Świat Wciąga » Archiwum » Wyspa Południowa Nowej Zelandii

Wyspa Południowa Nowej Zelandii

Uwaga – ten artykuł jest tymczasowy i będzie rozbudowany. Zbiera testy archiwalne.

Nowa Zelandia – krajobrazy Wyspy Południowej

Zielono i pięknie. Na północy tropikalne pacyficzne wyspy, na południu malownicze fiordy, góry, wulkany, jeziora. Krajobraz zmienia się co kilkanaście kilometrów i produkuje szczęście. Wyspy obfitują w cuda natury – gorące źródła na plażach, wrzące strumienie, wysokogórskie lodowce. Równie niesamowity świat znajduje się pod ziemią – można wędrować korytem podziemnej rzeki i czuć, że jest się w samym środku prastarej planety. Dla wielu Nowa Zelandia to najpiękniejsze krajobrazy świata. 

Wyspa Południowa po 9 latach

Po 9 latach wróciliśmy na Wyspę Południową Nowej Zelandii, jedno z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. Na promie płynęły z nami owce. A teraz jedziemy wzdłuż fiordów i zatoczki i śpiewamy: “Bo fantazja, bo fantazja, bo fantazja jest od tego aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego! “

Nelson i Motueka

Obudziły nas ciepłe promienie słońca wpadające do samochodu. Obok szumiała rzeka i śpiewały już ptaki. Leniwy poranek. Chyba już nasz pięćsetny poranek w Nowej Zelandii, każdy tak samo niezwykły.

Potem chodziliśmy po dnie wyschniętego jeziora i zastanawialiśmy się z Zuzią, gdzie się podziały wszystkie ryby. Idealne zajęcie na Walentynki 🙂

Abel Tasman National Park

Abel Tasman National Park, jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Dziś bez komentarza, bo zdjęcia mówią same za siebie. 🙂

Na farmie koło Glenhope

Najlepsze rzeczy w podróży przytrafiają się niespodziewanie. 🙂 Dziś niespodziewanie trafiliśmy na farmę w sercu Nowej Zelandii. Jest tu tak pięknie, że można godzinami siedzieć na werandzie z kubkiem kawy i po prostu patrzeć i rozmyślać.

Nocujemy w indiańskim tipi, prąd jest tylko z baterii słonecznych, Zuzia karmi kozę, a nasza Couchsurfingowa gospodyni gra na gitarze. Są tu konie, góry i prężący się kot. 🙂

Najlepsze rzeczy w ogóle przytrafiają się niespodziewanie. 🙂

West Coast – Zachodnie Wybrzeże

Westport

Dotarliśmy na Zachodnie Wybrzeże, jeden z najdzikszych i najmniej zaludnionych zakątków Nowej Zelandii. Przywitały nas foki i owce. A teraz czeka nas długa droga na południe…

Pancake Rocks

Pierwsza naprawa auta. Na szczęście zepsuta była tylko cewka i załatwiliśmy to sprawnie. Ale w sumie ciekawa historia, bo jesteśmy teraz w dość słabo zaludnionym terenie, a jeśli coś się tutaj zepsuje, to mechanika i części można nie znaleźć w promieniu 300km. My przyjechaliśmy 250km zanim naprawiliśmy auto. I to dość przypadkowo, bo gdy już w końcu dojechaliśmy do miasta, mechanicy byli zarezerwowani na 2 tygodnie do przodu. Na szczęście w końcu się udało.

Tylko Zuzia mówi, że lepiej było jak samochód był zepsuty, bo wtedy tak fajnie skakał. :)))

Oczywiście w międzyczasie jechaliśmy wśród pięknych krajobrazów Wyspy Południowej. Były nawet Naleśnikowe Skały, te same co w podróży dookoła świata 9 lat temu.

Środkowa część West Coast

Dziś miał być tylko deszczowy tranzyt, a był chyba najpiękniejszy dzień na Wyspie Południowej.

Jest zielono, dziko, są jeziora, morze i busz, i bardzo mało ludzkich zabudowań. Szerokie rzeki lodowcowe spływają z Alp Południowych prosto do Morza Tasmana. Zupełnie inaczej niż gdzie indziej, nawet w Nowej Zelandii.

Lodowce Franz Josef i Fox Glacier

Znów piękny dzień. Dotarliśmy pod dwa słynne lodowce na Zachodnim Wybrzeżu Wyspy Południowej: Franz Josef oraz Fox Glacier. Byliśmy tu już w 2009 roku i… dzisiaj nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Lodowce znikają. Wszystko jest inaczej niż wtedy.

