbardziej wiarygodną, jest opowieść Alice McKenzie. W 1880 roku, gdy miała 7 lat, zobaczyła na plaży wielkiego ptaka, którym mógł być takahe lub moa .

W latach 80-tych XIX wieku Alice jako mała dziewczynka mieszkała w Martins Bay w obecnym Parku Narodowym Fiordland na południu Wyspy Południowej.

Najlepsza relacja, opisująca spotkanie z wielkim ptakiem, zachowała się w liście, który 75-letnia już Alice wysłała do historyka niedługo po drugiej wojnie światowej:

„Chciałabym opowiedzieć o bardzo dużym ptaku, który żył w Martins Bay. Widziałam go dwa razy, ale wielu innych widziało jego ślady na piasku.

Musiał chodzić nocą po plażach, ponieważ jego świeże ślady były najbardziej wyraźne wczesnym rankiem, Odwiedzał plaż tylko zimą, generalnie w lipcu.

Podejrzewaliśmy, że prawdopodobnie mieszka na dużych bagnach pomiędzy morzem, a jeziorem McKerrow, a kiedy zimą jezioro zamarzało, ptak przychodził na morską plażę.

Pierwszy raz zobaczyłam go w 1880 roku, gdy miałam 7 lat. Byłam na plaży pośrodku piaszczystych wydm. Są tam wysokie piaszczyste wydmy pokryte kępami, i z nich zaczyna się busz. Len rośnie w piasku na skraju buszu.

Widziałam tego dużego ptaka leżącego obok lnu. Podeszłam bliżej, ale nie zwracał na mnie uwagi. Usiadłam za nim na piasku. Wydawał się całkiem okrągły z tyłu, tak jakby nie miał ogona i miał kolor bagiennego błękitu.

Włożyłam rękę pod niego i wyciągnęłam jedną z jego nóg. Była tak gruba jak mój nadgarstek i pokryta ciemnozielonymi łuskami.

Pomyślałam, że go zwiążę, więc wzięłam kawałek lnu i zaczęłam owijać go wokół nóg ptaka. 

Wtedy nagle ptak wstał i wydał z siebie ostry krzyk.

Uciekłam przez te piaszczyste wydmy, a ptak ścigał mnie na niewielką odległość. Nie pamiętam, czy miał skrzydła, ale nie sądzę, i myślę, że gdyby je miał, to bym zauważyła.

Pobiegłam do domu i opowiedziałam o ogromnym ptaku, który mnie gonił, Matka myślała, że przesadzam, ale namówiłam ojca, żeby przyszedł i zobaczył, gdzie to było. Zobaczył ślady, w miejscu gdzie ptak mnie gonił. Miał w kieszeni miarkę i zmierzył odcisk stopy: 11 cali od pięty do czubka środkowego palca. Jego stopy miały trzy palce, jak kura. Ojciec zanotował to w swoim dzienniku.

Przez lata widywaliśmy jego ślady zimą, 10 lat później, gdy wypędzałam bydło znad rzeki Kaipo do Martins Bay, zobaczyłam że bydło stojące na plaży spogląda zdziwione w stronę buszu.

Spojrzałam i zobaczyłam coś niebieskiego, znikającego w zaroślach. Wyglądało to jak granatowy męski płaszcz. Bardzo się przestraszyłam, ponieważ w Milford Sound pracowali wówczas więźniowie i bałam się, że to jeden z nich.

Jednak, aby wrócić do domu, musiałam przejść obok. I wtedy zobaczyłam ślady dużego ptaka, prowadzące długimi krokami w stronę miejsca, gdzie wchodziły do buszu.”

W liście znajduje się również fragment opisujący, że starszy brat Alice, a także jej ojciec również widzieli ptaka kilka razy a także jego ślady na wydmach.

Ponowne odkrycie takahe

Przez długi czas Alice McKenzie myślała, że widziała takahe – innego rzadkiego, nielotnego ptaka. Takahe widziano po raz ostatni pod koniec XIX wieku i został następnie uznany za wymarły.

Ale pół wieku później, w listopadzie 1948 roku Geoffrey Orbell odkrył w Alpach Południowych nieznaną dotąd populację żywych takahe.

Alice przyjrzała im się dokładnie w Muzeum Otago i zrozumiała, że ptaki, które widziała wyglądały inaczej i były znacznie większe.

Jednocześnie sam fakt ponownego odkrycia takahe po pół wieku uznawania go za gatunek wymarły, udowodniło, że rzadkie gatunki ptaków mogą w Nowej Zelandii pozostawać niewidoczne dla ludzi przez całe dziesiątki, a może i setki lat.

Wiele szczegółów opowieści Alice zgadza się z obecną wiedzą na temat moa. Chociaż kolor niebieski, niezbyt pasuje do odkrytych gdzie indziej piór.

Paddy Freaney i zdjęcie z 1993 r.

Czy moa żyją? Zdjęcie z 1993 roku

Druga historia wydarzyła się stosunkowo niedawno, w 1993 roku.

Znany wspinacz, Paddy Freaney, wybitny himalaista i były oficer lotnictwa, wybrał się na wędrówkę w okolice Craigieburn Range górskiego pasma w pobliżu Arthur’s Pass na Wyspie Południowej. Był tam z dwoma innymi ludźmi.

W pewnym momencie zauważyli wielkiego ptaka. Ale gdy ptak dostrzegł mężczyzn, natychmiast uciekł na drugą stronę rzeki.

Freaney ruszył za nim tak daleko, jak umiał I zdołał zrobić mu zdjęcie z odległości 35 metrów. Sfotografował też ślady ptaka na ziemi w pobliżu rzeki. To główne zdjęcie było nieostre. Widać na nim faktycznie kształt czegoś, co wygląda jak duży ptak.

Freaney powiedział, że ptak był o wiele większy niż jakiekolwiek emu, które widział w Australii. Według jego relacji, jasnobrązowe pióra kończyły się powyżej kolan, co później badacze określili jako prawdopodobne.

Paddy Freaney był wiarygodnym człowiekiem i jego relacja została potraktowana poważnie.

Zdjęcie zostało wysłane do specjalistów z Uniwersytetu Canterbury, zajmujących się obróbką obrazów – i po trzech dniach oświadczyli oni, że obiekt na zdjęciu rzeczywiście wygląda na dużego ptaka.

Zdjęcie trafiło na pierwsze strony gazet, a historią moa interesowały się radio i telewizja z całego świata. Departament Konserwacji planował nawet poważną ekspedycję w te strony, w celu odnalezienia moa.

Jednak wielu sceptyków kwestionowało interpretację tego, co było widoczne na zdjęciu. Według nich szyja stworzenia była zdecydowanie za gruba, by mogła należeć do ptaka – i tak naprawdę było to nic innego jak jeleń, częściowo ukryty w cieniu.

Departament Konserwacji wycofał się z ekspedycji, a reputacja Paddy’ego została nadwyrężona. Przez wiele lat podejmował próby odnalezienia moa na własną rękę. Ale żadnych nowych dowodów już nigdy nie znalazł.