Moje wspomnienie z 2009r. jest takie, że przyjechaliśmy na parking pod lodowcem i w zasadzie lodowiec był zaraz obok. Dzisiaj z parkingu trzeba wędrować godzinę po terenie, gdzie wtedy był lodowiec, aż dochodzi się do punktu widokowego oddalonego od lodowca jeszcze o 1,5 km.

Ale nadal jest pięknie. 🙂

A wieczorem zasnęliśmy przy skarpie z paprociami, na której po zmroku pojawiły się setki glowworms, uroczych nowozelandzkich owadów (?), które świecą w ciemności gdy są głodne i żyją głównie w jaskiniach. Wyglądały jak choinka ze światełkami. 🙂

Przełęcz Haast

Od rana lało, więc mówię: “Mogłoby przestać”. A na to Zuzia: “Ale ja lubię jak pada, bo wtedy można chodzić po takich fajnych kałużach! ” 🙂

Rozpogodziło się na przełęczy Haast. Przemknęliśmy na drugą stronę Alp Południowych i znaleźliśmy się w Otago, krainie słońca i żółtych trawiastych wzgórz. To tu spędziliśmy prawie 2 miesiące 9 lat temu. Cudownie jest być tu znowu.

Otago

Jezioro Wanaka

Leniwy dzień nad jeziorem Wanaka. Od kilku dni jesteśmy zawsze ostatnimi ludźmi, którzy rano wyjeżdżają z campingu. Ale po co się spieszyć, skoro to, co najpiękniejsze jest właśnie tam – bajkowe jezioro, słońce i patyki do zabawy (dużo patyków, które Zuzia znosi do samochodu 🙂

Dzisiaj byliśmy więc w 3 miejscach: nad jeziorem, nad jeziorem z innej strony i nad rzeką 🙂 Otago jest piękne i co ważne – bardzo słoneczne! (a to sprzyja zbieraniu patyków)

Cromwell

CROMWELL!!! Po 9 latach wróciliśmy do miasteczka, do którego kiedyś przyjechaliśmy na 1 noc, a zostaliśmy 2 miesiące. To tutaj pracowaliśmy zbierając czereśnie (które zarobiły na jedną trzecią naszej podróży dookoła świata). To tutaj mieszkaliśmy u Williama (tego samego, którego odwiedziliśmy w Wellington kilka tygodni temu). Teraz przyjechaliśmy tu z Zuzią. 🙂

Odwiedziliśmy wszystkie stare miejsca – dawny dom Williama, sady czereśniowe, jezioro, w którym pływaliśmy wtedy na jetski (bez złamań!), stare miasto (6 domów z 19. wieku, unikat w skali Nowej Zelandii, prawie jak osada w Biskupinie 🙂 ), sklep, w którym robiliśmy zakupy i różne inne dobrze nam znane miejsca. Z nowych doszedł oczywiście plac zabaw. 🙂

Queenstown i Arrowtown

Obudziliśmy się w sadzie nad rzeką, tuż pod rozłożystą śliwą. Mamy teraz pół bagażnika pysznych słodkich śliwek. 🙂

Niedaleko było miasteczko Arrowtown, w którym spędziliśmy miłe przedpołudnie. 9 lat temu było tu kilka starych domów, a na ulicy kilku mieszkańców. Dzisiaj całe miasteczko jest odnowione, pełne kawiarni, galerii i sklepów, a po ulicach przechadzają się jakieś dwa miliony Chińczyków. 🙂

To samo w Queenstown, turystycznej stolicy Nowej Zelandii, którą odwiedziliśmy po południu. Ale ten cały zgiełk bardzo nam się podobał – artyści, gitary, kawiarnie. Po roku włóczenia się po nowozelandzkiej przyrodzie dobrze było zobaczyć ludzi. 🙂

Potem była przepiękna droga nad jeziorem, wśród gór.

A teraz zasypiamy w super miejscu – na darmowym freedom campingu przy nieczynnej zabytkowej stacyjce kolejowej w sennym nowozelandzkim miasteczku. Dobranoc. 🙂

Invercargill

Po 7 tygodniach podróży dotarliśmy na południowe wybrzeże Nowej Zelandii. Dalej jest już tylko kilka wysepek, Ocean Południowy i moja ukochana, tajemnicza Antarktyda.

9 lat temu wpatrywałem się tu w ocean, marząc o tym, żeby kiedyś tam pojechać. 6 lat później miałem szczęście stać na lodzie Antarktydy wpatrując się w biegające pingwiny. Zuzia była wtedy w brzuchu mamy.

Teraz jestem znowu na tym nowozelandzkim vwybrzeżu, z Zuzią, i razem wypatrujemy pingwinów. A od dzisiaj mogą się pojawić każdego dnia!

Southland

Najpiękniejszy region Nowej Zelandii.

Dzisiaj był piękny dzień. Obudziliśmy się w luksusowym domu naszego couchsurfingowego hosta. Dobrze było po ośmiu dniach skorzystać z łóżka, kanapy, kuchni i łazienki. 🙂

Poza tym zrobiło się ciepło. Najlepsze możliwe warunki do podróży przez Southland – najpiękniejszy region Nowej Zelandii. Dziewięć lat temu zachwyciły nas pingwiny, foki i niezwykłe wybrzeże pomiędzy Dunedin a Invercargill. A teraz jest tak samo pięknie.

Byliśmy dziś na plaży, na której wylegiwały się lwy morskie. Wędrowaliśmy wśród owiec po zielonych łąkach aż do wysokich klifów nad oceanem. A wieczorem odwiedziliśmy skamieniały las liczący 180 milionów lat. I jak tu się nie cieszyć? Najbardziej na południe wysunięty punkt Wyspy Południowej Nowej Zelandii

Koniec świata! Najbardziej na południe wysunięty punkt Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Po prawej zdjęcie z 2010 roku, po lewej z dzisiaj. 🙂

The Catlins i Nugget Point

Widzieliśmy pingwina! Stał sobie na plaży na kamieniach i wygrzewał się w ciepłym popołudniowym słońcu. I drapał się skrzydłem. Dobrze jest raz na 5 lat zobaczyć pingwina, polecam. 🙂

Widzieliśmy też ponownie lwy morskie! 9 lat temu jeden mocno pogonił mnie po plaży, więc tym razem, z Zuzią za rękę, wolałem zachować przepisowe 10 metrów dystansu. 🙂

Były też wodospady, bezkresne plaże, skakanie przez fale, wysokie klify, latarnie morskie i obłędne widoki. Co za dzień!

Dunedin, Tunnel Beach, Otago Peninsula i pingwiny

Kolejny dzień, kolejny pingwin! 🙂 Tym razem wygrzewał się na trawie na szczycie wydmy. Łatwo go było wypatrzeć po białym brzuchu.

Odkryliśmy dzisiaj jedno z najfajniejszych miejsc w Nowej Zelandii, oczywiście zupełnie przypadkiem. Tunnel Beach koło Dunedin – jeśli będziecie, bardzo polecam. Mała, cudowna plaża u podnóża ogromnych klifów, do której można się dostać tylko wąskim tunelem wydrążonym w skale. Idealnie błękitna woda, rozpryskujące się fale, filmowa sceneria, słońce i malownicze skały. Cudo!

A teraz gościmy u Ibrahima, przemiłego Palestyńczyka z Gazy, który przez cały wieczór opowiadał nam o zawiłych dziejach Palestyny. I zrobił przepyszny humus! 🙂

Moeraki Boulders

Trzeci dzień, trzeci pingwin. 🙂 Nie mówiąc już o licznych fokach i lwach morskich. I zupełnie obłędnym wybrzeżu.

Po przejechaniu Nowej Zelandii dwa razy w całości z góry na dół mogę powiedzieć z czystym sumieniem: Najładniejsza jest południowa połówka Wyspy Południowej. Są tu fiordy, ocean, góry, lodowce, wodospady, dziki busz, jeziora, dzikie zwierzęta, plaże, klify, małe miasteczka, fantastyczne szlaki. Czego chcieć więcej? 🙂

Twizel i Lake Pukaki

W Nowej Zelandii zapowiadali ujemne temperatury, a tu proszę – trzydzieści stopni w cieniu. Upał taki, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem było zaszycie się w cieniu nad jeziorem.

Ale spotkał nas dzisiaj również nie lada komplement, zwiastujący długie życie i wieczną młodość! W końcu, chyba po raz pierwszy w naszym 33-letnim życiu, zostaliśmy poproszeni w sklepie o dokument potwierdzający pełnoletność 🙂 I musiał być to koniecznie paszport, i to zarówno mój, jak i Asi. Obecność naszej 3-letniej córki nie była wystarczającym dowodem. 🙂

Lodowiec Tasmana

Jak dobrze porozmawiać po polsku! 🙂 Nocujemy dzisiaj u Oli, którą poznaliśmy rok temu w Auckland. Super jest porozmawiać o Nowej Zelandii, wzajemnych doświadczeniach związanych z tym krajem i w ogóle porozmawiać na innym poziomie porozumienia niż po angielsku. Coś jest w tej wspólnocie języka, można po prostu wyrazić więcej.

Dojechaliśmy dzisiaj pod Mt Cook, a dokładnie pod lodowiec Tasmana. Widoki były obłędne, jedne z piękniejszych, jakie w ogóle można sobie wyobrazić. I ten kolor wody w Jeziorze Pukaki… Jasnobłękitny, bajkowy… – a to wszystko dzięki pyłowi lodowcowemu z wód, które zasilają jezioro.

Jutro idziemy w góry!

Hooker Valley Track

Mt Cook, najwyższy szczyt Nowej Zelandii (3724 mnpm), wyższy aż o 1,5km od należącej do Korony Ziemi australijskiej Góry Kościuszki. Wyłonił się dzisiaj zza chmur i kusił tak bardzo, że wyciągnął nas na 6-godzinną wycieczkę w góry, chyba najdłuższą w życiu Zuzi.

Gdzie nie spojrzeć, było przepięknie. W jeziorze pod lodowcem pływały kry lodowe. A Zuzia wchodziła w kaloszach we wszystkie kałuże. 🙂

Kea Point i Red Tarns

Kolejny dzień pod Mt Cook. Zuzia weszła dzisiaj na najwyższą górę swojego życia – przez dwie godziny wspinała się po schodach – a potem… przez półtorej godziny skakała w dół, stopień po stopniu. A było tych stopni lekko licząc ponad tysiąc. 🙂

Jezioro Tekapo

Ostatni camping w Nowej Zelandii. Oczywiście to jeszcze nawet nie połowa naszej podróży, ale ostatni tydzień na wyspie spędzimy już u kogoś w domu. Ostatni raz rozbiliśmy więc dziś namiot nad jeziorem, zaparzyliśmy herbatę i usiedliśmy patrząc na gwiazdy.

Tyle razy patrzyłem tu w rozgwieżdżone niebo! Droga mleczna prawie codziennie widoczna jest w całej okazałości. Miliardy gwiazd migoczą, widać spadające meteoryty. Pamiętam, że gdy jeszcze mieszkaliśmy w Auckland, dokładnie w dniu 3. urodzin Zuzi widzieliśmy na niebie jednocześnie Merkurego, Wenus, Księżyc, Marsa, Jowisza i Saturna.

A dzisiaj jesteśmy nad jeziorem Tekapo. To jedno z najlepszych miejsc na świecie do obserwacji nocnego nieba. Krystalicznie czyste górskie powietrze, z dala od miast, na wyspie otoczonej bezkresnym oceanem…

Canterbury

Nadchodzą zmiany! Już czuję to w kościach i ogarnia mnie gorączka przygotowań. 🙂 Wszystko, co robimy teraz w Nowej Zelandii jest już “prawie ostatnie”. Prawie ostatni spacer nad jeziorem, prawie ostatni host na CouchSurfing, prawie ostatnie zakupy i prawie ostatnia trasa wśród cudownych wzgórz środkowej części Wyspy Południowej.

Jutro jedziemy do Christchurch, skąd za tydzień mamy lot do Australii. Po 15 miesiącach w Nowej Zelandii wydaje mi się, że tydzień to “już za sekundę” i że właściwie powinniśmy mieć już wszystko spakowane. To tak, jak 11 lat temu w Kolei Transsyberyjskiej – jechaliśmy z Ułan Bator do Moskwy ponad 4 doby, więc na 8 godzin przed końcem podróży spakowaliśmy już plecaki, żeby na pewno zdążyć wysiąść. 😉

Największym wyzwaniem jest teraz kupno samochodu w Melbourne. Jeśli macie na sprzedaż samochód w Melbourne dla 3 osób i w którym można spać, dajcie znać. 🙂

Koniec podróży

Dojechaliśmy! Równo po 2 miesiącach i przejechaniu ok 5500km zygzakiem z północy na południe Nowej Zelandii i trochę z powrotem, dotarliśmy do Christchurch. To była cudowna podróż, pełna pięknych widoków i wspaniałych chwil. Były góry, jeziora, fiordy, busz, trawiaste wzgórza, lodowce, zwierzęta i błękitny ocean. Było złamanie ręki, operacja i niepewność co do dalszych planów.

Ale była też Zuzia skakająca przez fale, dorzucająca drewno do ogniska i myjąca zęby przy świetle latarki. Dzisiaj opowiadała mi bajkę, w której były chyba wszystkie elementy podróży, od dojenia krowy, przez zbieranie jeżyn, aż po spotkanych ludzi i mnóstwo miejsc, które odwiedziła.

Czasami jesteśmy w tak pięknych miejscach, że dosłownie szczena opada. Mając w pamięci smog i błoto pośniegowe, mówimy wtedy z zachwytem “Zuziu, zobacz, jak jest pięknie!”. A Zuzia rzuca okiem na widok i dalej skacze przez kałużę, albo goni kaczkę. Piękne widoki ma przecież przez całe życie.

Akaroa & Banks Peninsula

Ostatnia wycieczka w Nowej Zelandii. Dużo tych wycieczek było przez ostatnie 15 miesięcy… I jakoś tak się przyzwyczailiśmy, że wszędzie jest pięknie. 🙂

Ciekawe, czy przyjedziemy tu jeszcze kiedyś. Pamiętam, że gdy wyjeżdżaliśmy z Nowej Zelandii 9 lat temu, byłem przekonany, że to tylko taki jednorazowy wyskok i pewnie nigdy tu już nie wrócę. Ale w kolejnych latach odwiedziłem ponownie większość krajów, w których byliśmy wtedy w rocznej podróży dookoła świata, a do Nowej Zelandii przyjechaliśmy na dłużej. Nigdy nie mów nigdy. 🙂

Szpital, meczet i pakowanie

Niektórzy z Was pewnie pamiętają, że jakiś czas temu złamałem w Nowej Zelandii rękę. Już prawie wszystko z nią w porządku i czekam w tej chwili na spotkanie z fizjoterapeutą w szpitalu w Christchurch. Rzecz w tym, że to ten sam szpital, w którym leżą ofiary zamachu terrorystycznego sprzed 3 dni. Na korytarzach mijam rodziny ludzi, którzy byli wtedy w meczetach. Kobiety w hidżabach, mężczyźni z długimi brodami. Dzieci niosące kwiaty i zabawki. Łzy napływają mi do oczu.

W drodze powrotnej autobus zmienia trasę i wysadza mnie dokładnie pod meczetem Linwood. Przy policyjnych barierkach stoi kilkadziesiąt osób. Niektórzy przynoszą kwiaty, rysunki i pluszowe misie. Ludzie zatrzymują się i rozmawiają ze sobą.

A dziś dzień wielkiego pakowania. To doprawdy zadziwiające, ile rzeczy człowiek posiada. A to ledwie ta część rzeczy, która jechała z nami w samochodzie przez Nową Zelandię. Rozdawaliśmy już rzeczy w Auckland, potem w Wellington, a część poleciała do Polski. Dziś w Christchurch kolejna redukcja. W Australii będzie kolejna. A przecież przyjechaliśmy tu 15 miesięcy temu z 3 walizkami i staraliśmy się prawie nic nie kupować. 🙂

A rano lecimy do Melbourne. Początek kolejnej wielkiej australijskiej przygody!

Zepsuł mi się niestety telefon, pełniący też rolę aparatu, więc póki nie kupię nowego, będzie pewnie mniej zdjęć lub będą rozmazane. Ale coś wymyślimy.

Z Nowej Zelandii do Australii

AUSTRALIA! To był dłuuuugi dzień. Zaczął się o 2 w nocy, potem była jazda na lotnisko, lot do Melbourne, autobus i dwa pociągi. Ale było warto. Trafiliśmy do wspaniałej rodziny z CouchSurfing i początek naszej kolejnej przygody przebiega lepiej niż mogliśmy to sobie wymarzyć. Mają nawet basen w ogródku. :))

Helen (nasz host) podwiozła nas do kilku komisów samochodowych i już mniej więcej wiemy, jakiego samochodu będziemy szukać w kolejnych dniach.

Teraz już padamy z nóg. Zuzia śpi tam, gdzie usiadła. Ale była dzisiaj przeszczęśliwa i mówiła: “Zobacz, lecimy prawdziwym samolotem! Mam własny fotel! O, zobacz, pociąg! Maszyny budowlane! O, zobacz, zobacz, zobacz! Fajna ta Australia!”

Archiwum

Ten artykuł został napisany jakieś 10 lat temu. Obecnie czeka na przegląd i aktualizację.

Ale strona żyje na nowo. Jest dużo nowych, lepszych artykułów. Zapraszam Cię do skorzystania z wyszukiwarki powyżej oraz spisu tematów. Oczywiście są też całkiem nowe filmy na YouTube.

Cześć!

Nazywam się Wojciech Piestrak.

Opowiadam o świecie na kanale Świat Wciąga.

Daj się zaprosić!